środa, 30 września 2009

Wzdłuż torów

Tylko uważaj, tam jest dużo żmij.
No to spaceruję sobie ostrożnie i powoli przez torfowiska, gdzieś tam powinna się wygrzewać w słoneczku.



Jest maleńka i śliczna, aż chciałoby się ją pogłaskać, ale wiem, że nie wolno mi jej dotykać, musiałaby mnie ukąsić, a dla niej byłoby to tylko ogromną stratą cennego jadu.



Bardzo zestresowana czuje całą sobą dwoje dużych ludzi, a ona przecież taka malutka. Niespiesznie i konsekwentnie zmierza w kierunku krzaków, chce się ukryć.



Kończy nasze spotkanie melodyjnym syknięciem i błyskawicznym zniknięciem wśród mchów i krzewów.



Oj, byłabym zapomniała,
z drugiej strony też pięknie wyglądała :-)

poniedziałek, 28 września 2009

Jakiś problem?

Rozwiążemy samodzielnie.



Po gwałtownie przeprowadzonym starciu powróciły do swoich obowiązków, czyli pasły się dalej jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.



sobota, 26 września 2009

Nie tylko kirki ;-)

Ale jestem wielki :-)



Raz nóżka prawa,
raz nóżka lewa



i gdzie się ten mój cień podział?

piątek, 25 września 2009

Pustynia Błędowska (1)

Stereotyp pustyni;
piasek, wydmy oraz oaza,
ale gdy pojawi się wystarczająco dużo wody,
cała rozkwita.


Rozglądam się uważnie szukając obrazów z mojej wyobraźni.



Dostrzegam namiastkę,
do której chcę dotrzeć.



Będę szła przez las,
w którym spodziewam się spotkać kolorowe grzyby.



Z góry obserwuję przez chwilę teren i staram się zapamiętać drogę,



chociaż te próby przy moich umiejętnościach właściwie z założenia skazane są na niepowodzenie.



Jest wytyczony szlak, ale zamierzam jak zwykle nie korzystać z utartych ścieżek.



To były jedne z groźniejszych zwierzaków, które spotkałam, na szczęście były zajęte tylko sobą.



Okazuje się, że jednak zabłądziłam, po krótkim spacerku poza szlakiem znowu znalazłam się na wytyczonej drodze.



Kolorowy akcent jesieni o tej porze wszędzie mile widziany.



Cieszę się bardzo, gdy uda mi się dostrzec łachę piachu trochę większą od piaskownicy.



Wyobrażenia w zetknięciu z rzeczywistością.



A wieża zamknięta na kłódkę.



O!

Pustynia Błędowska (2)

Ze Wzgórza Czubatka
ostatni rzut oka na pustynię.
Ech, a tuż za plecami niedostępna wieża.


Dziwne to uczucie
tak patrzeć na miejsce
gdzie jeszcze przed chwilą się było.



Czuję na sobie słońce i wiatr,
a w butach piasku moc.



Było w miarę bliskie spotkanie z takim,
który nie uciekał, tylko chował się w głąb



oraz ze zmykającym szybko, co to podejść do siebie nie pozwoli.



Miło ze strony roślin, że nigdzie nie uciekają



mogę je niespiesznie podziwiać.


...


...


...



Grzyb bawi się w siłacza,



a na horyzoncie nasza cywilizacja przypomina, że człowiek nieustannie zmienia krajobraz.



Piasek i kamienie.



Piasek przecieka nam przez palce,
więc, dlaczego skały kruszymy i w piasek zamieniamy?

wtorek, 22 września 2009

romantyzm pustyni

Czy może być lepsza zachęta?



Pomimo wcześniejszych zamiarów biegania boso nie decyduję się na leczniczy masaż stóp piaskiem,



zadawalam się jedynie tym, co wpadnie mi do butów.



A na błękicie nieba tańczą swój taniec chmury,
bawi się nimi słońce i wiatr.
Spektakl w teatrze cienia trwa.



Uczestniczę w tej zabawie.
I cóż takiego widzę?
To nie jest żadna fatamorgana
tylko niestety ja.



Krzewy, trawy i drzewa zdobią pustynię kolorem,
tworzą scenerię uroczą,
romantyzmem przepełnioną.



Podglądam z ukrycia przez krzewy
wprost wymarzoną sesję zdjęciową.
Nowożeńcy odświętnie ubrani, piękni i zakochani.
Obchodzę z daleka by nie przeszkadzać,



a w myślach życzę wszystkim poślubionym
Im,
Joannie i Pawłowi,
Halince i Nikodemowi,
...
...
...



Wszystkiego co najlepsze,
i by razem,
nie obok siebie,
przez życie przeszli
drogą pełną niespodzianek,
wszak cele bliskie
i odległe
ułożone przez marzenia
są dostępne.



Romantyzm pustyni porywa również i mnie,
to nie miraż,
taką mnie widzi mój Mąż.

środa, 16 września 2009

Dolina Białego

Biel skał w tej dolinie tłumaczy jej nazwę.



Wodospady, wodospady,
czyż nie są piękne?
Tak, tak, to ten sam,
ale oderwać się od niego nie mogę.



Bardzo rzadko zaglądam do tej dolinki,
no, tak tylko by sprawdzić,
czy wszystko jest na swoim miejscu.



Skały stoją jak stały,



potok płynie jak płynął,



huby coraz większe,



i tylko to miejsce ukrywa tajemnicę,
bo w tych skalach znajdują się śladowe ilości rudy uranu.



Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku dolina była ogrodzona,



a wstęp do niej zamknięty,
strzeżony przez strażników z psami.



Ech, ta cudowna biel skał i zachmurzonego nieba
oraz drobny deszczyk, który ze ścieżki robi ślizgawkę.
Ostrożnie i pomalutku sobie idę,
gdyż z takich miejsc w ogóle nie chce mi się wychodzić.



Na koniec akcent już jesienny,



a ja być może powrócę tu jeszcze zimą,
wiosną i latem.