poniedziałek, 29 czerwca 2009

Pustułka

Wokół niewielkiego kawałka zieleni, który objęła w swoje posiadanie panuje nieustanny ludzki ruch,



a ona na scenie nieba przygotowuje się do łowów.



Jak każdy drapieżnik zachwyca szybkością ruchów,



ale nie każdy atak kończy się sukcesem.

sobota, 27 czerwca 2009

Telegram

Byłam,
widziałam,
fantastyczny pokaz,



jutro też będę,
idę spać,
dobranoc,


ale będą kolorowe sny :-)

piątek, 26 czerwca 2009

Niezbędnik podróżnika?

Można i tak,




ale ja podczas podróży wolę ciszę.

czwartek, 25 czerwca 2009

Dzień za dniem

Robiły taki harmider, że nie dało się ich nie zauważyć.
Przykuły mą uwagę niezwykłością codzienności.

Zaczęło się w locie,



a skończyło na krzaczku.



No, jedna porcja zaliczona,
teraz trzeba trochę poczekać na kolejne karmienie.

wtorek, 23 czerwca 2009

Droga w deszczu

Siadając za kierownicą odczuwam niepokój,
ale tylko do mementu położenia rąk na niej.
Wydaje się, że droga szeroka i można swobodnie pędzić przed siebie.



I nagle dostrzegam,
że ktoś lub coś ogranicza mnie.



Przestrzeń skurczyła się zawężając pole manewru.
Mogę się z tym pogodzić lub zaryzykować i wyrwać się z tego ciągu.



Jeden ryzykuje i mu się udaje,
drugi ponosi niewielkie szkody,



a trzeci może stracić wszystko.



Obok nieszczęśników przetacza się obojętnie cała masa tych, którzy nie byli uczestnikami wydarzeń.

Ale z naprzeciwka nadciąga kolejna fala, może ktoś z niej zaryzykuje wyrwanie się do przodu i będzie liderem, a jeżeli nie?
No cóż, jadę naprzeciw.



Dopiero droga bez przeszkód stanowi obietnicę dotarcia do celu, chociaż może to tylko złudzenie.



Pustka usypia, znieczula, a w oddali chwilowo niewidoczny, ale na pewno kryje się jeszcze niejeden ostry zakręt.

niedziela, 21 czerwca 2009

Na dobry początek lata

Życzę przyjemnych wypraw na dalekie kontynenty
i miłych chwil w ogródkach.
Trochę deszczu, trochę słońca
i niech nam lato,
aż do samej jesieni trwa.



Fotka niestety bez zapachu,
gdyż zanim pstryknęłam caluśki z róży wywąchałam.
No, bo ja okropnie zachłanna jestem.

Niezbędnik podróżnika

Nie wolno zapomnieć o suszarce.



Właśnie dostałam na skrzynkę
i ucieszyłam się, że mam namacalny dowód tego, iż nie tylko ja jestem podglądaczką ;-)

sobota, 20 czerwca 2009

Droga na Babią Górę (4)

Ostatnia chwila by wędrować jeszcze niezatłoczonymi stokami.



Dla zmylenia przeciwnika przygotowałam niewielką kobiałkę i wyruszyłam na grzyby. Koszyczek sprytnie zostawiłam w samochodzie, by nie trudzić się zbieraniem runa leśnego.



Najpierw trzeba wykupić bilet wstępu do Babiogórskiego Parku Narodowego za 5 PLN, jakoś tak się składa, że żadne ulgi mi nie przysługują, ale bilet ładny, widokówką jest, można nakleić znaczek i wysłać sobie do domu, a niech sąsiedzi widzą, że kartki dostaję.



Początek każdej drogi wydaje się być łagodnym i niemęczącym spacerkiem, im wyżej tym piękniejsze widoki.
Przestrzenie porośnięte lasami z wolna pozostawiamy za sobą. Człowiek czuje się wielki, kiedy patrzy na wierzchołki drzew z góry.



Gdzieś tam w oddali majaczy Diablak.



Rzut oka na Sokolicę 1367 m. npm
a dopiero co tam byłam.



Dookoła tętniące życiem morze kosodrzewiny.



Kolejny pagórek, wydaje się, że to już tuż



tuż



Dopiero, kiedy wiatr chce urwać głowę jest się blisko celu.
W oddali widać zalew na Słowacji.



Dla lecących helikopterem wydajemy się być małymi ludzikami.



Szczyt zdobyty,
można wracać.



Już tak całkiem na koniec chciałam się oprotestować.
No bo jak to tak może być, by Babia Góra była bez trudu widoczna z Gubałówki, a z Babiej Góry nie można było dostrzec Gubałówki. Jestem oburzona.

piątek, 19 czerwca 2009

Dla Siostry Crazy’ego (3)

Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia

i dedykujemy siedem zachwytów;



bajki z mchu i paproci,



misia



błękit nieba z figlarnymi chmurkami,



skały Sokolicy,



i te powyżej niej



gdzie można się ukryć
i bezpiecznie przetrwać najcięższe nawałnice.

czwartek, 18 czerwca 2009

Idąc pod górę (2)

Regiel dolny,
regiel górny
i wreszcie zdobyte
piętro kosodrzewiny.

Tutaj to się dopiero działo:



motyle przed fotografowaniem uciekały,



z każdym kolejnym krokiem szyszek przybywało,



ptaki pięknie pozowały



i od swoich gniazd odciągały.



Że też aż tyle szyszek w jednym miejscu się uzbierało.



A piętro alpejskie należy do niej.



Bezustannie smagana silnymi podmuchami zimnego wiatru nigdy się nie poddaje.
Sasanka alpejska (Pulsatilla alpina )

środa, 17 czerwca 2009

wtorek, 16 czerwca 2009

Kopiec

Piękna pogoda, niedziela,
z prawdziwą radością wyruszamy na wycieczkę.



Kopiec zaprasza na wierzchołek.



Brukowa ścieżka z zawijasami prowadzi wyżej i wyżej,
patrząc w dół podglądam rodzinne pikniki.



Tylko jeden.



Po dotarciu na punkt widokowy, Małżonek, który już od dłuższego czasu pracuje nad moją wiedzą o Grodzie zaczął przepytywać mnie; ile jest jeszcze kopców w mieście i gdzie się znajdują.
No i co z tego, że nie mogłam wskazać konkretnych miejsc, przecież wiał tak silny wiatr, że niesione nim muchówki z desperacji czepiały się wszystkich i wszystkiego, nic nie było stabilne, huśtały się też kopce, a mnie mało głowy nie urwało.



W każdym razie mam już wyznaczony termin poprawki. Nie powiem bym się szczególnie przejęła, gdyż mogłam podziwiać panoramę Wielkiego Krakowa i Tatr.


...


...


...


...



Aha, kopce są cztery,
a teraz jeden z nich nieśpiesznym krokiem opuszczamy.



Poprawka i jeszcze trzy do zwiedzenia, zapowiada się interesująco.