niedziela, 29 sierpnia 2010

Amator podróży na gapę ;-)

Najpierw poczułam, że coś mnie drapie, myślałam, że znowu o jakąś gałąź zahaczyłam, lecz jak już nie tylko drapało, ale także spacerowało, to musiałam zareagować. Nie łatwo było się tego czegoś pozbyć, gdyż opierał się z całych sił.



Wyjść z podziwu dla niego nie mogłam; jak taki wielki owad dostał się pod mój ubiór wierzchni? Cwaniaczek jeden.
Nic to, że mnie podrapał trochę, piękny okaz, prawda?



Trzeba było użyć silnej perswazji, ostatecznie wylądował na mostku.



Wydrapał się na poręcz i spacerował sobie jak gdyby nigdy nic.



Sęk w tym, że jak tak sobie chodził, to mi foty nieostre wychodziły, ale odkryłam, że on rozumie naszą mowę, na wyraźne polecenie słowne: no stań wreszcie i położenie ręki tuż przed nim, zatrzymał się i znieruchomiał, także jeszcze inni załapali się na focenie go. Dopiero, kiedy cały rodzaj ludzki pozostawił go w spokoju pomaszerował sobie dalej, zapewne szukać kolejnego środka transportu.

piątek, 27 sierpnia 2010

A może by tak do Doliny Białego

Kiedy idę ścieżką pośród lasu i patrzę z uwagą pod nogi, no dobrze, przyznam się, już tyle razy sobie skręciłam nogę w kostce, że odczuwam strach przed kolejną kontuzją, jakoś nie mam ochoty na siedzenie w domu, aha, ale ja nie o tym chciałam, tylko o tym, iż lubię słuchać prowadzonych rozmów na szlaku, zwłaszcza przez dzieci.



Dzieci raczej wiedzą, że w górach słychać szum potoków i kiedy wchodzi się w obszar kompletnej ciszy budzi to ich niepokój, starają się upewnić, czy aby są na właściwym szlaku, za to widok wody najwyraźniej je cieszy,



a kolejny niewielki wodospad sprawia prawdziwą frajdę.



Kształt skał nasuwa przeróżne skojarzenia, i piękne jest to, że nie zawsze widzi się to samo.



Ale ma fryzurkę, prawie taką jak ja :-)



Rwący potok utworzył ciąg kaskad,



wodospadów



i zielonych baniorów.



Według obliczeń to właśnie ten potok ma największy w naszych Tatrach spadek.



...



...



I znowu przyszło nam pożegnać płynący wapiennym łożyskiem potok oraz dolomitowe skałki.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Po Strążyskiej niedźwiedzie spacerują

Stary niedźwiedź mocno śpi,
stary niedźwiedź mocno śpi.
My go nie zbudzimy, bo się go boimy,
jak się zbudzi, to nas zje.
My go nie zbudzimy, bo się go boimy,
jak się zbudzi, to nas zje.

Stary niedźwiedź mocno śpi,
stary niedźwiedź mocno śpi.
My go nie zbudzimy na palcach chodzimy
jak się zbudzi to nas zje.
My go nie zbudzimy na palcach chodzimy
jak się zbudzi to nas zje

Stary niedźwiedź mocno śpi,
stary niedźwiedź mocno śpi.
My go nie zbudzimy bo się go boimy
jak się zbudzi to nas zje.
My go nie zbudzimy na palcach chodzimy
jak się zbudzi to nas zje.




...



...



Pierwsza godzina,
- Niedźwiedź śpi.
Druga godzina,
- Niedźwiedź chrapie.
Trzecia godzina,
- Niedźwiedź łapie!



...



Misia A Misia B

środa, 25 sierpnia 2010

Siklawica

Siklawica w górnej części Doliny Strążyskiej składa się z dwóch wodospadów położonych jeden nad drugim. Górny mierzy sobie według jednych źródeł 8 metrów, a według drugich 10 metrów, natomiast dolny zgodnie wymierzono na 13 metrów.



Odwiedzano go już w pierwszej połowie XIX wieku.



Dużo ludzi. Trochę wolnego miejsca już tylko w potoku można znaleźć.



Nie ma szans, dzisiaj nie dopcham się pod kaskadę.



Pomału wycofuję się z postanowieniem, że jeszcze tutaj powrócę za parę dni, niech sobie ludziska spokojnie focą, nie będę im wchodzić w kadr.



Po kilku dniach zaszła tutaj zmiana: i ludzi, i wody mniej.



