niedziela, 31 maja 2009

Oderwać się od ziemi

Po pokonaniu mniejszych i większych trudności



otwiera się droga do nieba.



Wystarczy przystanąć czterdzieści metrów nad ziemią by podziwiać widoki z lotu ptaka.

sobota, 30 maja 2009

Z lotu ptaka

W momencie, kiedy już wyjdę na Gubałówkę mam zawsze ten sam problem.
Skierować swe kroki w kierunku wschodnim?



A może jednak zachodnim?



Południowy też jest brany pod uwagę.



Fotki z początku listopada ubiegłego roku.

Od środy zimno i deszczowo,
dzisiaj o piątej widziałam padający śnieg.

Nastój melancholijny,
podstępnie dopadł,
wycelował i przyłożył
w najmniej odpowiedniej chwili.
A człowiek taki dumny z siebie
karmi się miłą myślą,
że panuje nad sobą.
Otóż nie,
nie panuje nad sobą,
jest niewolnikiem
złych nastrojów
lubi się rozczulać
do nieprzyzwoitych rozmiarów.
Wygląda na to,
że dobrze mi z tym poczuciem
wyimaginowanego nieszczęścia.
Chowam się pod kołderkę
i udaję, iż mnie nie ma.

wtorek, 26 maja 2009

Na wschód od kolejki linowej

Na Gubałówkę Walową Górą.



Mijam ruinę, która kiedyś była bardzo ładną chałupą.



Z zewnątrz można się nią pozachwycać,
ale zdecydowanie odradzam zaglądanie do środka.



Do wyboru mam oznakowany szlak nad potokiem
w cieniu drzew



lub ścieżkę na przełaj przez pola.
Zdecydowanie ciepłolubna wybieram słoneczną trasę,



lasem też będzie za chwilę



tak na moje oko ta jodełka nie zmarnowała czasu tej wiosny



Sporo świerków już się nie zieleni,
nawet kora z nich spadła.



By przejść deptakiem na Gubałówce trzeba poruszać się ślimaczym tempem, nie lubię tego jarmarku cudów, staram się ten odcinek jak najszybciej pokonać.
Przystaję tylko by podziwiać jak ludzie bawią się w parkach linowych, przyjemnie się patrzy na tych, którzy świetnie sobie radzą. Z moich obserwacji wynika, że przyglądających się jest zdecydowanie więcej niż tych uwiązanych do liny.



Ten śnieg pod Giewontem coś mi przypomina.



Dotarłam do górnej stacji kolejki linowej na Butorowym Wierchu, która administracyjnie znajduje się w granicach miasta Zakopanego, by zjechać nią do dolnej stacji usytuowanej w Kościelisku.
Chwila stresu przy wsiadaniu i już można rozkoszować się widokiem panoramy Tatr, fotki na aby-aby, przejrzystość powietrza marna, gdyż wszystko kwitnie i pyli oraz mnóstwo owadów i dymów w powietrzu.



Krzesełka poruszają się płynnie, czasami zatrzymują się, co oznacza, że ktoś miał problem ze wstaniem z nich, nikomu to oczywiście nie przeszkadza, gdyż pogoda piękna, słońce, delikatny wiaterek i ach te widoki. Podczas postoju chcę zrobić fotki, ale wtedy w paradę wchodzą mi sąsiednie krzesełka.



Zbliża się moment zejścia na ziemię, ostatnie pstryknięcie, chowam aparat. Wsiadanie to jednak betka w porównaniu z wysiadaniem. Na dole czeka dwóch panów by pomagać wstawać, wyciągam rękę i silna dłoń ułatwia mi opuszczenie krzesełka. Mojemu towarzyszowi podróży tak się podobała przejażdżka, że nie chciał puścić poręczy siedzenia i został siłą ściągnięty na ziemię, tym razem nie udało mu się od razu wrócić na górę.

poniedziałek, 25 maja 2009

Wypłoszył

Udało mi się na tyle wtopić w otoczenie,
że pewnie mnie nie zauważyły,
nie żebym miała szczególne zdolności w kamuflowaniu się tylko upał wieczorem był niemiłosierny i nie chciało mi się poruszać.



Jeden z nich chwalił się tym upolowanym owadem, prezentował go na wszystkie możliwe sposoby.



