A tu
urok starej fotografii po raz pierwszy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą link. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą link. Pokaż wszystkie posty
środa, 7 stycznia 2015
niedziela, 6 maja 2012
Galicowa Grapa, Gliczarów-Stołowe i z oddali Hawrań
Idąc przez Poronin w kierunku Krakowa przechodzimy obok kościoła Św. Marii Magdaleny i jeżeli się już do świątyni nie wstępuje, to warto chociaż spojrzeć na umieszczoną na jej ścianie pięknie opisaną panoramę Tatr, którą będzie można podziwiać jeżeli się troszeczkę dalej skręci w prawo, by pójść czerwonym szlakiem na Galicową Grapę,
a swoją drogą ciekawe; dlaczego na niektórych mapach opisaną, jako Szostacka Grapa.
Łatwo trafić, bo drogowskaz informuje, że gdzieś tam po drodze zobaczymy Krzyż Grunwaldzki,
ale jeżeli chcemy go obejrzeć,
to po minięciu szkoły,
no tak,
tutaj można się zorientować co oznacza określenie; mieć pod górkę do szkoły,
zapomniemy o czerwonym szlaku
i skierujemy się za ostatnim budynkiem,
przy którym piesek przyjaźnie merda ogonkiem dodając włóczykijom otuchy,
w prawo za krzewy.
A jak pójdziemy za szlakiem tak jak Alusia,
to raz, że nie zobaczymy krzyża,
no i dwa, wielce prawdopodobne, że się w błocie unuramy.
Zatem idąc dalej polną drogą z pewnością przejdziemy przez Gliczarów-Stołowe, w którym rozpoczyna się asfaltówka i poprzez Gliczarów Górny dotrzemy do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, skąd, to już jak kto woli. Ja zażyczyłam sobie na Głodówkę i poprzez Wierch Poroniec na Toporową Cyrhlę.
Dobrze.
Tyle tyłułem wstępu wystarczy.
Ruszamy podziwiać piękne widoki
i jak tylko Pysny stit durnia z nas nie zrobi,
a Kołowy nie wykołuje,
to jeszcze może uda się zrobić małą powtórkę pt.; i co to za skały przed sobą widzimy?
Na moje szczęście dość wcześnie zaczynają się interesujące widoki,
nie ukrywam,
iż każdy pretekst do wypoczynku będę skrzętnie wykorzystywać,
gdyż ta niewinnie wyglądająca polna droga wycisnęła ze mnie wszystkie poty,
aha,
bo nie wspomniałam jeszcze, że rower pod górę pchałam,
a słoneczko uczciwie podgrzewało już i tak ciepłe powietrze przygnane wiatrami znad Sahary.
Na powyższej fotce wszyscy widzą maszt na Gubałówce; prawda?
A na poniższej starego znajomego; czyż nie?
Jaka ładna panoramka.
No tak, byłaby, ale ją trochę obcięłam z boku, co dla mojego programu obsługującego tego typu zdjęcia, ta fotka już nie jest panoramą i nie mogę jej oglądać filmowym, czyli przyjaznym dla oka przewijaniem.
Jesteśmy trochę wyżej i prawdę mówiąc już prawie bez sił,
chociaż wszelkimi sposobami odsuwam od siebie tę zabójczą myśl.
Wyciągam z plecaka aparat i znowu widzę maszt na Gubałówce,
śnieg w Tatrach
i świeżutką soczystą zieleń na polanie pod stopami.
Powoli zapominam o zmęczeniu, a ponieważ zbliża się do nas Gaździna z Gliczarowa-Stołowe chętnie rozpoczynamy rozmowę.
Dowiadujemy się z przykrością, że Krzyż Grunwaldzki minęliśmy nie wiedzieć kiedy,
ale Pani podnosi nas na duchu, że już niedaleko mamy do Gliczarowa Górnego,
a przede wszystkim nie tak ostro pod górę.
Jeszcze tylko uradujemy sobie oczy widokiem Babiej Góry
i wyruszamy dalej ku pięknym widokom.
O rany, nie mogę uwierzyć, ale już jesteśmy we wsi Gliczarów–Stołowe.
Rozpościerające się z tej wsi widoki są rozkoszą dla oczu.
Szczerą prawdę powiadają ci, którzy twierdzą, iż właśnie stąd najpiękniej widać panoramę Tatr.
Joj, czegóż stąd nie widać :-)
...
...
...
...
...
Proszę?
Aha!
Dobrze.
Teraz każdy może się sam pobawić i nadać odpowiednie nazwy tym szczytom kukającym na nas zza masywu Wołoszyna, aż do Kaczego Szczytu.
Bierzemy mapę, linijkę i kombinujemy; co my tu widzimy.
