ale również zimny wiatr,
dlatego jeszcze przez chwilę
Nosal będzie z daleka pokazywał śnieżny język.
Lubię spoglądać na południe,
kiedy w górach śnieg,
a w dolinie świeżutka zieleń.
Patrząc na północ
jeszcze dostrzegam
na południowym stoku Gubałówki
resztki śniegu.
Ależ go sypnęło w tym roku.
Wysoko nad głową
huczały silniki
stalowego ptaka.
A pod nogami
stróż podwórka i przyległości
tłumaczył mi zajadle,
że może i przyłączyłby się do mnie na spacerek,
ale z nieznajomymi się nie zadaje.
O szyszkach już było?
Ee, naprawdę?
To bardzo proszę spojrzeć jeszcze na świerkowe.
Jeszcze raz rzut oka na północ.
Tutaj armatki śnieżne też na pełnych obrotach pracowały przedłużając sezon zimowy.
Jak budowano ten hotel, to się działo. W tym czasie sporo miejscowych panien do Jugosławii wyjechało.
Wiosną i jesienią można z daleka zorientować się
jak zróżnicowany jest drzewostan w reglach.
Górne zdjęcie zostało pstryknięte niecałe pół minuty wcześniej od dolnego.
Zachodni zimny wiatr przygnał chmury,
ale ja i tak lubię, gdy wieją wiatry,
powietrze jest wtedy w miarę czyste.
Coraz mniej gęsich szyjek,
którymi można było przejść.
Stare ploty się walą,
nowe powstają,
a moje spacery po bezdrożach pomału kończą się.
Ścieżek rowerowych też nie ma.