A drugi?
Objadał się mszycami?
Mrówkami?



Pewnie jeszcze dobrą chwilę mogłabym cieszyć nimi oczy i pstrykać sobie fotki, ale nadszedł jakiś pan, o rany Julek jak on się burzył, zachowywał się jak pigmej w buszu.

niedziela, 24 maja 2009

Zmarnowana szansa

Widziałam jak dwa nadlatywały z zamiarem wylądowania na żywopłocie.



Mogłabym mieć pretensje, że fotka nieudana i szukać obiektywnych przeszkód;
przejeżdżały samochody,
ptaki są płochliwe,
zbyt mało czasu miałam,
nie widziałam ich w celowniku,
innymi słowy, szczęście mi nie dopisało!

A prawda jest taka, że zabrało umiejętności i refleksu.
Co to dla mnie oznacza?
Ano ni mniej ni więcej tylko to, że jeszcze sporo pracy przede mną i pamiętanie o tym, iż okoliczności bardziej będą przeszkadzać niż pomagać.

Czy wspominałam już, że lubię wyzwania?

sobota, 23 maja 2009

Cenna roślinka

Lecznicza,



wykorzystywana w cukiernictwie
do ozdabiania ciast i tortów,


z młodych łodyg i grubszych ogonków liściowych
można sporządzać konfiturę,


nie powinno się o niej zapomnieć
przy produkcji likierów,


nazwa łacińska pochodzi od słowa, archangelos,
które oznacza archanioł,


od nazwy tej rośliny pochodzi wiele geograficznych nazw w Tatrach,
jest także symbolem Babiogórskiego Parku Narodowego.
Posted by Picasa

piątek, 22 maja 2009

O zachodzie słońca



Taki widok oznacza zmianę pogody, a po niej, będzie już można wyruszyć na wycieczkę w góry.

czwartek, 21 maja 2009

Ależ mam bałagan

Nic znaleźć nie można! :-(

Posted by Picasa

środa, 20 maja 2009

Dzisiejszy dzień

Widok z Antałówki na pięć skoczni
(jedna w ukryciu)



oraz Nosal z resztkami śniegu.



Jestem już na Pardałówce, ale
moim celem dzisiaj jest jednak miejsce,
ukryte gdzieś tam za pagórkami.



Odwracam głowę w kierunku wschodnim
i przez chwilę patrzę na kościół
na Cyrhli.



Piękna pogoda
i trochę słońca na ziemi
wróży udaną wyprawę.



Jeżeli będziecie przechodzić obok tego miejsca
to oznacza, że wybraliście dłuższą drogę.



Skowronki nad głową pięknie śpiewają,
świeżutka zieleń
po ostatnich obfitych opadach deszczu cieszy oczy,
buty mam już dobrze przemoczone
i nagle na sąsiednim pagórku dostrzegam.
Teraz już tylko pozostaje przeprawa przez parów
i chociaż ścieżki nie widać, kierunek już znam.



Rzut oka za siebie
i schodzę na dół,
po to by później znów wyjść pod górę.



Wzdłuż potoczka wśród drzew ukrywają się ptaki,
już parę głosów udaje mi się nawet rozróżnić,
a przede mną biegnie drozd przewodnik.
Zatrzymałam się na chwilę by pstryknąć mu fotkę,
ale on w tym momencie dał dyla w kwiatki.



Zajęta szukaniem ptaków w gąszczu zieleni
z nienacka wychodzę tuż obok płotu.



Wszystkie zdjęcia zrobiłam dzisiaj.
Poniżej parę linków.



1
2



3
4



5
6 (przedostatni akapit)



Widok sprzed bramy na Gubałówkę.



Pocztówka z Bachledzkiego Wierchu.



Celowo nie daję zdjęcia z widokiem na Giewont.
Zawsze pewne rzeczy najlepiej zobaczyć na własne oczy, porównać ze starymi zdjęciami i odpowiedzieć sobie na pytanie;
czy to na pewno to miejsce z pożółkłych zdjęć?

wtorek, 19 maja 2009

W oknie

Miały być myte okna,
ale zadomowił się na jednym z nich nowy lokator.



Ach te kolanka.



Nie będziemy go stresować.