Pamiętamy o kątach,
o wysokościach,
o naszym położeniu,
o przesuwaniu, nakładaniu oraz chowaniu się
i o takich górach jak:
Żabi Koń – 2291,
Rysy – 2503,
Ciężki Szczyt – 2500,
Wysoka – 2547,
Młynarz – 2170,
Ganek – 2465,
Rumanowy Szczyt – 2428,
Żłobisty Szczyt – 2433,
Kończysta – 2540,
że mały wybór?
Ależ proszę bardzo, teoretycznie można wziąć jeszcze inne pod uwagę;
Żabia Turnia Mięguszowiecka – 2336,
Wołowa Turnia – 2373,
Mięguszowiecki Szczyt Czarny – 2410,
Mięguszowiecki Szczyt Pośredni – 2393,
Mięguszowiecki Szczyt – 2438,
Cubryna – 2376,
Wystarczy?
Nie?
No to jeszcze dorzucę Miedziane – 2233, a co mi tam.
Ach, byłabym zapomniała, trzeba pamiętać jeszcze o tym, że anioł dość gęsto te skały tam poukładał.
Część wycieczki przypisuje metodą na chybił trafił nazwę do szczytu,
druga ekipa kontruje ustalenia pierwszej,
a reszta wycieczki idzie sobie dalej.
...
...
...
...
...
Teraz troszkę z górki,
troszkę pod górę,
ale już jest zdecydowanie lżej, bo asfaltówką,
i tak nieśpiesznie, bo widoki och i ach,
aż do Gliczarowa Górnego, z którego na zabicie się jedziemy z górki na pazurki, do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, gdzie zsiadamy z rowerów lekko obrażeni na nie,
za bolące plecy,
za sponiewierane nadgarstki
i w ogóle za to, że znowu pod górę aż do Głodówki.
Po drodze widzę, że stary znajomy znowu się z nas nabija,
a Wołoszyn i Koszysta trwają niezmiennie ramię w ramię.
Aaaaaaaaaaaa,
to ten kawałek drogi, na którym teraz stoję widziałam z Rusinowej Polany, się wyjaśniło.
Tak, ta góra już od dawna stanowi dla mnie wyzwanie;
czy ktoś może wie jak ją zwą?
a swoją drogą ciekawe; dlaczego na niektórych mapach opisaną, jako Szostacka Grapa.
Łatwo trafić, bo drogowskaz informuje, że gdzieś tam po drodze zobaczymy Krzyż Grunwaldzki,
ale jeżeli chcemy go obejrzeć,
to po minięciu szkoły,
no tak,
tutaj można się zorientować co oznacza określenie; mieć pod górkę do szkoły,
zapomniemy o czerwonym szlaku
i skierujemy się za ostatnim budynkiem,
przy którym piesek przyjaźnie merda ogonkiem dodając włóczykijom otuchy,
w prawo za krzewy.
A jak pójdziemy za szlakiem tak jak Alusia,
to raz, że nie zobaczymy krzyża,
no i dwa, wielce prawdopodobne, że się w błocie unuramy.
Zatem idąc dalej polną drogą z pewnością przejdziemy przez Gliczarów-Stołowe, w którym rozpoczyna się asfaltówka i poprzez Gliczarów Górny dotrzemy do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, skąd, to już jak kto woli. Ja zażyczyłam sobie na Głodówkę i poprzez Wierch Poroniec na Toporową Cyrhlę.
Dobrze.
Tyle tyłułem wstępu wystarczy.
Ruszamy podziwiać piękne widoki
i jak tylko Pysny stit durnia z nas nie zrobi,
a Kołowy nie wykołuje,
to jeszcze może uda się zrobić małą powtórkę pt.; i co to za skały przed sobą widzimy?
Na moje szczęście dość wcześnie zaczynają się interesujące widoki,
nie ukrywam,
iż każdy pretekst do wypoczynku będę skrzętnie wykorzystywać,
gdyż ta niewinnie wyglądająca polna droga wycisnęła ze mnie wszystkie poty,
aha,
bo nie wspomniałam jeszcze, że rower pod górę pchałam,
a słoneczko uczciwie podgrzewało już i tak ciepłe powietrze przygnane wiatrami znad Sahary.
Na powyższej fotce wszyscy widzą maszt na Gubałówce; prawda?
A na poniższej starego znajomego; czyż nie?
Jaka ładna panoramka.
No tak, byłaby, ale ją trochę obcięłam z boku, co dla mojego programu obsługującego tego typu zdjęcia, ta fotka już nie jest panoramą i nie mogę jej oglądać filmowym, czyli przyjaznym dla oka przewijaniem.
Jesteśmy trochę wyżej i prawdę mówiąc już prawie bez sił,
chociaż wszelkimi sposobami odsuwam od siebie tę zabójczą myśl.
Wyciągam z plecaka aparat i znowu widzę maszt na Gubałówce,
