Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Czasami im bliżej jesteś prawdy tym mniej prawdy widzisz


Ludzie kłócą się wtedy, gdy zaborczość wymyka się spod kontroli.



Wielkość człowieka
nie potrzebuje tytułów
mądrość nie szuka uznania
a elegancja nie domaga się uwagi

poniedziałek, 15 grudnia 2025

piątek, 23 września 2016

Już jesień, a latem ładnie było i ciepło, i w ogóle,

i tylko Granaty tak daleko.


Drzemka na pograniczu snu i jawy.

środa, 22 października 2014

Dzisiaj za oknem razem z deszczem

spadł pierwszy śnieg.



Oj, chciałoby się dać ponieść płochej pokusie przygodzie.

sobota, 14 czerwca 2014

Późnym popołudniem Dolina ku Dziurze

Ech, poszłabym chętnie w te wykroty, rozmarzyłam się.


Ale jeszcze nie teraz, zasmuciłam się nad swym losem.


Idę ścieżką, którą można nazwać chodnikiem. Obok płynie wartki potok, i to tak sprytnie, że u wylotu doliny woda szumi w korycie, by po chwili ukryć się cichutko pod ziemią.


Podobnie jak w Dolinie za Bramką wystarczy 25 minut spaceru by dojść do końca doliny, czyli do tej Dziury. Oczywiście, gdy się idzie ścieżką, a nie zbacza w wykroty.
Zatem szczęśliwie dotarłam do stóp wapiennej baszty wyrastającej z grzbietu Spaleńca, otoczonej starymi bukami.
Do Zbójeckiej Jamy nie wchodzimy, bo raz, że już kiedyś w niej byliśmy, a dwa, teraz podstępnie nikt nie wziął ze sobą latarki, tak jakoś głupio wyszło. No co? Każdemu może się przytrafić, więc skąd ten pomysł, że mnie się nie zdarzy? Zarumieniłam się ze wstydu.


Kwiatuszek dla wszystkich miłych gości :-)


Ptaszek dla uskrzydlonych :-)


A ten przybysz z kosmosu dla mnie, rzuciłam się na niego zachłannie :-)


ps
cytat na dzisiaj

Adam Mickiewicz

PODRÓŻNI
(W IMIONNIKU E. HOŁOWIŃSKIEJ)

Błądzącym wśród ciasnego dni naszych przestworza
Życie jest wąską ścieżką łączącą dwa morza:
Wszyscy z przepaści mglistej w przepaść lecim mroczną.
Jedni najprościej dążą i najrychlej spoczną,
Drugich ciągną na stronę łudzące widoki:
Plony, ogrojce wdzięków lub sławy opoki.
Szczęśliwi! jeśli goniąc mary wyobraźni,
Przed końcem drogi znajdą świątynię przyjaźni!

piątek, 13 czerwca 2014

W drodze do Doliny ku Dziurze

W zagrodzie naprzeciw wylotu dolinki, na polanie Grześkówce, mieszkał kiedyś rozbójnik i awanturnik Wojciech Mateja.


Lesista Dolina ku Dziurze wcina się w północne stoki Sarniej Skały. Zachodnie obramowanie tworzy grzbiet Grześkówek, a wschodnie Spaleniec.

ps

a dzisiaj w piątek trzynastego;

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Portret

Usta twoje: ocean różowy.
Spojrzenie: fala wzburzona.
A twoje szerokie ramiona:
Pas ratunkowy...

czwartek, 12 czerwca 2014

Dolina za Bramką wieczorem

Wracając jeszcze do Przygód Dobrego Wojaka Szwejka


można śmiało stwierdzić, że Szwejk również cierpi na manię włóczęgostwa. Z Putimia do Budziejowic wędruje tak, jak gdyby chciał obejść kulę ziemską dookoła. Powiada, że wszystkie drogi i tak prowadzą do Budziejowic, kierunek nie jest więc ważny, byle iść przed siebie.


Zatem,


zatem idziemy przed siebie.

środa, 11 czerwca 2014

W Dolinie za Bramką wieczorową porą

W cieniu ukrywają się skałki i ja też.


Dawno mnie tutaj nie było, to raz.
Trochę się przejaśniło i więcej widać po porządkach halnego, to dwa.
Potok na niektórych odcinkach zmienił bieg, to trzy.


Wniosek; skoro tak wiele zmieniło się w malutkiej dolince, to trzeba koniecznie zobaczyć jakie zmiany porobiły się w większych dolinach.


...


O! Mostek się odmłodził.


