poniedziałek, 31 stycznia 2011

Tojad mocny (Aconitum firmum)

Jest zapylany wyłącznie przez trzmiele długossawkowe,



natomiast trzmiele krótkossawkowe, bywa, że zabawiąją się w janosika i rabują słodycz tych chronionych, trujących, ale również leczniczych roślinek, przegryzając ich hełm nisko w miejscu, gdzie zbiera się nektar i wypijają go, oczywiście wymigując się sprytnie od zapylenia kwiatów. Do takich przegryzionych otworów zlatują się potem inne owady, aby wysysać już łatwo dostępny słodki napój.



Przypominam, że jutro rozpoczyna się już krótki luty,
a w marcu to ja się wiosny spodziewam.

sobota, 29 stycznia 2011

Kuklik zwisły (Geum rivale)

Kuklik jak kuklik,



ale ten plecak trzmiela ;-)

czwartek, 27 stycznia 2011

Fiołek dwukwiatowy (Viola biflora)

Kwiatki rosnące pomiędzy kamieniami na szlaku w miejscach gdzie wydawałoby się, że nie mają żadnych szans na przetrwanie, gdyż tak wiele butków tuż-tuż nad nimi śmiga zaskakują ilością i różnorodnością.



No cóż, szlak bywa twardy i niebezpieczny, przecierają go łowcy, zdobywcy oraz wędrowcy, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy wyruszę nań.

wtorek, 25 stycznia 2011

Bodziszek leśny (Geranium sylvaticum), Bodziszek żałobny (Geranium phaeum)

Barwnie nam się żyje,
radości i smutki,
fatum i fortuna.



Los, który ciążyć może,
ale również uśmiechnąć się potrafi.



Zadaję sobie pytanie;
czy jestem pieszczochem,
ulubieńcem losu,
a może ofiarą?
Ech, ten fatalizm.

niedziela, 23 stycznia 2011

Zerwa kulista (Phyteuma orbiculare)

Są kwiatki, nad którymi choćbyś człowieku klęczał cały dzień nie dadzą się przyzwoicie sportretować, jeszcze tylko tak na wszelki wypadek wspomnę, że mówię o sobie, bo wiem, że są tacy, którym na fotkach wychodzi to, co sobie zamierzyli. Wiem co mówię, gdyż widziałam w sieci dużo fajnych fotek.



Ale mnie się też potrafi zdarzyć miła niespodzianka, no chociażby taki owad, którego w momencie pstykania fotki oczywiście nie widziałam, a on dał się przyłapać na spijaniu nektaru.


piątek, 21 stycznia 2011

Gnidosz okółkowy (Pedicularis verticillata)

Czy ktoś by pomyślał, że gnidosz i to jeszcze z rodziny zarazowate, może być aż tak pięknym kwiatkiem?



Ja naprawdę nie wiem, dlaczego, ale ten konkretny kwiatek kojarzy mi się ze zbroją samuraja.

środa, 19 stycznia 2011

Jarzmianka większa (Astrantia major)

Jaka tam większa, przecież mniejsza ode mnie była.



Właśnie sobie uświadomiłam, że już od roku wypiekam chleb w domu.
Oj, niedobry jest mój chlebek, niedobry, zbyt smaczny i szybko znika.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Goryczuszka wczesna (Gentianella lutescens)

Ach te piękne goryczki.



Goryczka, gencjana, Gentiana,
rodzaj z rodziny goryczkowatych obejmuje około 500 gatunków roślin zielonych różnej wielkości. Zawierają glikozydy o smaku gorzkim, stąd preparaty z kłączy wielu gatunków goryczki znalazły zastosowanie w medycynie, jako środki pobudzające apetyt i poprawiające trawienie, a także, jako leki przeciw robakom, a wiadomo, że ludzie dzielą się na tych, co to wiedzą, że mają robaki i na tych, co nie wiedzą, że mają robaki, ja zaliczam się do tych pierwszych.
No i oczywiście nie zapominajmy, że wykorzystuje się je do wyrobu koniaków i wódek. Zatem nic dziwnego, że gatunek chroniony.

sobota, 15 stycznia 2011

Goryczka trojeściowa (Gentiana asclepiadea)

Chroniona, trująca, lecznicza i czarująca.



