czwartek, 21 czerwca 2012

Gruszyczka jednokwiatowa (Moneses uniflora)


O śliczności moje maleńkie, ależ ucieszył mnie twój widok.



Przepraszam bardzo, ale muszę ci zajrzeć pod płatki.
Oj, oj, nie ma rady, trzeba oprzeć twoją delikatną łodyżkę o jakąś inną roślinkę.



No już, już, jeszcze tylko raz pstryknę i idę poszukać innej gwiazdeczki.



Tak, fotki robione od dołu niesamowicie człowieka wyciągają w górę.



Nie ma co tak wstydliwie głowy w dół spuszczać.
A tam, mchem przycisnę łodyżkę, by listki i kwiatek było widać w tej pięknej scenerii.



Aha, widać, że nie tylko ja jestem amatorką tych przepięknych kwiatków.



Dobrej nocy moja śliczna gwiazdeczko.
Śpij intensywnie, bo dzisiejsza noc najkrótsza w roku.



I głowa do góry, gdyż od teraz pracujesz na siebie.

środa, 13 czerwca 2012

Tak sobie

Kwiatek, no bo ładny.



Bristol, bo jeszcze stoi, ale gdzie mu tam do czasów świetności, kiedy to Melchior Wańkowicz gościł w jego progach razem z Córkami, które chroniły Go przed damami z towarzystwa.



I?
Coś podobnego!
Jeszcze Sabała trzyma w dłoni smyczek?
Jestem zachwycona, że od czasu mego ostatniego pobytu w tym miejscu nikt go mu nie podprowadził.




Aha
i jeszcze oświadczenie

Niniejszym oświadczam, że w „Biedronce” przy ulicy Nowotarskiej w Zakopanem moja noga już nigdy nie stanie, taką podjęłam decyzję, i nie dlatego, że się ostatnimi czasy wzbogaciłam, bo niestety nie, ale dlatego, że już znudziły mi się prowadzone przez nich eksperymenty na mnie; pt. na ileż to sposobów można klienta wykiwać.
I by nie było, iż myślę, że gdzie indziej jest lepiej, bo tak nie myślę.
A do tego drapieżnika niech sobie chodzą bogaci.




Ależ Drogi Deu niemalże wszyscy stosują złe praktyki:
- brak dbałości o klienta pieszego, który musi przemykać pomiędzy chcącymi go rozjechać nierozgarniętymi kierowcami,
- brak zgrabnych koszyczków dla klientów, a jedynie wielkie kosze, którymi ciężko się poruszać w międzyregałowej ciasnocie,
- czytniki cen, które mają umożliwić zorientowanie się klientowi w cenie danej rzeczy, nie potrafią sobie poradzić z odnalezieniem towaru w bazie i głupio się tłumaczą; że nie odnaleziono towaru,
- permanentna niezdolność do wydawania reszty, co przy jedynie gotówkowym obrocie daje pewność, iż takie zjawisko nie jest działaniem przypadkowym,
- kilkukrotne kasowanie tego samego towaru, także wg paragonu więcej było w koszyku niż faktycznie wyniosło się ze sklepu,
- za towar ważony w kasie, nie płaci się według jego wagi tylko według kodu kasjera, znaczy co najmniej jak za kilogram,
- z powyższym wiąże się tradycyjna nieznajomość kodów dla towaru niepaskowanego,
- numizmaty w wydawanej reszcie nie są aż tak rzadkim zjawiskiem,
- i nigdy nie zrozumiem, dlaczego, gdy dostają nowiuśki banknot prosto z drukarni koniecznie w wydawanej reszcie chcą dać kawałek papieru, którym ktoś wcześniej buty sobie wyczyścił,
- oraz z zasady nie przyznają się do popełnionego błędu, innymi słowy idą w zaparte na całego.

Uff, mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, ale się już zmęczyłam, zresztą w innych sklepach jest równie źle, a wspomniany drapieżnik jedynie wyczerpał moją cierpliwość, czyli przepełnił szklankę o tę jedną kroplę.
Wniosek; w państwie sterowanym ręcznie przez armię urzędników, wewnętrznych i zewnętrznych, których zarówno koszty utrzymywania jak i wprowadzanie w życie ich chorych pomysłów, zrujnowały nie tylko budżet krajowy, ale również przyzwoitość. Na razie skutecznie udaje się odwrócić uwagę piłką kopaną od spraw zasadniczych, czyli jakości życia tego zwykłego, codziennego, tylko, że igrzyska szybko przeminą, i jak to określają; wielkie święto, no, bo trwające aż miesiąc, też w końcu dobiegnie końca, a zrujnowanej moralności i najzwyklejszej przyzwoitości nie buduje się apelami, wytycznymi i dyrektywami.
Tak to już jest i nic tego nie zmieni, że zawsze się źle kończy, kiedy służbie pozwoli się rządzić.

niedziela, 10 czerwca 2012

Urok starej fotografii


Zrobiło się porządki, i się znalazło fotkę starszą ode mnie, sfatygowaną niepomiernie, ale widać na niej, że na Krokwi, tylko jedna skocznia jest, i że Zakopane kiedyś miało czym oddychać.



czwartek, 7 czerwca 2012

Już niedługo lato

Nie mogę uwierzyć własnym oczom, kozy są tak rozsmakowane w soczystej kwietnej łące, że w ogóle na mnie nie zwracają uwagi, a normalnie, to każdego przechodnia zaczepiają i nachalnie domagają się smakołyków.



Będą poziomki,
będą poziomki,
będą poziomki,
oczywiście tylko wtedy jak pogoda nie spłata figla.



No bo grzyby już są.



Storczyki ukrywają się w trawie, ale ludzie kochani, to naprawdę nie powód, by przechodzić obok niech obojętnie. No co? Tylko ja mam je focić?
Z takim wypasionym sprzętem się spaceruje, ale żeby ktoś się pofatygował to, co to, to już nie, powiedziałam z nieukrywanym oburzeniem.



Przecudna storczykowo-bodziszkowo-mleczakowa łąka. Że nie widać? Fakt, na żywo zdecydowanie piękniejsza.




Ps.
Do notki wysłałam jeszcze trzy fotki, i w picasa są, a tu nie :-(
Oj, coś mi się wydaje, iż zbyt wiele z rąk mi się wymyka.


niedziela, 3 czerwca 2012

Dobrze, że chociaż jeszcze kwitną storczyki

Piekarnik złośliwie się zepsuł, szczoteczka do zębów też. No i okazało się, że zwykłą szczoteczką tyle lat myłam ząbki, a teraz nie potrafię, tzn. daję radę, ale ręka mi drętwieje, że o całej zachlapanej łazience nie wspomnę. Z okularów wypada mi szkło, tak samo z siebie, ale nauczyłam się śrubokrętem prawie po omacku odkręcić śrubkę wcisnąć szkło w oprawkę i z trudem zakręcić, uff i jakoś przez chwilę się trzyma. A dzisiaj paradowałam w dziurawej skarpetce w sandałku, ale wstyd, nie dość, że to podobno nie wypada skarpetę w sandał to jeszcze ta dziura. Niech no pomyślę, to chyba prawo serii dało o sobie znać.