niedziela, 30 sierpnia 2009

Sinusoida

Gdy jest całkiem źle
biorę kapotę i idę
tam gdzie słońce i błękit,
motyl i ptak kwiatem rozkwitłym.



Szukam nowych przestrzeni
by oddech uspokoić,
a gdy emocje opadną
wracam ta sama,
choć już jednak inna.

piątek, 28 sierpnia 2009

333

Z okazji 333 notki wyciągnęłam ze skrzynki fajerwerki ;-)



Dziękuję pięknie :-)

czwartek, 27 sierpnia 2009

Dunajec



I pomyśleć, że dla mnie zbyt ekstremalnym sportem było sprawdzenie, jaką temperaturę ma woda.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Człowiek to brzmi dumnie

Chcemy być piękni,
pozwalamy odzierać się z tożsamości,
unikamy jasnych odpowiedzi,
nie poświadczamy autentyczności by nie ryzykować pomyłki.



Wreszcie jesteśmy niewidzialni?

niedziela, 23 sierpnia 2009

Było, minęło

Obecnie na strażnicy panuje pustka
i tylko niewiadomo, po co te obiekty jeszcze tam stoją,
ale przyroda wszystko z czasem zagospodaruje.


...


...


...


...


...


...



Kontrola na tej granicy zniknęła w nocy z 20 na 21 grudnia 2007 roku, gdyż do strefy Schengen przyjęte zostały; Polska, Słowacja, Malta, Czechy, Węgry, Słowenia, Litwa, Łotwa i Estonia.

piątek, 21 sierpnia 2009

Sielankowy spacerek

Spacerkiem przez wieś idzie się w miarę przyjemnie, czasami tylko zatrzyma człowieka coś, co go zachwyci, a innym razem trzeba przystanąć by pogadać z wiejskimi psami, a z nimi to bywa różnie, na ogół są bardzo rozmowne, chociaż wkurzone też się spotyka, nawiasem mówiąc wcale im się nie dziwię, upał, a tu jakaś obca się szwenda i chociażby nie chciały muszą zareagować, przecież trzeba na miskę zarobić.

Krowy też się starają, na pastwiskach zajadają się, albo leżą i przeżuwają.



Ten kogucik czupurek biega od ogródka do ogródka i reguluje liczebność populacji owadów.



Floksy obsługują okoliczne pasieki.



Koniki aż rwały się by opuścić zagrodę i ruszyć w szeroki świat albo chociaż przywitać się z tym małym uwiązanym po drugiej stronie płotu.



Boćki na gnieździe były wyraźnie czymś poruszone.



Popatrzyłam za nimi w niebo i zobaczyłam latające bociany, wycelowałam sobie w nie i pstryknęłam, ale to chyba jednak nie był bociek.



No, bo bociek tak wygląda.



Ja wiem, że wielu rzeczy nie wypada,
palcem pokazywać też,
ale tam się trzeba dostać.



Vis-a-vis budynku straży pożarnej zmagazynowana woda w potoku.



No po prostu ładny, szczególnie rzadko spotykany kolor.



A kot? Kot jak to kot chodzi własnymi ścieżkami.



I właśnie między innymi za to umiłowanie wolności wszystkie koty kochamy.

środa, 19 sierpnia 2009

Niezbędnik podróżnika

Dobra orientacja w terenie.



A suszarka raczyła się zepsuć :-(

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Ojejkuuuu

Ależ mnie obsiadły,
musiałam szybko przed nimi wiać.
A tak w ogóle to sporo ujęć popsuły
i to nie tylko mnie. O!



No i gdzie byłam tym razem?

Ange
dobrze rozpoznałaś :-)
jak widać nieźle dały nam się we znaki :-(



I jak w takich warunkach można pstrykać przyzwoite fotki?
No jak?
Się pytam! :-(

sobota, 15 sierpnia 2009

Widok z okna i

jeszcze razem jemy śniadania,



a boćki wyraźnie szykują się do opuszczenia nas.



Ech.

czwartek, 13 sierpnia 2009

Arcydzięgiel litwor

Crazy zapytałeś; jak u nas w ogródku?

Ano urósł nasz skarb prawdziwy :-)



Jakby ktoś nie pamiętał go z bobuśkowych lat to bardzo proszę tutaj kliknąć.