Odpowiadając na pytanie; czy znam gwarę górali Skalnego Podhala z przykrością muszę stwierdzić, iż niestety nie znam, ale nabyłam sobie „Słownik gwary górali Skalnego Podhala” autorstwa profesora Stanisława Andrzeja Hodorowicza i wreszcie się dowiedziałam co oznacza słowo „hej”
otóż;
tak twierdzące,
tak powątpiewające (hej wtoz ta viy?),
nieprawdaż (zrobis to, hej?)
wyrażenie końca wypowiedzi lub myśli, okrzyk rozpoczynający coś (hej! do roboty),
słowo rozpoczynające tekst piosenek (hej, ide w las ..)

czwartek, 13 stycznia 2011

Driakiew lśniąca (Scabiosa lucida)

O śliczności moje :-)



Ależ ostatnimi czasy nasłuchałam się telewizora na przemian z radiem, trochę na jawie więcej przez sen.

wtorek, 11 stycznia 2011

Dziewięciornik błotny (Parnassia palustris)

Bardzo polubiłam makrofotografię, gdyż dzięki niej mogę zachwycać się szczegółami drobnych cudownych kwiatków i to nawet w długie zimowe wieczory.



Noworocznych postanowień już zwyczajowo nie podjęłam, ale wydaje mi się, że jeszcze parę rzeczy powinnam doprowadzić do pomyślnego zakończenia.

niedziela, 9 stycznia 2011

Dzwonek drobny (Campanula cochleariifolia)

Piękne maleństwo, a jak ładnie się prezentuje w górach i ogrodowych skalniaczkach.



W sam Nowy Rok rozbudził mnie popsuty bojlerek, tzn. nie tyle bojlerek, gdyż nie było wybuchu, czy też przecieku, który zalałby cały dom, jedynie zgasła zielona neonówka i woda była zimna, wyjaśnię tylko, że u mnie zimna woda, to nie to samo, co zimna woda np. w Warszawie lub Krakowie gdzie mogłam stać pod prysznicem z którego lała się na mnie zimna woda i nie zmarzłam. U mnie panie, to jest niemalże płynny lód, który odmraża ręce i ból okrutny zadaje.
Na szczęście dzięki mojemu Małżonkowi, który uporał się z tym noworocznym nieszczęściem szybciutko powróciła ciepła woda w nasze progi.
Dziękuję Ci Kochany Mężu :-)

piątek, 7 stycznia 2011

Dziurawiec zwyczajny (Hypericum perforatum)

Prócz tego, iż ładny, to dodatkowo posiada właściwości zarówno lecznicze jak i trujące,
aha,
ale ja dzisiaj nie o tym chciałam.



I cóż z tego, iż od zawsze wiem, że kiedy wypowiada się jakieś życzenie trzeba podejść do tej czynności z roztropnością, gdyż skutki mogą nas samych zaskoczyć i to niekoniecznie pozytywną stroną naszych niewinnych zamiarów, wszak nierzadko w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że efekt niby się zgadza, ale jednak mimo wszystko nie o to nam chodziło. Mówiąc wprost, grudniowa pogoda i zbyt krótki dzień wywołały u mnie wielką chęć zapadnięcia w zimowy sen. Pomyślałam, że fajnie byłoby tak do wiosny w objęciach Morfeusza, ale żeby od razu rozchorować się? Nie, zdecydowanie nie o to mi chodziło, jednak nie zmienia to faktu, że przespałam Święta, Sylwestra, Nowy Rok, częściowe zaćmienie słońca i już sama nawet nie wiem co jeszcze, bo w takim stanie trwałam aż do Trzech Króli, przyznałam się z rumieńcem gorączki, a może już tylko wstydu, na policzkach.
Teraz zapewne minie jeszcze parę ładnych dni zanim się zmobilizuję do jakiegokolwiek działania, a tu narty czekają, łyżwy już dawno przygotowane, że o butkach rwących się na spacerek nie wspomnę.