środa, 30 grudnia 2009

Od wschodu do zachodu słońca

Co tu dużo mówić, gdy wschodzi słońce jest przepięknie.



Jakimś cudem udało mi się dotrzeć do Skałek Twardowskiego, nie przeszkodziła mi ani ślizgawka na chodniku, ani szklanka na ulicy, natomiast już nie ryzykowałam chodzenia po oblodzonych ścieżkach na wzgórzu, jakoś tak nie miałam ochoty spaść z tych parunastu metrów. Spacerowałam sobie zatem tuż przy ścieżynkach po trawie, musiałam tylko uważać na masę pakietów esemesowych.



Fota marna, ale skoro widać na niej ten fantastyczny maszt, to musiałam ją na pamiątkę tutaj wkleić, a przy okazji patrząc na Kopiec Kościuszki przypomniało mi się, iż w tamtejszym muzeum doczytałam się, że kopców w Grodzie Kraka jest sześć.
byłam już na kopcu;
im. Józefa Piłsudskiego ,
Krakusa ,
Wandy
i kopcu im. Tadeusza Kościuszki
Pamiętam o legendarnym kopcu Esterki, którego nigdy nie było i nie ma, a kim Esterka miała być według legendy?   Tak gwoli przypomnienia sobie, piosenka.



Tak, tak, właśnie za tym budynkiem znajduje się Kopiec im. Jana Pawła II.



Poszukałam w swoim archiwum i znalazłam fotę zrobioną podczas przejeżdżania autem w połowie sierpnia br.
ale wtedy ciepło było,



nie to co teraz, ślisko i zimno, aż się ptaki stroszą.



Tak się do niego nieudolnie skradałam, że mi zwiał i już tylko krzewy mogłam podziwiać, aha na dodatek jednak wdepnęłam w pakiet, a tak się starałam, by nie, no i nie było za bardzo gdzie buta wyczyścić, bo śniegu tyle, że ledwie starczyło na poślizgnięcie się, kałuże też zamarznięte, ech, chcąc nie chcąc szurałam nogą o marne kępki trawy, czym wkurzyłam maksymalnie przebiegającego obok psa, ale mi napyskował do słychu. Małżonek uznał, że należy korzystać ze sprzyjającego szczęścia, iść za ciosem i nadać lotto na chybił trafił. Uprzejmie informuję, że lotto chybiło i nie trafiło w wytypowane przez siebie wcześniej numerki.



Ale nic to, gdyż Księżyc się do mnie wieczorem uśmiechnął i Mistrz Twardowski również,



a słońce pomału zmierzało ku zachodowi.

niedziela, 27 grudnia 2009

Dębno Podhalańskie

stare i nowe



bliżej i dalej



ach, jakie pyszności z takiej niewielkiej budowli wychodzą



to się może podobać lub nie, ale jest



z daleka już ją dostrzegłam



ale fajna, no nie? :-)
znaczy się ta borenka.



No, bo ja tam jeszcze w jesieni byłam.



Każda wieś ma swoje powsinogi, a ileż one mają do opowiadania,



oj, dzieje się dzieje dużo ciekawych rzeczy na świecie.

piątek, 25 grudnia 2009

Obejść dookoła

a przy odrobinie szczęścia przekroczyć próg



...



...



tutaj jak wyglądał na starej fotografii



...



a tutaj panorama wnętrza.

Cofnąć się w czasie

Jest rok 1490, dopiero za dwa lata Kolumb odkryje Amerykę



w Dębnie Podhalańskim właśnie został wybudowany kościół, którego wieża będzie wzniesiona dopiero w 1601 roku.



Wewnątrz ściany są zdobione malowidłami z XV – XVI wieku i to głównie ze względu na tę polichromię kościół jest nieogrzewany, a gdy podłoga w nim zostanie zamoczona po Mszy Św. mężczyźni podnoszą ławy, a kobiety do sucha ją wycierają.



Kościół pod wezwaniem Św. Michała Archanioła grał w niejednym filmie, zmieniał plany wielkich inwestycji; dzięki niemu Dębno nie zostało zalane wodami Jeziora Czorsztyńskiego.



Dlaczego jest taki piękny?



