piątek, 31 października 2008

Nie ma nic tak pewnego jak śmierć

Moje dziecięce wyobrażenie śmierci odpowiadało rysunkom przedstawiającym ludzki szkielet
szczelnie odziany w białą lub czarną luźną szatę
koniecznie z ogromnym kapturem zasłaniającym całkowicie czaszkę wraz z kosą jako nieodłącznym atrybutem.
Tak przedstawiona postać budziła bliżej nieokreślone lęki.

Pojęcie śmierci, jako koniec życia wtargnęło gwałtownie do mojej świadomości już w przedszkolu.
Lęk, że mogę stracić Rodziców, został wtedy przez Nich raz na zawsze zgaszony.

Mój stosunek do śmierci jest obarczony wychowaniem w religii katolickiej.
Przemyślenia i poszukiwanie sensu życia utwierdzają mnie w przekonaniu, iż nie ma czego się obawiać.
Bo przecież śmierć jest niczym innym jak tylko przejściem z tego padołu łez i nieszczęść w wieczność,
a przy założeniu, że przez tę chwilę, jaka jest nam dana tu na ziemi, przestrzegałabym wyraźnie określonych norm; zakazów i nakazów, to po wkroczeniu w zaświaty czeka na mnie nagroda życia w wiecznej szczęśliwości.
No tak, ale to dotyczy mojej śmierci.

Zupełnie inaczej postrzegam śmierć innych ludzi;
nie potrafię i nie chcę godzić się z odchodzeniem kochanych osób.
Brzmi samolubnie?

Śmierć wywołuje u mnie uczucie wszechogarniającej tęsknoty za tymi, którzy mineli się.

piątek, 24 października 2008

W tych miejscach można mnie spotkać ;-)

Jakość zdjęcia taka jak i powietrza,
jest tak duże zadymienie,
że czasami w ogóle nie widać świecącego słońca


Mojra tu się raczej bywa niż mieszka. :)

środa, 22 października 2008

Zmęczona, ale szczęśliwa

Wczoraj jeszcze spacerowałam ścieżką pod górę


pokonywałam strach przechodząc przez mostki


Nagrodą były widoki wysoko na skałach


i tuż pod nogami


Dzisiaj nogi na temblaku, a w wodzie pływają kaczuszki.

poniedziałek, 20 października 2008

Do szpiku kości

Lodowaty zachodni wiatr bezlitośnie przenika przez najgrubsze ubrania,
dociera do samego serca i zamienia je w sopel lodu.

Jeszcze kwitną ostatnie kwiaty jesienne


a owce otulone wełną z zainteresowaniem przyglądają się przemarzniętym ludziom.


Najwyższy czas zacząć się hartować.

sobota, 18 października 2008

Ogień, woda i powietrze

Jesteś powietrzem
podtrzymującym ogień
we mnie.
Wychodząc,
lodowatą wodą
gasisz
mój
wewnętrzny żar.
Przedłużasz
me istnienie.
Nie
wypalam się zbyt szybko?

środa, 15 października 2008

A było to tak

Najpierw sprawdzić; co pokazuje barometr?

Włożyć wygodne buty oraz ubranie stosowne do pogody, zabrać aparat fotograficzny, plecak i wyruszyć w teren.


Bajoro ominąć szerokim łukiem.


Posłuchać, w jakiej tonacji szemrze potok?


Unieść wzrok ku górze i zachwycić się drzewami.


Nakryć świerki, na tym, jak stroją się w cudze liście.


Ocenić sytuację nasion na drzewach.


Zastanowić się, dlaczego ten grzyb jest taki piękny?


Zauważyć jabłonie w ogrodzie.


Aha, zapomniałabym, to kiedy się ze mną umówisz na spacer?

wtorek, 14 października 2008

Pogodny dzień

Piękna pogoda, to jak wielka wygrana.
Upajając się nią spacerowałam przez bukowy las.


