poniedziałek, 25 stycznia 2010

Zimowe Krzemionki

Historia i współczesność,
fakty i opowieści,
działania i zaniechania.



Piękno przyrody



i myśli galopujące wielotorowo.



Nie chcę się chować za zasłoną niewiedzy,



nie zadawalają mnie uproszczenia,



gdyż luki w historii burzą harmonię,



a filmowa scenografia i glicerynowe łzy są tylko namiastką prawdy.



Bo cóż ja wiem o drugim człowieku?



ponadto że jest wyjątkowy



i że kształtują go przeżycia.



Lgnę do ludzi i uciekam przed nimi,



boję się zmian i dążę do nich,



bo krok w przód może nieść za sobą zarówno ciekawy inny widok jak i upadek w przepaść.

czwartek, 21 stycznia 2010

Zimową porą w Dolinie za Bramką

Radzę ubrać się odpowiednio, bo będzie zimno i być może ślisko.

Zapewniam, iż nazwa tej przepięknej dolinki nie ma nic wspólnego z tym szlabanem.



Idziemy na poszukiwanie źródła strumienia, powinno nam być łatwo, gdyż potok nie zamarzł całkowicie.



O! To jest bramka z prawdziwego zdarzenia.



Słońca w dolince nie uświadczymy, gdyż zimą jedynie muska szczyty skał nad ścieżką.



Gdy podziwiamy cudeńka nad głowami, przystajemy na chwileczkę, a nie idziemy, bo ślisko, przecież mówiłam, prawda?



Dochodzimy tylko do końca dolinki, nie do źródła, no cóż, może innym razem.



Nieostre, co nie? No to tutaj jest ostre :-)



Chyba pies, a może niedźwiedź, ale upierać się nie będę.



O! drapią się, drapią się.
No co, gdzieś ćwiczyć trzeba.



Tę dolinę ukochał Ojciec Sabały, i to tak bardzo, iż zażyczył sobie, by Go w niej pochowano.



Czyżby, dlatego niektóre skały wydawały się być podobne do człowieka?

wtorek, 19 stycznia 2010

Przez pola, na szager

Chociaż na chwilę uciec przed smogiem, a przy okazji przetestować nową zabawkę, o którą ostatnio rodzina się wzbogaciła, znaczy się GPSa.
I na tę górę nie idziemy, bo to jest chmura panie prezesie.



Zabawka ustawiona na program dla pieszego, ma swoje wymagania, by nie rzec, że żarty sobie stroi z użytkownika, od czasu do czasu informuje; za dziesięć metrów zawróć w lewo, no to robię w miejscu w tył zwrot, bo mogę i potrafię, przecież było się swego czasu zuchenką.



A tak przy okazji; jak zabaweczka wyświetla nazwę Suche Cipki, to wcale nie oznacza, iż się wyraża, tylko tak nazywa się osada niedaleko Poronina, skądinąd znanego na całym świecie. Dlaczego tak ją nazwano? Bo cipka oznacza koronkę (ze słowackiego) panie prezesie.
Tak jest, na ścianie tej chałupy wiszą ostrewki, a ostrewką nazywamy pal z bocznymi patykami, na które nakłada się siano do suszenia.



Na Giewont też nie pójdziemy. Dlaczego? Przecież musi być jakieś miejsce gdzie nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę.



Jak ja kocham tę przestrzeń.



No przecież widzę, iż w górskich potokach nie występują otoczaki.



Ech, te fanaberie pogodowe, w październiku tak przyłożyło śniegu, że większość drzew poniosła poważny uszczerbek na urodzie i sporo zostało powalonych, w styczniu śniegu jak na lekarstwo, połamane drzewa zalegają potoki, na których kolega mróz realizuje swoje artystyczne wizje.



Ścieżka pod reglami jeszcze przez dłuższy czas nie ujrzy słońca.



Zmierzamy prosto w kierunku tej doliny, natomiast na zdjęciu wyraźnie widać, iż brakuje mi filtra połówkowego szarego, oj, brakuje i to bardzo, poskarżyłam się.



W drodze powrotnej z Dolinki za Bramką, na którą to wycieczkę zapraszam za parę dni, obejrzałam się znienacka, by ujrzeć zachodzące słońce muskające śpiącego rycerza.



Chyba chciał się ze mną umówić na spacerek, ale niestety po górach mu nie wolno, nie będziemy miśków niepokoić.

piątek, 15 stycznia 2010

Racjonalizm



Jedna łza może zachwiać wiarę w racjonalizm.



Jedna łza jak szalupa ratunkowa.

niedziela, 10 stycznia 2010

Smog, słońce i śnieg

Z pośród zabudowań na pierwszym planie, o stosownej porze, wyrusza w Kraków zaczarowana dorożka :-)



Śnieg jedne rzeczy ukrywa inne uwypukla. Teraz zdecydowanie łatwiej zlokalizować kopiec im. Jana Pawła II i kopiec im. Tadeusza Kościuszki.



No i jak tym balonikiem unieść się w powietrze, gdy smog okrutnie widok przysłania? :-(
A poza tym, wydaje mi się, że człowiek po nim sobie spaceruje.



Ukochany Wawel ledwo widoczny.



Pięknie było, pewnie jeszcze nie raz tutaj przyjdę pospacerować, zwłaszcza, że amatorów wspinaczki skałkowej można czasami spotkać.

sobota, 9 stycznia 2010

:,-(

Och, Drogi Nikodemie już nawet nie zliczę ile blogów zostało bezpowrotnie dla ludzkości straconych.

Crazy poznajesz?



Już nikt nie pozdrowi mnie z Mrągowa :-(

Pozdrawiam Wszystkich, którzy wysłali swoje blogi w kosmos, było mi bardzo miło odwiedzać Was. Razem w Wami cieszyłam się i smuciłam, kto wie, może jeszcze kiedyś zdecydujecie się na prowadzenie takiego dziennika, nie dziennika, miesięcznika nie miesięcznika, rocznika, nie rocznika, no, jak zwał tak zwał, dobrze wiecie, o co mi chodzi.
A za wspólnie spędzone chwile bardzo Wam dziękuję :-)

czwartek, 7 stycznia 2010

Wapiennik w Czajowicach

Wielokrotnie widziany z okien samochodu w drodze na Śląsk, który Bona Sforza d'Aragona nasza najwspanialsza Regina Poloniae chciała przyłączyć do Korony w zamian za swoje ukochane dziedziczne księstwo Bari, doczekał się moich odwiedzin.



Wpadłam do niego niespodziewanie w upalny letni dzień.



Ze środka w kierunku nieba można było popatrzeć,



a i motylków sporo wokół się kręciło.



Ten wapiennik zdecydowanie bardziej mi się podoba, od tych wybudowanych wiele lat później.



I jeszcze tyle kolorów było.



Jak się patrzy na niego z góry, wydaje się być bardzo mały.



No nic tylko żebyś człowieku wszystko podziwiał i podziwiał



raz pod nogami, raz ponad głową



i w oddali.



Ech, gdyby jeszcze nie dochodził hałas z ruchliwej drogi



byłoby sielsko.



Ciężko się rozstać z tak pięknymi widokami, ale nie ma litości, trzeba wrócić na szosę.



Aha, pochwalę się, że potrafię bardzo szybko mówić
w czasie suszy szosa sucha,
w czasie suszy szosa sucha
i tak wkoło Macieju, i jeszcze nie pomylić się,
no normalnie czasami zdolna jestem,
albo jakiś talent ukryty mam.