poniedziałek, 6 sierpnia 2012

przemijanie



Tak sobie tylko pomyślałam,
że głupio byłoby
nie powiedzieć;
do zobaczenia.

Also - bis bald!

Kiedyś,
gdzieś,
może tu,
może w innym zakątku wirtualnej pajęczyny,
a może na jednym z lepszych światów,
albo w siódmym kręgu piekielnym
lub po drugiej stronie lustra,
o ileż możliwości
i żadnej wykluczyć się nie da.

Dwie daty,
6 sierpnia 2008 – 6 sierpnia 2012
godziny, minuty, ułamki sekund
wyznaczyły początek i koniec,
ale to żadne ograniczenie,
bo właśnie to co wypełniło tę przestrzeń pomiędzy,
było naszymi wyborami,
tak wykorzystaliśmy dany nam czas.


Dziękuję Wam moi Drodzy Goście najpiękniej jak potrafię za wspólnie spędzone chwile w wirtualnej przestrzeni.
Pozwoliliście mi podążać ścieżkami Waszych myśli,
kroków
i rozmów,
co sprawiło,
iż tak wiele się od Was nauczyłam,
innymi słowy, czuję się z tego powodu wielką szczęściarą.





Aha, i żeby nie było,
ja tu jeszcze powrócę!




sobota, 7 lipca 2012

Podniebna walka

Ależ to było widowisko,



ale po kolei,
najpierw mnie upał zmógł,
o zefirku gdzieżeś się podział gdzie,
szłam jak z dzisiaj na wczoraj,
o ludzie kochani już nie mam siły,
krople potu oczy mi zalewały,
o rany, taki upał w lipcu to był dwadzieścia lat temu,
migotki przed oczami miałam,
o nie, przecież trzeba dojść do celu i wypadałoby o własnych siłach także do domu
zatem jak usłyszałam, że coś się dzieje na niebie,
to w pierwszej chwili nie wiedziałam, o co chodzi,
ale to co zobaczyłam, całkowicie mi oddech zabrało,
pstryknęłam tę fotkę nie licząc specjalnie na jakikolwiek pozytywny efekt,
po czym już skupiłam się tylko na podniebnym widowisku,
jak nic, kruk przegonił orła.

niedziela, 1 lipca 2012

Z daleka wyglądał jak kupka piachu

Ale ja wiem, że na tym terenie pisku nie powinno być, zatem musiałam, no musiałam podejść i sprawdzić co to jest.



Przyglądnęłam mu się uważnie, upewniłam się, że grzyby, to jednak nie moja specjalność, zanim wyjęłam aparat jakaś ministra odleciała, a taka ładna była.



Ale nic to, grzyb też jest ładny.



czwartek, 21 czerwca 2012

Gruszyczka jednokwiatowa (Moneses uniflora)


O śliczności moje maleńkie, ależ ucieszył mnie twój widok.



Przepraszam bardzo, ale muszę ci zajrzeć pod płatki.
Oj, oj, nie ma rady, trzeba oprzeć twoją delikatną łodyżkę o jakąś inną roślinkę.



No już, już, jeszcze tylko raz pstryknę i idę poszukać innej gwiazdeczki.



Tak, fotki robione od dołu niesamowicie człowieka wyciągają w górę.



Nie ma co tak wstydliwie głowy w dół spuszczać.
A tam, mchem przycisnę łodyżkę, by listki i kwiatek było widać w tej pięknej scenerii.



Aha, widać, że nie tylko ja jestem amatorką tych przepięknych kwiatków.



Dobrej nocy moja śliczna gwiazdeczko.
Śpij intensywnie, bo dzisiejsza noc najkrótsza w roku.



I głowa do góry, gdyż od teraz pracujesz na siebie.

środa, 13 czerwca 2012

Tak sobie

Kwiatek, no bo ładny.



Bristol, bo jeszcze stoi, ale gdzie mu tam do czasów świetności, kiedy to Melchior Wańkowicz gościł w jego progach razem z Córkami, które chroniły Go przed damami z towarzystwa.



I?
Coś podobnego!
Jeszcze Sabała trzyma w dłoni smyczek?
Jestem zachwycona, że od czasu mego ostatniego pobytu w tym miejscu nikt go mu nie podprowadził.




Aha
i jeszcze oświadczenie

Niniejszym oświadczam, że w „Biedronce” przy ulicy Nowotarskiej w Zakopanem moja noga już nigdy nie stanie, taką podjęłam decyzję, i nie dlatego, że się ostatnimi czasy wzbogaciłam, bo niestety nie, ale dlatego, że już znudziły mi się prowadzone przez nich eksperymenty na mnie; pt. na ileż to sposobów można klienta wykiwać.
I by nie było, iż myślę, że gdzie indziej jest lepiej, bo tak nie myślę.
A do tego drapieżnika niech sobie chodzą bogaci.