No proszę, ławeczka to jednak przydatna rzecz.


ps
I w tym pięknym krajobrazie niespodzianie taki mi się oto cytat przypomniał;
Posłusznie melduję, panie lejtnant - odpowiedział Szwejk z poczciwym uśmiechem - że podczas gdy czekałem na pociąg, spotkała mnie ta przygoda, że siedziałem przy stole i piłem jeden kufel piwa za drugim.
"Takiego bałwana jeszcze nie widziałem - pomyślał podporucznik. - Przyznaje się do wszystkiego. Ilu ich tu miałem, takich jak on, każdy się wypierał, a ten jak najspokoniej powiada: << Przegapiłem wszystkie pociągi, bo piłem jeden kufel piwa za drugim. >>

piątek, 30 maja 2014

Myśliwy, czy wojownik?

Tak mam od zawsze.


Jakiś pradawny, potężny instynkt, zupełnie wyzbyty litości i silniejszy niż strach, zmusił moje serce do przyspieszonego, choć równomiernego bicia. Mimo, że nigdy nie zaznałem rozkoszy polowania, nagle pomyślałem, że pewnie coś podobnego czują psy gończe, kiedy sfora rwie się ze smyczy, aby dopaść wilka.
Boris Akunin

czwartek, 29 maja 2014

In omnibus requiem quaesivi, et nusquam inveni nisi in angulo cum libro.

Wszędzie szukałem spokoju i nigdzie nie znalazłem, jak tylko w kąciku z książką
Umberto Eco



Nota res mala optima
Dobrze jest, gdy się zna zło.


Patriam amamus non quia magna est, sed quia nostra
Ojczyznę kochamy nie dlatego, że jest wielka, ale dlatego, że nasza.


Amico pectus, hosti frontem
Dla przyjaciela pierś, dla wroga czoło.

niedziela, 2 marca 2014

Ubocz


Po ostatnich, czyli grudniowych i styczniowych breweriach halnego pomału odkrywam zarówno spustoszenia jak i porządki poczynione przez wiatr.
I tak idąc sobie noga za nogą ulicą do niedawna zwaną Ubocz, a obecnie przemianowaną na ulicę Generała Kazimierza Sosnkowskiego widziałam rozległe wiatrołomy, które odsłoniły widoki dotąd skrywane przez smreki.
Aha, jeszcze tylko tytułem wyjaśnienia zmiany nazwy ulicy, otóż generał właśnie tutaj wybudował dom, który nazwał Budrysówką. Dlaczego tak? Bo miał pięciu synów pieszczotliwie nazywanych Budrysami.
Droga prowadzi na Choćkowskie, ale tam nie pójdziemy, gdyż akurat trwa intensywna zwózka wiatrołomów. Praca ciężka, niebezpieczna i nie mamy ochoty w niej przeszkadzać. Z daleka tylko przez chwilę przyglądam się z zainteresowaniem, jak ta robota zgrabnie idzie. Można by powiedzieć, że traktor tańczył, a nie pracował z drzewami.

My sobie trochę pospacerujemy przez polanę i zobaczymy, co się zmieniło od naszego ostatniego pobytu w tym miejscu.


Ojojoj, ten dach z pewnością stał na solidnych balach,

a ta śrubka wygląda mi na dłuższą od mojej dłoni

część dachu odleciała

dobrze, że Hawrań stoi na swoim miejscu

Koszysta też

i ładnie im w świeżutkim śniegu.




sobota, 7 lipca 2012

Podniebna walka

Ależ to było widowisko,



ale po kolei,
najpierw mnie upał zmógł,
o zefirku gdzieżeś się podział gdzie,
szłam jak z dzisiaj na wczoraj,
o ludzie kochani już nie mam siły,
krople potu oczy mi zalewały,
o rany, taki upał w lipcu to był dwadzieścia lat temu,
migotki przed oczami miałam,
o nie, przecież trzeba dojść do celu i wypadałoby o własnych siłach także do domu
zatem jak usłyszałam, że coś się dzieje na niebie,
to w pierwszej chwili nie wiedziałam, o co chodzi,
ale to co zobaczyłam, całkowicie mi oddech zabrało,
pstryknęłam tę fotkę nie licząc specjalnie na jakikolwiek pozytywny efekt,
po czym już skupiłam się tylko na podniebnym widowisku,
jak nic, kruk przegonił orła.

niedziela, 1 lipca 2012

Z daleka wyglądał jak kupka piachu

Ale ja wiem, że na tym terenie pisku nie powinno być, zatem musiałam, no musiałam podejść i sprawdzić co to jest.



Przyglądnęłam mu się uważnie, upewniłam się, że grzyby, to jednak nie moja specjalność.