Już gotowe na zdobywanie nowych przestrzeni.

środa, 12 sierpnia 2009

Niesione przez wiatr



Jesień kolorowe farby w kufry pakuje,
kwitną floksy,
jarzębina już prawie dojrzała,
a przed nami jeszcze sześć tygodni lata.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Znalazłam zajęcie na dłuższy czas

Szukam dla tego czarnego motylka imienia.



Nie pozwolił mi zbliżyć się bardziej niż na dziesięć metrów. Każda próba zmniejszenia tego dystansu kończyła się jego ucieczką.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Salicylany

W ogródku



i malinowym chruśniaku



Proszę bardzo :-)



Na zdrowie :-)

sobota, 8 sierpnia 2009

. (1)

Chodzi za mną od lat tekst przyśpiewki;
Orawa, Orawa bez Orawę ława
któryndy chodzali, któryndy chodzali Orawcy do prawa.


Ciekawe, czy kiedyś uda mi się zlokalizować tę konkretną ławę. Nie ustaję w poszukiwaniach, ale trochę rozprasza mnie Baba Góra, no gdzie nie spojrzę wszędzie ją widzę.



Lipnicę Małą z Lipnicą Wielką łączy droga, która na niewielkim odcinku została już wyasfaltowana. Chociaż, taki rzekłabym surowy stan nawierzchni też jest niezwykle atrakcyjny, zwłaszcza jak się człowiek tego nie spodziewa. Nic to, widoki ładne, benzyna w baku też jest, można teren obadać.



A nie mówiłam? Znowu mi się ukazała.



I kto tu, kogo obserwuje.



Zegar na kościele w Lipnicy Wielkiej dobrze chodzi,
to nie jego wina, że wskazuje czas zimowy.



Przy kościele zachowały się stare nagrobki nie tylko z tablicami epitafijnymi w różnych językach.



We wnętrzu kościoła obecnie trwa remont, tzn. stoją rusztowania i nic się nie robi, można jednak wejść, ale tylko do przedsionka.



Tutaj pierwszy raz spotkałam się z przybitą tabliczką do kościoła opisującą numer domu "571 Lipnica Wielka".



Jeszcze spojrzeć na tablicę edukacyjną i w dalszą drogę ruszać czas.



Koniec części pierwszej.

Aha!
Już nie tylko ja jestem stara,
blog też,
przedwczoraj minął rok jego istnienia,
a teraz galopem pędzi w następne lata.

czwartek, 6 sierpnia 2009

środa, 5 sierpnia 2009

.. (2)

Tak, tak, to nie może być nic innego jak Babia Góra,
skoro z niej było widać to miejsce byłabym bardzo niepocieszona gdybym stąd jej nie widziała.



Kiedyś ten teren tak nie wyglądał, ale pewnego dnia nasi sąsiedzi Słowacy postanowili wybudować zalew, a że trochę pomylili się w obliczeniach, a może jednak nie, to trzeba było przesunąć granicę, w każdym razie droga, którą z Lipnicy Wielkiej można było wprost na Chyżne się udać obecnie prowadzi pod wodą.



Teraz jest to raj dla wędkarzy, ale wśród śmieci porozrzucanych w tym uroczym zakątku widać pozostałości naboi na śrut, dlatego nie ma się co dziwić, iż wszelkie ptactwo jak zobaczy człowieka tak szybko się ulatnia, że foty przyzwoitej pstryknąć nie można.



Słońce, przestrzeń i woda wokół której bujne życie swoim trybem się toczy.



Miałam wielką ochotę zanurzyć się w tej cofce, ale im bliżej niej byłam tym bardziej kolor jej mi się nie podobał, dwa pierwsze zdjęcie w poście poniżej dobrze oddają jej odcień.



Teren graniczny to i słupy muszą być informujące o tym fakcie, tym wyższe im większa przyjaźń pomiędzy narodami.



No i co z tego, że wysokie na kilka metrów, przy takiej znajomości topografii jak moja to bez znaczenia i tak nie wiem czy jeszcze jestem w Polsce, czy już na ziemi słowackiej.



Żałuję, że mogę do niej wejść, bardzo lubię klimat kuźni.



Może następnym razem będzie otwarta, chociaż wygląda na to, że zamknięta na głucho.



Koniec części drugiej.