Ależ Drogi Deu niemalże wszyscy stosują złe praktyki:
- brak dbałości o klienta pieszego, który musi przemykać pomiędzy chcącymi go rozjechać nierozgarniętymi kierowcami,
- brak zgrabnych koszyczków dla klientów, a jedynie wielkie kosze, którymi ciężko się poruszać w międzyregałowej ciasnocie,
- czytniki cen, które mają umożliwić zorientowanie się klientowi w cenie danej rzeczy, nie potrafią sobie poradzić z odnalezieniem towaru w bazie i głupio się tłumaczą; że nie odnaleziono towaru,
- permanentna niezdolność do wydawania reszty, co przy jedynie gotówkowym obrocie daje pewność, iż takie zjawisko nie jest działaniem przypadkowym,
- kilkukrotne kasowanie tego samego towaru, także wg paragonu więcej było w koszyku niż faktycznie wyniosło się ze sklepu,
- za towar ważony w kasie, nie płaci się według jego wagi tylko według kodu kasjera, znaczy co najmniej jak za kilogram,
- z powyższym wiąże się tradycyjna nieznajomość kodów dla towaru niepaskowanego,
- numizmaty w wydawanej reszcie nie są aż tak rzadkim zjawiskiem,
- i nigdy nie zrozumiem, dlaczego, gdy dostają nowiuśki banknot prosto z drukarni koniecznie w wydawanej reszcie chcą dać kawałek papieru, którym ktoś wcześniej buty sobie wyczyścił,
- oraz z zasady nie przyznają się do popełnionego błędu, innymi słowy idą w zaparte na całego.

Uff, mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, ale się już zmęczyłam, zresztą w innych sklepach jest równie źle, a wspomniany drapieżnik jedynie wyczerpał moją cierpliwość, czyli przepełnił szklankę o tę jedną kroplę.
Wniosek; w państwie sterowanym ręcznie przez armię urzędników, wewnętrznych i zewnętrznych, których zarówno koszty utrzymywania jak i wprowadzanie w życie ich chorych pomysłów, zrujnowały nie tylko budżet krajowy, ale również przyzwoitość. Na razie skutecznie udaje się odwrócić uwagę piłką kopaną od spraw zasadniczych, czyli jakości życia tego zwykłego, codziennego, tylko, że igrzyska szybko przeminą, i jak to określają; wielkie święto, no, bo trwające aż miesiąc, też w końcu dobiegnie końca, a zrujnowanej moralności i najzwyklejszej przyzwoitości nie buduje się apelami, wytycznymi i dyrektywami.
Tak to już jest i nic tego nie zmieni, że zawsze się źle kończy, kiedy służbie pozwoli się rządzić.

niedziela, 10 czerwca 2012

Urok starej fotografii


Zrobiło się porządki, i się znalazło fotkę starszą ode mnie, sfatygowaną niepomiernie, ale widać na niej, że na Krokwi, tylko jedna skocznia jest, i że Zakopane kiedyś miało czym oddychać.



czwartek, 7 czerwca 2012

Już niedługo lato

Nie mogę uwierzyć własnym oczom, kozy są tak rozsmakowane w soczystej kwietnej łące, że w ogóle na mnie nie zwracają uwagi, a normalnie, to każdego przechodnia zaczepiają i nachalnie domagają się smakołyków.



Będą poziomki,
będą poziomki,
będą poziomki,
oczywiście tylko wtedy jak pogoda nie spłata figla.



No bo grzyby już są.



Storczyki ukrywają się w trawie, ale ludzie kochani, to naprawdę nie powód, by przechodzić obok niech obojętnie. No co? Tylko ja mam je focić?
Z takim wypasionym sprzętem się spaceruje, ale żeby ktoś się pofatygował to, co to, to już nie, powiedziałam z nieukrywanym oburzeniem.



Przecudna storczykowo-bodziszkowo-mleczakowa łąka. Że nie widać? Fakt, na żywo zdecydowanie piękniejsza.