śnieg w Tatrach
i świeżutką soczystą zieleń na polanie pod stopami.
Powoli zapominam o zmęczeniu, a ponieważ zbliża się do nas Gaździna z Gliczarowa-Stołowe chętnie rozpoczynamy rozmowę.
Dowiadujemy się z przykrością, że Krzyż Grunwaldzki minęliśmy nie wiedzieć kiedy,
ale Pani podnosi nas na duchu, że już niedaleko mamy do Gliczarowa Górnego,
a przede wszystkim nie tak ostro pod górę.
Jeszcze tylko uradujemy sobie oczy widokiem Babiej Góry
i wyruszamy dalej ku pięknym widokom.
O rany, nie mogę uwierzyć, ale już jesteśmy we wsi Gliczarów–Stołowe.
Rozpościerające się z tej wsi widoki są rozkoszą dla oczu.
Szczerą prawdę powiadają ci, którzy twierdzą, iż właśnie stąd najpiękniej widać panoramę Tatr.
Joj, czegóż stąd nie widać :-)
...
...
...
...
...
Proszę?
Aha!
Dobrze.
Teraz każdy może się sam pobawić i nadać odpowiednie nazwy tym szczytom kukającym na nas zza masywu Wołoszyna, aż do Kaczego Szczytu.
Bierzemy mapę, linijkę i kombinujemy; co my tu widzimy.
Pamiętamy o kątach,
o wysokościach,
o naszym położeniu,
o przesuwaniu, nakładaniu oraz chowaniu się
i o takich górach jak:
Żabi Koń – 2291,
Rysy – 2503,
Ciężki Szczyt – 2500,
Wysoka – 2547,
Młynarz – 2170,
Ganek – 2465,
Rumanowy Szczyt – 2428,
Żłobisty Szczyt – 2433,
Kończysta – 2540,
że mały wybór?
Ależ proszę bardzo, teoretycznie można wziąć jeszcze inne pod uwagę;
Żabia Turnia Mięguszowiecka – 2336,
Wołowa Turnia – 2373,
Mięguszowiecki Szczyt Czarny – 2410,
Mięguszowiecki Szczyt Pośredni – 2393,
Mięguszowiecki Szczyt – 2438,
Cubryna – 2376,
Wystarczy?
Nie?
No to jeszcze dorzucę Miedziane – 2233, a co mi tam.
Ach, byłabym zapomniała, trzeba pamiętać jeszcze o tym, że anioł dość gęsto te skały tam poukładał.
Część wycieczki przypisuje metodą na chybił trafił nazwę do szczytu,
druga ekipa kontruje ustalenia pierwszej,
a reszta wycieczki idzie sobie dalej.
...
...
...
...
...
Teraz troszkę z górki,
troszkę pod górę,
ale już jest zdecydowanie lżej, bo asfaltówką,
i tak nieśpiesznie, bo widoki och i ach,
aż do Gliczarowa Górnego, z którego na zabicie się jedziemy z górki na pazurki, do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, gdzie zsiadamy z rowerów lekko obrażeni na nie,
za bolące plecy,
za sponiewierane nadgarstki
i w ogóle za to, że znowu pod górę aż do Głodówki.
Po drodze widzę, że stary znajomy znowu się z nas nabija,
a Wołoszyn i Koszysta trwają niezmiennie ramię w ramię.
Aaaaaaaaaaaa,
to ten kawałek drogi, na którym teraz stoję widziałam z Rusinowej Polany, się wyjaśniło.
Tak, ta góra już od dawna stanowi dla mnie wyzwanie;
czy ktoś może wie jak ją zwą?
I oto Polana Głodówka,
ta sama, na której krowy są wiecznie głodne,
bo się nie pasą, tylko widoki podziwiają.
Aaaaaaaa,
mam cię Stara Jaworzynko udająca z daleka stopę Hawrania.
Jak miło,
dostrzegłam swym bystrym wzrokiem, że przy drodze do Morskiego Oka,
czy jak kto woli na Łysą Polanę wybudowana została platforma widokowa.
Koniecznie muszę sprawdzić jakie widoki się z niej rozpościerają.
Zachęcam do zatrzymania się, na parkingu przy platformie widokowej,
jest niewielki, ale kilka samochodów na nim się zmieści, pod warunkiem, że nie będą to tzw. maluchy, bo wiadomo, że dwa maluchy zajmują tyle miejsca, ile wystarczy dla trzech dużych autobusów.
Sami powiedzcie; czyż nie warto?
Wszak poniższa fotka przedstawia tylko namiastkę tych cudowności, które tam można zobaczyć.
Etykiety:
Galicowa Grapa,
Gliczarów-Stołowe,
Głodówka,
link,
Tatry,
Z opisane
niedziela, 11 grudnia 2011
Salamandra w Kościelisku
Jeden z piękniejszych obiektów ze wspaniałymi widokami na panoramę Tatr z daleka jeszcze ładnie wygląda, ale