Kurczę; jak zmierzyć w takich warunkach wysokość górnego?



Niestety chwilowo nie mam jak się tam dostać.



A w końcu różnica pomiarów wynosząca aż dwa metry, to poważna sprawa. No nie można tak tego zostawić.



W każdym razie ile by sobie Siklawica wysokości nie mierzyła, to roztacza wokół siebie cudowny urok, czyż nie?

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Dolina za Bramką

I znowu powracam do tego uroczego parku skalnego,



...



do potoku, w którym woda wezbrała po ostatnich opadach deszczu



...



anektując gdzieniegdzie ścieżkę na swoje spiętrzone potrzeby,



do przestrzeni tak pięknie opisanej przez Władysława Tarnowskiego;
„Witaj mi, mój najmilszy wąwozie wspaniały,
Prawnuczę Kościeliska, bramo do Tatr świata!
Jak wież gotyckich igły, bluszcz turnie oplata;
Na skałach świat potworów w locie skamieniały.”



...



Spacer dolinką króciutki, w dwadzieścia minut lekko pod górę



piętnaście z powrotem, ale ja wydłużam swój pobyt tutaj tak długo jak się tylko da.



Jeszcze po wojnie szlak zwany „Perć ponad Skałki” wiódł do Strążysk. Niestety coraz mniej szlaków, i coraz krótsze są, ech mieć skrzydła i móc poszybować ponad tymi wszystkimi cudami świata.

piątek, 20 sierpnia 2010

Przygoda z ...

Pewnego ciepłego sierpniowego wieczora sforsował otwarte okno i przeleciawszy tuż nad moją głową klapnął na dywan.



Chwyciłam migiem za dyżurny aparat i zaczęłam go focić, a że flesz błyskał jak najęty, mój miły gość zabawnie biegając ze złożonymi skrzydłami zaczął się chować przede mną.



Najpierw przemknął na wagę, skąd foty nie będzie, bo szybko z niej zeskoczył i chciał się ukryć za nogą od biurka, przy którym to zwyczajowo komputeromaniak Alusia sobie siedzi,



ale ponieważ taki ładny motylek po raz pierwszy do mnie zawitał, więc nie wstając z kolan nachalnie pstrykałam mu portrety.



W końcu zirytował się na tyle, że przestał biegać i wykonał desperacki lot na żyrandol, a ja przerażona, że jeszcze gotów życiem przepłacić tę nieszczęsną sesję zdjęciową, rzuciłam się do kontaktu, by wyłączyć morderczą lampę, po czym już na spokojnie poszukałam stosownego pudełka, aby w bezpieczny sposób zwrócić mu wolność. Musiałam jednak najpierw użyć delikatnego środka przymusu w postaci kartki papieru kierującej go do pudełka po maśle, za co w dowód wdzięczności zademonstrował mi drugą parę skrzydełek, tym razem już niemaskującą, tylko straszącą.
Chyba mnie polubił, gdyż jak już był za oknem, to najwyraźniej kierował się z powrotem w moją stronę, jednak powstrzymałam go przed popełnieniem tak wielkiego błędu, chuchając w niego świeżym oddechem, no i wygląda na to, że on raczej nie przepada za czosnkiem.



Czyż ten motylek nie jest piękny?
Rolnica tasiemka (Noctua pronuba) - z rodziny Noctuidae - sówkowatych.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Co to jest?

Ponieważ dobrze nie widać, to doprecyzuję;
ten robak zagrodził mi ścieżkę,
wyginał swoje ciało jak tańczący wąż, czym skupił moją uwagę na sobie.



Mierzy ponad 10 centymetrów długości i jest cieniutki jak średniej grubości włos, aha, no i mordkę ma czarną.



...



Drogi Nikodemie podczas fotografowania też go nie widziałam, zresztą nie tylko ja :-) Mogłam się o tym przekonać, gdyż w momencie usiłowania pstryknięcia robaczkowi fotki wstrzymałam ruch na ścieżce i narobiłam apetytu na focenie innym spacerowiczom. Ludzie celowali obiektywami w robaczka, po czym stwierdzili, że go nie widzą.
Także mimo marnej jakości fotek jestem bardzo zadowolona, że udało mi się go jako tako utrwalić.
Dla łatwiejszego odnalezienia robaczka zaznaczyłam strzałkami na fotach mordkę i ogonek, a brzuszek to już tak raczej na chybił trafił.
Warto foty powiększyć, a ja to jeszcze z lupy korzystam :-)



...



...