Ps.
Do notki wysłałam jeszcze trzy fotki, i w picasa są, a tu nie :-(
Oj, coś mi się wydaje, iż zbyt wiele z rąk mi się wymyka.


niedziela, 3 czerwca 2012

Dobrze, że chociaż jeszcze kwitną storczyki

Piekarnik złośliwie się zepsuł, szczoteczka do zębów też. No i okazało się, że zwykłą szczoteczką tyle lat myłam ząbki, a teraz nie potrafię, tzn. daję radę, ale ręka mi drętwieje, że o całej zachlapanej łazience nie wspomnę. Z okularów wypada mi szkło, tak samo z siebie, ale nauczyłam się śrubokrętem prawie po omacku odkręcić śrubkę wcisnąć szkło w oprawkę i z trudem zakręcić, uff i jakoś przez chwilę się trzyma. A dzisiaj paradowałam w dziurawej skarpetce w sandałku, ale wstyd, nie dość, że to podobno nie wypada skarpetę w sandał to jeszcze ta dziura. Niech no pomyślę, to chyba prawo serii dało o sobie znać.

wtorek, 29 maja 2012

Ino śmignęła :-)

Mogłabym powiedzieć mnóstwo komplementów pod Jej adresem, ale, po co, skoro to mężczyźni są próżni, zatem łasi na komplementy, i by nie było, to kobiety też są łase, lecz na uczucia. Zatem powiem krótko, ma przepiękny uśmiech i potrafi urozmaicać sobie trening uroczymi psikusami.
Dzisiaj miałam wielką frajdę z ujrzenia wspaniałego człowieka podczas treningu. Biegła w towarzystwie Maćka. Skąd wiem? No, bo przeczytałam na Jej blogu. Ja się niestety zbyt późno zorientowałam, by skorzystać z niepowtarzalnej okazji i być może zrobić klawe zdjęcie, w chwili, gdy specjalnie wbiegła w kałużę, aby ochlapać siebie oraz Maćka. Ale za to, jakie fajne wspomnienie, tej króciutkiej chwili mam.

środa, 16 maja 2012

Bukiet kwiatów jak romantyczny wiersz



Soldanella carpatica, urdzik karpacki

niedziela, 6 maja 2012

Galicowa Grapa, Gliczarów-Stołowe i z oddali Hawrań

Idąc przez Poronin w kierunku Krakowa przechodzimy obok kościoła Św. Marii Magdaleny i jeżeli się już do świątyni nie wstępuje, to warto chociaż spojrzeć na umieszczoną na jej ścianie pięknie opisaną panoramę Tatr, którą będzie można podziwiać jeżeli się troszeczkę dalej skręci w prawo, by pójść czerwonym szlakiem na Galicową Grapę,
a swoją drogą ciekawe; dlaczego na niektórych mapach opisaną, jako Szostacka Grapa.

Łatwo trafić, bo drogowskaz informuje, że gdzieś tam po drodze zobaczymy Krzyż Grunwaldzki,
ale jeżeli chcemy go obejrzeć,
to po minięciu szkoły,
no tak,
tutaj można się zorientować co oznacza określenie; mieć pod górkę do szkoły,
zapomniemy o czerwonym szlaku
i skierujemy się za ostatnim budynkiem,
przy którym piesek przyjaźnie merda ogonkiem dodając włóczykijom otuchy,
w prawo za krzewy.
A jak pójdziemy za szlakiem tak jak Alusia,
to raz, że nie zobaczymy krzyża,
no i dwa, wielce prawdopodobne, że się w błocie unuramy.
Zatem idąc dalej polną drogą z pewnością przejdziemy przez Gliczarów-Stołowe, w którym rozpoczyna się asfaltówka i poprzez Gliczarów Górny dotrzemy do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, skąd, to już jak kto woli. Ja zażyczyłam sobie na Głodówkę i poprzez Wierch Poroniec na Toporową Cyrhlę.
Dobrze.
Tyle tyłułem wstępu wystarczy.
Ruszamy podziwiać piękne widoki
i jak tylko Pysny stit durnia z nas nie zrobi,
a Kołowy nie wykołuje,
to jeszcze może uda się zrobić małą powtórkę pt.; i co to za skały przed sobą widzimy?

Na moje szczęście dość wcześnie zaczynają się interesujące widoki,
nie ukrywam,
iż każdy pretekst do wypoczynku będę skrzętnie wykorzystywać,
gdyż ta niewinnie wyglądająca polna droga wycisnęła ze mnie wszystkie poty,
aha,
bo nie wspomniałam jeszcze, że rower pod górę pchałam,
a słoneczko uczciwie podgrzewało już i tak ciepłe powietrze przygnane wiatrami znad Sahary.


Na powyższej fotce wszyscy widzą maszt na Gubałówce; prawda?
A na poniższej starego znajomego; czyż nie?


Jaka ładna panoramka.
No tak, byłaby, ale ją trochę obcięłam z boku, co dla mojego programu obsługującego tego typu zdjęcia, ta fotka już nie jest panoramą i nie mogę jej oglądać filmowym, czyli przyjaznym dla oka przewijaniem.