z bliska widać, że pilnie potrzebuje ręki prawdziwego gospodarza.

W prasie można przeczytać to i owo.
No cóż, kosztowne procesy sądowe trwają w nieskończoność, a w międzyczasie lepkie ręce zabierają dosłownie wszystko, łącznie z klapami kanalizacyjnymi, także trzeba dobrze patrzeć pod nogi by nie zniknąć pod ziemią, i nie przypuszczam, by pożary były przypadkowe.

Losy budynków też bywają smutne, podobnie jak ludzkie doświadczenia.

Do środka wolałam nie wchodzić, zdecydowanie wystarczył mi zewnętrzny obraz dziadostwa.

Aha, obiekt jest chroniony, przynajmniej tak informuje umieszczona tabliczka, i pewnie jest, bo aż strach pomyśleć, jaki byłby jego obraz gdyby pozostawić go samemu sobie.
z bliska widać, że pilnie potrzebuje ręki prawdziwego gospodarza.
W prasie można przeczytać to i owo.
No cóż, kosztowne procesy sądowe trwają w nieskończoność, a w międzyczasie lepkie ręce zabierają dosłownie wszystko, łącznie z klapami kanalizacyjnymi, także trzeba dobrze patrzeć pod nogi by nie zniknąć pod ziemią, i nie przypuszczam, by pożary były przypadkowe.
Losy budynków też bywają smutne, podobnie jak ludzkie doświadczenia.
Do środka wolałam nie wchodzić, zdecydowanie wystarczył mi zewnętrzny obraz dziadostwa.
Aha, obiekt jest chroniony, przynajmniej tak informuje umieszczona tabliczka, i pewnie jest, bo aż strach pomyśleć, jaki byłby jego obraz gdyby pozostawić go samemu sobie.
sobota, 15 października 2011
Jastrzębia Turnia i Kogutki
No jak ja mogłam tę skałkę w tej notce na trzech ostatnich fotkach nazwać Jastrzębią Turnią, no jak?
Taki wstyd!

Dopiero gdy wyszłam na Jastrzębią Turnię i się dobrze rozejrzałam,
to zorientowałam się,, że ...
o jejku jaki wstyd!

Ależ mnie zaskoczył widok KBK z tego miejsca.

Ta skała o wielu twarzach, to oczywiście Kogutki,

a ta skała, to też Kogutki, ale właśnie z tych trzech fotek ze wspomnianej już notki i z pierwszej fotki w tej notce.
O rany, taki wstyd!

Ładne widoki z tych skałek się roztaczają,

a i same skałki urocze kształty przybierają.