Błękit nieba,
czerwienie,
brązy,
złoto,
pieściły oczy.
Wiatr czule muskał gałęzie
zapraszając liście do tańca.
Jesienne kolory delikatnie wirując
opadały na ziemię
misternie tkając szeleszczący dywan.


A w domu pachnie sernik.

poniedziałek, 13 października 2008

Życzenia


Życzę słońca,
które po burzy maluje na niebie tęczę kolorów
pozwala nadziei zagościć w sercach,
uśmierza wszelki ból
oraz promieni radości
i uśmiechu
wypierających smutek z naszych dusz.

niedziela, 12 października 2008

Po spacerze

Wiem, wiem, trochę się pogubiłam,
o czymś zapomniałam.
Nie zamierzam jednak nigdzie uciekać.
Chcę ratować, co się da.
Czy dam radę?
Zdążę?

Kalendarz

Tęsknota nie krwawi,
nie zabija,
zaciska skorupę muszli,
nikt nie zabierze tej perły.
Ile to już lat?
Nie liczę.
Wczoraj w zderzeniu z dzisiaj.
Rocznice, o których kalendarz przypomina.
Coraz mniej słonecznych i spokojnych dni.

Dzisiaj słonecznie,
jednak wyjdę na spacer.

Ja i Ty, to nie zawsze My

Masz różne pomysły na mnie.
Chcesz mnie zmieniać,
dopasowywać do siebie.
Nie rób tego słowami dalekimi,
niezrozumiałymi.
Bądź ze mną,
nie obok mnie.

niedziela, 5 października 2008

Dzisiaj księżyc Duzieje :)


Dlaczego jak się biegnie to księżyc ucieka? ;)

Grochówka

Dzisiaj była piękna słoneczna pogoda.
Zapowiadało się cudownie, miałam przed wyjściem z domu jeszcze tylko ugotować wojskową grochówkę.
Nawet udała się bardzo smaczna pomimo małej katastrofy podczas gotowania.
Wygląda na to, że kuchnia jest do remontu, a zupy z trudem na dzisiejszy obiad starczyło.

Zdecydowanie nie lubię gotować.

piątek, 3 października 2008

Jadeit

Szesnaście kawałków zielonego jadeitu uwięzionych w bransoletce.
Nie mam pojęcia, jaką drogę przeszły nim trafiły do mych rąk. Trzymam je w dłoni, a te ciepłe i przyjazne amulety przenoszą mnie do świata moich tęsknot.
Azja.
Już sama nazwa powoduje przyjemne wibracje w głowie,
tkwi we mnie i pcha w kierunku wschodzącego słońca,
mówiąc mi; należysz do tamtego świata,
Wielki Mur czeka na ciebie.

Niechętnie odkladam moje skarby do szkatuły.

Jestem z powrotem tu i teraz.

czwartek, 2 października 2008

Niedziela

Bez względu na pogodę biorę plecak i idę w teren.

Sobota

Na nią mam chytry plan.
Będę spać cały dzień.

Czasami się wkurzam

Ojciec zadecydował, że będąc dzieckiem nie miałam kieszonkowego. Owszem dostawałam kasę, ale musiałam się wyliczyć z każdego grosza.

Mężowi jak mówię by mnie wspomógł finansowo to jest skłonny rozstać się z gotówką, ale w wysokości starczającej jedynie na ciasteczko. Najwyraźniej nie chce obijać się o moje kości.

W pracy, o zgrozo, polubili mnie. Chwalą bez skrupułów i dokładają roboty, co oczywiście nie znajduje przełożenia na kasę.
Po powrocie do domu mam jeszcze tyle siły by położyć się spać.

Ordynat z innego kontynentu wdrożył procedury mające na celu zdyscyplinowanie mnie.
Ostatnia przesyłka ma mi przypomnieć, co należy do moich obowiązków.

Czy ktoś jeszcze ma jakieś pomysły, jak obudzić we mnie potwora?