Ech, poszłabym chętnie w te wykroty, rozmarzyłam się.
Ale jeszcze nie teraz, zasmuciłam się nad swym losem.
Idę ścieżką, którą można nazwać chodnikiem. Obok płynie wartki potok, i to tak sprytnie, że u wylotu doliny woda szumi w korycie, by po chwili ukryć się cichutko pod ziemią.
Podobnie jak w Dolinie za Bramką wystarczy 25 minut spaceru by dojść do końca doliny, czyli do tej Dziury. Oczywiście, gdy się idzie ścieżką, a nie zbacza w wykroty.
Zatem szczęśliwie dotarłam do stóp wapiennej baszty wyrastającej z grzbietu Spaleńca, otoczonej starymi bukami.
Do Zbójeckiej Jamy nie wchodzimy, bo raz, że już kiedyś w niej byliśmy, a dwa, teraz podstępnie nikt nie wziął ze sobą latarki, tak jakoś głupio wyszło. No co? Każdemu może się przytrafić, więc skąd ten pomysł, że mnie się nie zdarzy? Zarumieniłam się ze wstydu.
Kwiatuszek dla wszystkich miłych gości :-)
Ptaszek dla uskrzydlonych :-)
A ten przybysz z kosmosu dla mnie, rzuciłam się na niego zachłannie :-)
ps
cytat na dzisiaj
Adam Mickiewicz
PODRÓŻNI
(W IMIONNIKU E. HOŁOWIŃSKIEJ)
Błądzącym wśród ciasnego dni naszych przestworza
Życie jest wąską ścieżką łączącą dwa morza:
Wszyscy z przepaści mglistej w przepaść lecim mroczną.
Jedni najprościej dążą i najrychlej spoczną,
Drugich ciągną na stronę łudzące widoki:
Plony, ogrojce wdzięków lub sławy opoki.
Szczęśliwi! jeśli goniąc mary wyobraźni,
Przed końcem drogi znajdą świątynię przyjaźni!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina ku Dziurze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina ku Dziurze. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
W drodze do Doliny ku Dziurze
W zagrodzie naprzeciw wylotu dolinki, na polanie Grześkówce, mieszkał kiedyś rozbójnik i awanturnik Wojciech Mateja.
Lesista Dolina ku Dziurze wcina się w północne stoki Sarniej Skały. Zachodnie obramowanie tworzy grzbiet Grześkówek, a wschodnie Spaleniec.
ps
a dzisiaj w piątek trzynastego;
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Portret
Usta twoje: ocean różowy.
Spojrzenie: fala wzburzona.
A twoje szerokie ramiona:
Pas ratunkowy...
Lesista Dolina ku Dziurze wcina się w północne stoki Sarniej Skały. Zachodnie obramowanie tworzy grzbiet Grześkówek, a wschodnie Spaleniec.
ps
a dzisiaj w piątek trzynastego;
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Portret
Usta twoje: ocean różowy.
Spojrzenie: fala wzburzona.
A twoje szerokie ramiona:
Pas ratunkowy...
sobota, 10 października 2009
Dolina ku Dziurze
Świetna w upalne dnie dla takich uczuleniowców na słońce jak ja. Idzie się praktycznie cały czas w cieniu drzew,
potokiem płynie woda albo nie,

a na końcu jest dziura w skale.

Nikt się nie oprze tej jaskini,
każdy chce doń wejść,
chociaż te parę metrów w głąb.
W górę spoglądam i ogarnia mnie strach,
ach, ta twarz,
ta twarz.

Jeszcze raz patrzę w kierunku świetlika,
i widzę buki,
a buki panie tutaj strzeliste są
do nieba się rwą.

Skała, którą mozolnie przez lata kształtuje woda,
ta nieskomplikowana substancja swobodnie ścieka,
czasami w rwący strumień się zamienia,
płatkiem śniegu delikatnie opada,
lodem skuje i bezlitośnie skruszy.

By głębiej wejść jednak potrzebna jest latarka
nie chciało się łaskawie zabrać do plecaka, prawda?
Dobrze, że Alusia ma przy sobie swój niezbędnik podróżnika,
to chętnie pożyczy.

No tak, pożyczy i sama zostanie na górze, no w końcu ktoś do domu musi wrócić.

I tutaj już nie moje foty, niemniej autor zezwolił je umieścić, bo bardzo lubi dzielić się z ludzkością swoimi spostrzeżeniami.
Czy ta postać z drzewa, to przypadkiem nie ostatni zbójnik Skalnego Podhala Mateja?

O! Alusia,
za tym czerwonym światełkiem ten duch to jam jest,
powiedziałam z dumą.
Jak widać, tym razem asekuracyjnie zostałam blisko wlotu do jaskini.

Co jest dalej?
Ja nie wiem, a jeżeli Ty chcesz pójść i sprawdzić, to nie zapomnij zabrać ze sobą odpowiedniego wyposażenia oraz człowieka, który Cię nigdy nie zawiedzie i pomimo odczuwanego strachu nie zostawi w biedzie.

Uff, z powrotem na powierzchni,
ostatni rzut oka na dziurę,
następni chętni zanurzają się w ciemną przestrzeń;
ciekawe czy mają ze sobą latarkę? ;-)
potokiem płynie woda albo nie,
a na końcu jest dziura w skale.
Nikt się nie oprze tej jaskini,
każdy chce doń wejść,
chociaż te parę metrów w głąb.
W górę spoglądam i ogarnia mnie strach,
ach, ta twarz,
ta twarz.
Jeszcze raz patrzę w kierunku świetlika,
i widzę buki,
a buki panie tutaj strzeliste są
do nieba się rwą.
Skała, którą mozolnie przez lata kształtuje woda,
ta nieskomplikowana substancja swobodnie ścieka,
czasami w rwący strumień się zamienia,
płatkiem śniegu delikatnie opada,
lodem skuje i bezlitośnie skruszy.
By głębiej wejść jednak potrzebna jest latarka
nie chciało się łaskawie zabrać do plecaka, prawda?
Dobrze, że Alusia ma przy sobie swój niezbędnik podróżnika,
to chętnie pożyczy.
No tak, pożyczy i sama zostanie na górze, no w końcu ktoś do domu musi wrócić.
I tutaj już nie moje foty, niemniej autor zezwolił je umieścić, bo bardzo lubi dzielić się z ludzkością swoimi spostrzeżeniami.
Czy ta postać z drzewa, to przypadkiem nie ostatni zbójnik Skalnego Podhala Mateja?
O! Alusia,
za tym czerwonym światełkiem ten duch to jam jest,
powiedziałam z dumą.
Jak widać, tym razem asekuracyjnie zostałam blisko wlotu do jaskini.
Co jest dalej?
Ja nie wiem, a jeżeli Ty chcesz pójść i sprawdzić, to nie zapomnij zabrać ze sobą odpowiedniego wyposażenia oraz człowieka, który Cię nigdy nie zawiedzie i pomimo odczuwanego strachu nie zostawi w biedzie.
Uff, z powrotem na powierzchni,
ostatni rzut oka na dziurę,
następni chętni zanurzają się w ciemną przestrzeń;
ciekawe czy mają ze sobą latarkę? ;-)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
