poniedziałek, 22 września 2014

To nie nasze umiejętności świadczą o nas

lecz dojrzałe decyzje.

Spryt i bystrość.

Harry kontra Cho Chang

Prawość, odwaga, uczciwość i do wyczynów ochota.

Gryfoni górą

Zaradność, zdecydowanie, lekceważenie zasad.

wtorek, 16 września 2014

Przepis na dobry kryminał




Wiesbaden, Hotel Victoria
À M. Theodore Dostoiewsky

Wielce Szanowny Panie Fiodorze Michajłowiczu!
Otrzymałem list Pański i przyznam, że byłem z niego bardzo niezadowolony. Chce Pan pieniędzy, ale pisać, o co Pana prosiłem, nie ma zamiaru. Nieładnie. Jak Pan wie, u mnie bilety kredytowe nie rosną na drzewach. Mówiłem Panu w Petersburgu i powtórzę teraz bez żadnych eufemizmów. Pomysł opowieści o pijakach i biedakach, którym próbuje mnie Pan zaciekawić, ani trochę mnie nie nęci. Nie za to dałem Panu siedem tysięcy, ale za powieść kryminalną w duchu Gaboriau albo Edgara Poe. Tego właśnie pragnie publiczność, a nie żadnych skrzywdzonych i poniżonych.
Ach, ojczulku, Fiodorze Michajłowiczu, niechby Pan tak opisał zbrodnię straszną, tajemniczą, żeby był rozlew krwi, i nie jedno morderstwo, ale kilka, koniecznie. Z Pańskim talentem! Żeby czytelnikom, a jeszcze lepiej czytelniczkom ciarki przeszły po skórze!
Skarży się pan, że wymyślanie tematów kryminalnych jest dla Pana rzeczą trudną i nudną. No więc niech Pan nie wymyśla! Życie jest najlepszym dostawcą tematów. Nie dalej jak onegdaj w "Moskiewskich Wiadomościach Gubernialnych" czytałem o procesie pewnego tamtejszego subiekta, kupieckiego syna Gierasima Czistowa. Ów młody człowiek, lat 27, raskolnik jeśli chodzi o wyznanie, w styczniu tego roku zamordował z premedytacją dwie staruszki, kucharkę i praczkę, chcąc obrabować ich gospodynię, mieszczankę nazwiskiem Dubrowin. Zbrodni dokonano między godziną 7 a 9 wieczór. Zabite zostały znalezione przez Dubrowina, syna właścicielki mieszkania, w różnych pokojach, każda w kałuży krwi. Wszędzie poniewierały się rzeczy wyjęte z okutej skrzyni. Złoczyńca zabrał pieniądze, srebrne i złote przedmioty. Staruszki zamordowane zostały osobno, w różnych pokojach, i nie stawiały oporu. Ciało każdej pokryte było mnóstwem ran, zadanych najwyraźniej siekierą. Nawiasem mówiąc, właśnie ta siekiera, nadzwyczaj ostra i o krótkim stylisku, jest głównym dowodem przeciwko oskarżonemu subiektowi.
Dlaczegóż to właśnie nie miałoby się stać kanwą Pańskiej powieści kryminalnej?
Radzę tylko: lepiej uczynić zabójcą nie subiekta, ale człowieka wykształconego, z towarzystwa. Na przykład studenta, bo sam Pan wie jacy są teraz studenci. Zresztą nie nalegam, żeby to był student, tu już zdaję się całkiem na Pański wybór, bo znowu postępowa publiczność może dopatrzyć się aluzji do współczesnej młodzieży i obrazi się, a po co mamy obrażać postępową publiczność, skoro to właśnie ona najczęściej kupuje książki? Tak że co do zbrodniarza, niech Pan sam zdecyduje, byle tylko pozostał do końca nieznany dla czytelnika. Proszę sobie zapamiętać, że to najważniejsza reguła w powieści kryminalnej.
Aha, i jeszcze proszę dopilnować, by w centrum akcji znalazł się nie przestępca, ale śledczy, obrońca prawa, taki przystojny, romantyczny błękitnooki brunet, jakich lubią czytelniczki. Byle tylko nie brać za wzór amatora w rodzaju Dupina z Poego. Dzięki Bogu, tu nie Francja ani Ameryka, i nie prywatne osoby wykrywają u nas zbrodnie, tylko słudzy prawa. A i cenzorzy by tego nie pochwalili. Niech Pański bohater będzie człowiekiem statecznym. Powiedzmy, komisarzem śledczym albo rewirowym. Brzmi to, oczywiście, mało romantycznie, jeśli jednak nie uda się Panu połączyć romantyczności ze służbą państwową, to Bóg z nią, to znaczy z romantycznością, byle tylko bohater był człowiekiem zabezpieczonym, o solidnej pozycji społecznej.
Najusilniej zaś błagam o to, by Pan unikał zwykłego swojego ciężkiego styłu. Proszę pisać lżej, weselej, i niechże Pan się wystrzega swoich ulubionych zdań na cały akapit. Publiczność nie za to płaci, żeby jej psuć nastrój albo obciążać umysł. Jak najmniej cierpień i nieszczęśliwców. Ja Panu, najdroższy Fiodorze Michajłowiczu, nie za lekturę cierpiętniczą obiecuję siedem tysięcy. Niech Pan tylko pomyśli, siedem tysięcy! Tyle Panu nie zapłaci ani Korsz, ani tym bardziej Krajewski.
Wczuwając się w Pańską obecną trudną sytuację, wysyłam niniejszym 175 talarów, ale to bynajmniej nie pożyczka, z zasadniczych bowiem powodów nigdy nikomu pieniędzy nie pożyczam, tylko zaliczka na nową powieść. Jeśli nie ma Pan ochoty pisać — proszę odesłać pieniądze odwrotną pocztą. Jeśli natomiast Pan się zgadza, to niech będzie łaskaw złożyć podpis na dołączonym pokwitowaniu i takowe mi odesłać.

Pański uniżony sługa
Fiodor Stełłowski


cytat pochodzi z książki Pana Borisa Akunina "F.M."

a kot z ogródka :-)