Czas przestać się wstydzić i zacząć działać,
i przede wszystkim raz na zawsze zapamiętać,
że skały uwielbiają się bawić w chowanego.
Takie widoki rozpościerają się z tegoż Kogutka,
który bezlitośnie sobie ze mnie zakpił.
O jak kapitalnie widać wieżę ze średniej skoczni oraz nowo wyremontowane boisko piłkarskie w starym kamieniołomie, za którym usytuowany jest kawałek toru lodowego, po którym zimną śmigają panczeniści a i bywało, że Alusia.

Gdy tak sobie patrzę na Krokiew z Sarniej Skały, to widzę jak jeszcze duży teren pozostał mi do zwiedzenia, ależ się cieszę na te nieznane mi widoki, które być może uda mi się kiedyś zobaczyć.

Taki wstyd!
Dopiero gdy wyszłam na Jastrzębią Turnię i się dobrze rozejrzałam,
to zorientowałam się,, że ...
o jejku jaki wstyd!
Ależ mnie zaskoczył widok KBK z tego miejsca.
Ta skała o wielu twarzach, to oczywiście Kogutki,
a ta skała, to też Kogutki, ale właśnie z tych trzech fotek ze wspomnianej już notki i z pierwszej fotki w tej notce.
O rany, taki wstyd!
Ładne widoki z tych skałek się roztaczają,
a i same skałki urocze kształty przybierają.
Czas przestać się wstydzić i zacząć działać,
i przede wszystkim raz na zawsze zapamiętać,
że skały uwielbiają się bawić w chowanego.
Takie widoki rozpościerają się z tegoż Kogutka,
który bezlitośnie sobie ze mnie zakpił.
O jak kapitalnie widać wieżę ze średniej skoczni oraz nowo wyremontowane boisko piłkarskie w starym kamieniołomie, za którym usytuowany jest kawałek toru lodowego, po którym zimną śmigają panczeniści a i bywało, że Alusia.
Gdy tak sobie patrzę na Krokiew z Sarniej Skały, to widzę jak jeszcze duży teren pozostał mi do zwiedzenia, ależ się cieszę na te nieznane mi widoki, które być może uda mi się kiedyś zobaczyć.
środa, 24 sierpnia 2011
Największy w Europie dach kryty gontem
Dom Turysty w Zakopanem

to tak jedynie jako ciekawostka, chociaż przyznaję, iż dach domu jest tym elementem, na który w pierwszej kolejności zwracam uwagę.
Poniższa fotka dodana 11 kwietnia 2012 roku.
Czas na remont,
no tak, to się nazywa spory front robót.

Aha
a ten kawałeczek budynku w lewym dolnym rogu fotki, to oczywiście Muzeum Tatrzańskie.
Po remoncie w 2012 roku rekord jest nieaktualny.
to tak jedynie jako ciekawostka, chociaż przyznaję, iż dach domu jest tym elementem, na który w pierwszej kolejności zwracam uwagę.
Poniższa fotka dodana 11 kwietnia 2012 roku.
Czas na remont,
no tak, to się nazywa spory front robót.
Aha
a ten kawałeczek budynku w lewym dolnym rogu fotki, to oczywiście Muzeum Tatrzańskie.
Po remoncie w 2012 roku rekord jest nieaktualny.
niedziela, 21 sierpnia 2011
Kaplica na Jaszczurówce
Serpentynka z Jaszczurówki na Cyrhlę wije się wokół tej pięknej perełki.
...
...
...
Witrażowe okna mają w sobie coś z magii.
Z zewnątrz też wyglądają interesująco, ale od wewnątrz wręcz bajkowo.
...
Witraże znajdujące się po obu stronach ołtarza są szczególnie chronione,
a jak wyglądają od wewnątrz?
To już każdy musi sam na własne oczy zobaczyć.
Pozostałe okna też warte obejrzenia,
...
w niektórych można sobie taki autoportret zrobić,
a za nimi, w podziemiach wystawę obejrzeć.
...
...
...
Witrażowe okna mają w sobie coś z magii.
Z zewnątrz też wyglądają interesująco, ale od wewnątrz wręcz bajkowo.
...
Witraże znajdujące się po obu stronach ołtarza są szczególnie chronione,
a jak wyglądają od wewnątrz?
To już każdy musi sam na własne oczy zobaczyć.
Pozostałe okna też warte obejrzenia,
...
w niektórych można sobie taki autoportret zrobić,
a za nimi, w podziemiach wystawę obejrzeć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