Jak głoszą legendy, środki na jego budowę, zdobienia i utrzymanie pochodzić miały od skruszonych rozbójników.



Przekroczenie progu tego kościoła dało mi niezapomniane przeżycia.

wtorek, 22 grudnia 2009

Świątecznie

Idą Święta,
idą Święta,
a ciepłym złotym blaskiem rozświetlone okna domowych ognisk zapraszają i

prowadzą

jak Gwiazda Betlejemska, by wszyscy przypomnieli sobie, co ich łączy i co nadaje życiu

sens



Życzę Wam zdrowych,
spokojnych,
i radosnych Świąt Bożego Narodzenia
oraz daru szczęścia w nadchodzącym 2010 roku.

piątek, 18 grudnia 2009

Moje zachwyty

wczorajsze tuż pod nogami



i dzisiejsze ponad dachami



...



...



Przez króciutką chwilę słońce bawiło się tocząc po zboczu górnego regla.

środa, 16 grudnia 2009

Środa

Dzisiaj też było zimno,



a jutro wyruszam w drogę :-)

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Pocztówka z Zakopanego

Ładnie dzisiaj było i mroźno, a ta chmura na Gubałówce to produkcja śniegu,
ależ te armatki głośno pracują.



Śnieg prószył przez kilka dni, ale tyle go, że ledwie na czapeczki starczyło,
no zimno jest, to trzeba się ciepło ubierać.



Na koniec złe wiadomości,
moja ulubiona ślizgawka czynna;
w poniedziałek i piątek od 17 do 19
w sobotę od 12 do 14
w niedzielę od 12 do 15
bilet 8 PLN, a ulgowy, na który się nie łapię 6 PLN
tiaaa, z każdym dniem przybywa tych, którzy mogą mnie pocałować ….

wtorek, 8 grudnia 2009

Dobranoc



Krótkie dnie, długie wieczory,
a sen zimowy nie dla nas,
sąsiadów zegar głośno odmierza czas,
pomaga odliczać godziny do rana,
wtulam głowę w poduszkę,
usypiam, gdy trzeba wstać.
Za uchem słyszę szept krasnoludka;
bo jesteś leniem i lubisz długo spać.

sobota, 5 grudnia 2009

Jaskinia w Obłazowej

Jest ich kilka, niestety do tej najsłynniejszej wejście jest zagrodzone, a tutaj można obejrzeć jej panoramę.

Natomiast mojego Męża na dłuższą chwilę pochłonął ten tajemniczy trójkącik.
Ja tam nie weszłam. Trójkącik, to trójkącik, a zasady, to zasady, zamierzam się ich kurczowo trzymać i już.



Ooooo jaki On oblepiony zakurzonymi pajęczynami stamtąd wyszedł, ale za to fot fajnych napstrykał sporo.


...



...



...



...



...



Aha, coś czuję, że jeszcze kiedyś się tam pojawię, bo się wydało, że tym razem zapomniało się zabrać mocniejszą lampę błyskową ;-)
No, co! Przecież nie widziałam, że akurat tego dnia tam się wybiorę.


Koniec

aaaa, byłabym zapomniała
jutro Jaremy i Mikołaja :-)

piątek, 4 grudnia 2009

Pod prąd

Woda, co i raz brzegi rwie.



Smok wgryza się w wodę zarówno leniwą jak i bystrą.



I kto wygra?
Skała, czy woda?



Zmagające się żywioły,
masa otoczaków, a wśród nich dziwny stwór, niesiony przez wzburzone fale zatrzymał się dopiero tutaj



i nie chodzi mi o to, że jest szczególnie piękny, ale widzę w nim siebie.
Dlaczego?
Gdyż tak jak ja obiera kierunek pod prąd.
Zawsze chcę dotrzeć do źródła,
poczuć sens i być może przy odrobinie szczęścia zrozumieć.



Dziwną wydaje się myśl, że kiedyś tutaj było morze.
Czyżby jednak skała wygrała?



Wygrana?
Przegrana?
Kwestia umowna, w sumie nie to jest istotne, przecież klęskę też da się przekształcić w sukces, nie można tylko wejść dwa razy do tej samej rzeki.



Ostatni rzut oka na Obłazową, tym razem z drugiej strony.