środa, 31 marca 2010

Ale obciach

Działo się to wczoraj. W jednym pokoju paliła się świeczka o zapachu magnolii, a w drugim obłożnie chora Alusia siedziała przy swoim komputerku i plątała się po internecie popijając sobie nie kawę albo co inszego jeno dietetyczną wodę. Te błogie chwile trwały aż do czasu usłyszenia wybuchu za ścianą. Wtedy niewidomo dlaczego połowa wody ze szklanki sama wylała się na moją ulubioną klawiaturę, zanim przystąpiłam do reanimacji końcówki komputera pobiegłam oszacować ewentualne straty wywołane eksplozją, jako że jedynie ucierpiało szklane naczyńko robiące za świecznik niezwłocznie zajęłam się klawiaturą, niestety dość nieudolnie, no w każdym razie po paru godzinach klawiatura zaczęła żyć swoim własnym życiem.
Mąż jak przyszedł do domu, to się ucieszył, że trzeba naprawić moją wspaniałą klawiaturę, wziął mnie niemowę w krzyżowy ogień pytań; co i jak, klawiaturę na stół oraz śrubokręt do ręki, ależ sprytnie są poskręcane te urządzenia i jak fajnie wyglądają w środku.
I po co było się mnie o cokolwiek pytać, przecież widomo, że języka migowego nie znam, a poza tym po zajrzeniu do środka wyraźnie widać zarówno świeże ślady jak i z dawnych wypadków przy komputerze.
Tyle razy mówiłem, że się nie je i nie pije przy komputerze. No fakt, mówił.
Blondynka?
Och, tam zaraz blondynka, oburzyłam się w myślach, po prostu prawo serii.

wtorek, 30 marca 2010

Wiosna przyszła

Siedzę sobie w domu i zdrowieję? choruję?
w każdym razie już zaszła zauważalna zmiana
jak na razie straciłam głos,
niewątpliwą radochę ma rodzina,
ach, te cenne chwile spokoju.

Za oknem hula sobie halny,
ptaszki radośnie śpiewają,
a sąsiad szczęściarz pojechał na ryby.



Telefonów nie odbieram.

sobota, 27 marca 2010

Wokół Zalewu Czorsztyńskiego

W tej wodzie pstrągi pływają,



parę razy na własne oczy widziałam.



Lubię ten widok.



Teraz jest spokojnie,



ale czasami ogromne masy wody spływają z wielkim hukiem.



Powyżej zapory historyczne zamczyska,
w lepszym



i gorszym stanie,



(tutaj wszystko razem :-)


(tutaj na dotknięcie, ruiny z zamku w Czorsztynie)


oraz prześliczne zakamarki krajobrazu.



Wiosną bazie smagane lodowatym wiatrem można spotkać,



a rankiem mgłę otulającą.

piątek, 26 marca 2010

Zamek w Niedzicy

Stare zamczyska podobnie jak gwiazdy,
przyciągają oczy obiektywów,
gdyż chcą się uwiecznić na milionach fotek.



Wraz z porami roku otoczenie zmienia im wystój zewnętrzny,



a zimową porą widać najwięcej szczegółów.



Mnie się coś widzi, że na murach tego zamczyska żyje mnóstwo grzybów.



Tu gdzieś na tej fotce ukrywa się Alusia ;-)



Pomimo, że jest już druga połowa marca na zamkowym dziedzińcu jeszcze sporo śniegu leży.



...



...



...



No to w takim razie teraz sobie trochę nosa pozadzieramy patrząc w zachmurzone niebo.



...



...



Kiedyś u jego stóp rozpościerały się łąki, aż do czasu, gdy człowiek zbudował w Niedzicy zaporę. Zmienił się krajobraz powodując, iż zamek przeżywa drugą młodość.

piątek, 19 marca 2010

Opresje hartują

Nie jestem tylko pewna, czy aż tak bardzo mi na tej ich funkcji zależy.



Jeżeli znam cel, to wcześniej czy później
powinnam do niego dotrzeć,
i gdyby tylko nie przeciwności losu wyciskające łzy z oczu



byłoby by łatwej zobaczyć ślady promieni słonecznych.



No dobra, jak się komuś spieszy, to proszę bardzo,
puszczam przodem,
przynajmniej wiem,
gdzie się kończy droga, a zaczyna rów.

wtorek, 16 marca 2010

Wziąć dwa dni wolnego

Nieważne, czy słońce,
czy zawierucha,
jeżeli tylko pozwala na to czas
spacerkiem ruszam przez świat.



Poprzednio byłam tylko w pobliżu tej, jak relacjonowałam Mężowi; muszli klozetowej, dopiero, gdy zobaczyłam Jego zdziwienie na twarzy, dotarło do mnie, wielce niefortunnie przejęzyczenie, ale po zajrzeniu za kulisy tejże budowli, że też ja zawsze muszę wszystko dokładnie obejrzeć, stwierdziłam, że aż tak bardzo się nie pomyliłam. Teraz to już nawet widzę w niej na suficie nocniki oświetleniowe.



Odradzam zaglądanie za te deseczki, no chyba, że ktoś koniecznie chce na własne oczy ujrzeć, czego tam nie ma.



Moje plątanie się po muszli, ze stoickim spokojem podziwiała licznie zgromadzona śnieżynkowa publiczność.



Zmykam stamtąd, czym prędzej, rozgrzewając się marszem po schodkach.



Jest coś, co bardziej mnie interesuje, chcę o ile pogoda mi pozwoli zobaczyć Luboń Wielki,



ba, powiem więcej, mam w planie tam się wybrać, ale to już raczej w bliżej nieokreślonej przyszłości.

środa, 10 marca 2010

Świętujemy? Oczywiście!

Drodzy Panowie

Życzymy Wam wszystkiego co najlepsze :-)

poniedziałek, 8 marca 2010

jest okazja to my znowu świętujemy :-)



nie ma to jak radość o poranku :-)

niedziela, 7 marca 2010

Sikorki i gimnastyka

Ależ ja się za nimi nabiegałam.



Im było łatwiej, bo powietrzna droga zawsze krótsza, no i przez dziurki w siatce płotów bez trudu przechodzą, a przede mną jak zwykle piętrzyły się przeszkody, które musiałam omijać.



Mój trud został wynagrodzony możliwością podziwiania żywiołowego pokazu przerzucania listków przez piękną przedstawicielkę swojego gatunku.



Ten na powyższym zdjęciu opadający listek trochę mi maskę przypomina :-)



Aha!
I pewnie w życiu bym ich nie dogoniła, gdyby nie poranna gimnastyka.

środa, 3 marca 2010

Górą lub doliną

Bywa, że doliną,



dolinką,



zdarza się,



że górą,



najważniejsze jednak,



iż razem



słonecznym krokiem



przez cztery pory roku przemierzamy świat



oraz podziwiamy



to



i owo.



Nie odchodź.