niedziela, 28 lutego 2010

piątek, 26 lutego 2010

W deszczowy wieczór

Lód pod stopami zbyt nierówny by na łyżwach po chodnikach i ulicach śmigać, no to siedzę sobie na strychu i robię porządek z fotkami.
Już nawet znalazłam motylka, o!

poniedziałek, 22 lutego 2010

Wszystko co dobre ma swój koniec

No i stało się, właściwie, to już od dłuższego czasu spodziewałam się, iż taki będzie finał, a jednak sytuacja zawsze potrafi mnie zaskoczyć, żałuję bardzo, ale już nic nie da się zrobić. Wędrowały ze mną przez świat ponad siedem lat, nie straszne nam były śniegi, deszcze i kałuże, aż do wczoraj, kiedy to najnormalniej w świecie rozleciały się, na szczęście moje stare poczciwe butki pozwoliły mi dojść do domu. Dzisiaj włożyłam już nowe i zaczynamy się pomału docierać, jak na razie, dość boleśnie poobcierały mi nogi.

środa, 17 lutego 2010

Nieśpiesznie

Widziała, że stoję nieruchomo pod drzewem z wycelowanym obiektywem w gałęzie, to przyleciała mi pozować, ale niestety na dłuższą sesję zabrakło jej cierpliwości.



Kiedy sikorka już odleciała, to z berberysu nadleciały niesamowicie ruchliwe maleństwa.



Aaaała, takie chmury zwiastują zmianę pogody, to powiedziałam ja, meteoropata.



Tak jest Drogi Melomanie, masz rację, panuje nam zima, dzień jeszcze zbyt krótki jest i bardzo szybko zapada zmierzch.



Ja wiem, że ta fota jest beznadziejna, ale chciałam uwiecznić duziejący księżyc, to ten biały punkt, który sosna pokazuje.



Dobranoc :-)

wtorek, 16 lutego 2010

Na smętną nutę

Puchowe zimno otula świat,
kurczy się przestrzeń,
narasta pustka,
uciekają emocje.
Czekając na wiosnę dajemy się wyciągnąć z jaskiń pierwszym muśnięciom promieni słonecznych.



By nie przeszkadzać przychodzę cichutko, zabawię króciutko, odchodzę na paluszkach.

piątek, 12 lutego 2010

A w Witowie kościół (z)jedli :-)

tak powiadają, ale czy on jest w całości z jodłowego drewna? Trudno powiedzieć. Starania o jego wybudowanie trwały u władz austriackich dziewięć lat, zezwolenie dał sam cesarz Franciszek Józef, wręczył akt erekcyjny mieszkańcowi Witowa, który pieszo dotarł do Wiednia w uroczystym stroju góralskim - czarnej cusze, cesarz również przesłał dość dużą ofiarę na ten cel.



Mijając kościół idę dalej pod górę w kierunku cmentarza, ładne widoki podziwiam,



a ten z cmentarza szczególnie mi się podoba.



Uroczystość poświęcenia odbyła się w święto Matki Bożej Szkaplerznej 16 lipca 1912 roku, Patronki kościoła.



A te serduszka, to mój prezent walentynkowy,



bo chyba pamiętacie, że Was kochamy.

sobota, 6 lutego 2010

W słońcu

Po długiej przerwie odważyłam się dzisiaj wyruszyć na słoneczną wycieczkę



przez las



i otwartą przestrzeń.



Jak widać śniegu jest niewiele,



jednak wystarczająco by nacieszyć nim oczy.



Jeszcze tylko rozpoznać znane miejsca,



i ocenić, czy budka ma wejście z właściwej strony.



Teraz już wiem, iż rany się zagoiły, a blizny jak zwykle pozostały, ale nic to, ważne, by były emocje, gdyż jak ich brak, to wtedy nic się człowiekowi nie chce, panuje kompletna pustka, wydaje się, iż nic się nie potrafi, nic się nie uda i że wszystko pozbawione jest jakiegokolwiek sensu, tak, przyziemność dogoniła mnie i nie pozostało mi nic innego jak zmierzyć się z tą bestią, co oczywiście bardzo odpowiada mojej wojowniczej naturze.