Jesteśmy trochę wyżej i prawdę mówiąc już prawie bez sił,
chociaż wszelkimi sposobami odsuwam od siebie tę zabójczą myśl.
Wyciągam z plecaka aparat i znowu widzę maszt na Gubałówce,
śnieg w Tatrach
i świeżutką soczystą zieleń na polanie pod stopami.
Powoli zapominam o zmęczeniu, a ponieważ zbliża się do nas Gaździna z Gliczarowa-Stołowe chętnie rozpoczynamy rozmowę.
Dowiadujemy się z przykrością, że Krzyż Grunwaldzki minęliśmy nie wiedzieć kiedy,
ale Pani podnosi nas na duchu, że już niedaleko mamy do Gliczarowa Górnego,
a przede wszystkim nie tak ostro pod górę.


Jeszcze tylko uradujemy sobie oczy widokiem Babiej Góry
i wyruszamy dalej ku pięknym widokom.


O rany, nie mogę uwierzyć, ale już jesteśmy we wsi Gliczarów–Stołowe.
Rozpościerające się z tej wsi widoki są rozkoszą dla oczu.
Szczerą prawdę powiadają ci, którzy twierdzą, iż właśnie stąd najpiękniej widać panoramę Tatr.


Joj, czegóż stąd nie widać :-)


...


...


...


...


...


Proszę?
Aha!
Dobrze.
Teraz każdy może się sam pobawić i nadać odpowiednie nazwy tym szczytom kukającym na nas zza masywu Wołoszyna, aż do Kaczego Szczytu.
Bierzemy mapę, linijkę i kombinujemy; co my tu widzimy.
Pamiętamy o kątach,
o wysokościach,
o naszym położeniu,
o przesuwaniu,  nakładaniu oraz chowaniu się
i o takich górach jak:
Żabi Koń – 2291,
Rysy – 2503,
Ciężki Szczyt – 2500,
Wysoka – 2547,
Młynarz – 2170,
Ganek – 2465,
Rumanowy Szczyt – 2428,
Żłobisty Szczyt – 2433,
Kończysta – 2540,
że mały wybór?
Ależ proszę bardzo, teoretycznie można wziąć jeszcze inne pod uwagę;
Żabia Turnia Mięguszowiecka – 2336,
Wołowa Turnia – 2373,
Mięguszowiecki Szczyt Czarny – 2410,
Mięguszowiecki Szczyt Pośredni – 2393,
Mięguszowiecki Szczyt – 2438,
Cubryna – 2376,
Wystarczy?
Nie?
No to jeszcze dorzucę Miedziane – 2233, a co mi tam.

Ach, byłabym zapomniała, trzeba pamiętać jeszcze o tym, że anioł dość gęsto te skały tam poukładał.


Część wycieczki przypisuje metodą na chybił trafił nazwę do szczytu,
druga ekipa kontruje ustalenia pierwszej,
a reszta wycieczki idzie sobie dalej.


...


...


...


...


...


Teraz troszkę z górki,
troszkę pod górę,
ale już jest zdecydowanie lżej, bo asfaltówką,
i tak nieśpiesznie, bo widoki och i ach,
aż do Gliczarowa Górnego, z którego na zabicie się jedziemy z górki na pazurki, do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, gdzie zsiadamy z rowerów lekko obrażeni na nie,
za bolące plecy,
za sponiewierane nadgarstki
i w ogóle za to, że znowu pod górę aż do Głodówki.

Po drodze widzę, że stary znajomy znowu się z nas nabija,


a Wołoszyn i Koszysta trwają niezmiennie ramię w ramię.


Aaaaaaaaaaaa,
to ten kawałek drogi, na którym teraz stoję widziałam z Rusinowej Polany, się wyjaśniło.


Tak, ta góra już od dawna stanowi dla mnie wyzwanie;
czy ktoś może wie jak ją zwą?


I oto Polana Głodówka,
ta sama, na której krowy są wiecznie głodne,
bo się nie pasą, tylko widoki podziwiają.

 

Aaaaaaaa,
mam cię Stara Jaworzynko udająca z daleka stopę Hawrania.



Jak miło,
dostrzegłam swym bystrym wzrokiem, że przy drodze do Morskiego Oka,
czy jak kto woli na Łysą Polanę wybudowana została platforma widokowa.
Koniecznie muszę sprawdzić jakie widoki się z niej rozpościerają.


Zachęcam do zatrzymania się, na parkingu przy platformie widokowej,
jest niewielki, ale kilka samochodów na nim się zmieści, pod warunkiem, że nie będą to tzw. maluchy, bo wiadomo, że dwa maluchy zajmują tyle miejsca, ile wystarczy dla trzech dużych autobusów.

Sami powiedzcie; czyż nie warto?
Wszak poniższa fotka przedstawia tylko namiastkę tych cudowności, które tam można zobaczyć.