Ważne, że grzyb ładny jest.




niedziela, 6 maja 2012

Galicowa Grapa, Gliczarów-Stołowe i z oddali Hawrań

Idąc przez Poronin w kierunku Krakowa przechodzimy obok kościoła Św. Marii Magdaleny i jeżeli się już do świątyni nie wstępuje, to warto chociaż spojrzeć na umieszczoną na jej ścianie pięknie opisaną panoramę Tatr, którą będzie można podziwiać jeżeli się troszeczkę dalej skręci w prawo, by pójść czerwonym szlakiem na Galicową Grapę,
a swoją drogą ciekawe; dlaczego na niektórych mapach opisaną, jako Szostacka Grapa.

Łatwo trafić, bo drogowskaz informuje, że gdzieś tam po drodze zobaczymy Krzyż Grunwaldzki,
ale jeżeli chcemy go obejrzeć,
to po minięciu szkoły,
no tak,
tutaj można się zorientować co oznacza określenie; mieć pod górkę do szkoły,
zapomniemy o czerwonym szlaku
i skierujemy się za ostatnim budynkiem,
przy którym piesek przyjaźnie merda ogonkiem dodając włóczykijom otuchy,
w prawo za krzewy.
A jak pójdziemy za szlakiem tak jak Alusia,
to raz, że nie zobaczymy krzyża,
no i dwa, wielce prawdopodobne, że się w błocie unuramy.
Zatem idąc dalej polną drogą z pewnością przejdziemy przez Gliczarów-Stołowe, w którym rozpoczyna się asfaltówka i poprzez Gliczarów Górny dotrzemy do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, skąd, to już jak kto woli. Ja zażyczyłam sobie na Głodówkę i poprzez Wierch Poroniec na Toporową Cyrhlę.
Dobrze.
Tyle tyłułem wstępu wystarczy.
Ruszamy podziwiać piękne widoki
i jak tylko Pysny stit durnia z nas nie zrobi,
a Kołowy nie wykołuje,
to jeszcze może uda się zrobić małą powtórkę pt.; i co to za skały przed sobą widzimy?

Na moje szczęście dość wcześnie zaczynają się interesujące widoki,
nie ukrywam,
iż każdy pretekst do wypoczynku będę skrzętnie wykorzystywać,
gdyż ta niewinnie wyglądająca polna droga wycisnęła ze mnie wszystkie poty,
aha,
bo nie wspomniałam jeszcze, że rower pod górę pchałam,
a słoneczko uczciwie podgrzewało już i tak ciepłe powietrze przygnane wiatrami znad Sahary.


Na powyższej fotce wszyscy widzą maszt na Gubałówce; prawda?
A na poniższej starego znajomego; czyż nie?


Jaka ładna panoramka.
No tak, byłaby, ale ją trochę obcięłam z boku, co dla mojego programu obsługującego tego typu zdjęcia, ta fotka już nie jest panoramą i nie mogę jej oglądać filmowym, czyli przyjaznym dla oka przewijaniem.


Jesteśmy trochę wyżej i prawdę mówiąc już prawie bez sił,
chociaż wszelkimi sposobami odsuwam od siebie tę zabójczą myśl.
Wyciągam z plecaka aparat i znowu widzę maszt na Gubałówce,
śnieg w Tatrach
i świeżutką soczystą zieleń na polanie pod stopami.
Powoli zapominam o zmęczeniu, a ponieważ zbliża się do nas Gaździna z Gliczarowa-Stołowe chętnie rozpoczynamy rozmowę.
Dowiadujemy się z przykrością, że Krzyż Grunwaldzki minęliśmy nie wiedzieć kiedy,
ale Pani podnosi nas na duchu, że już niedaleko mamy do Gliczarowa Górnego,
a przede wszystkim nie tak ostro pod górę.


Jeszcze tylko uradujemy sobie oczy widokiem Babiej Góry
i wyruszamy dalej ku pięknym widokom.


O rany, nie mogę uwierzyć, ale już jesteśmy we wsi Gliczarów–Stołowe.
Rozpościerające się z tej wsi widoki są rozkoszą dla oczu.
Szczerą prawdę powiadają ci, którzy twierdzą, iż właśnie stąd najpiękniej widać panoramę Tatr.


Joj, czegóż stąd nie widać :-)


...


...


...


...


...


Proszę?
Aha!
Dobrze.
Teraz każdy może się sam pobawić i nadać odpowiednie nazwy tym szczytom kukającym na nas zza masywu Wołoszyna, aż do Kaczego Szczytu.
Bierzemy mapę, linijkę i kombinujemy; co my tu widzimy.
Pamiętamy o kątach,
o wysokościach,
o naszym położeniu,
o przesuwaniu,  nakładaniu oraz chowaniu się
i o takich górach jak:
Żabi Koń – 2291,
Rysy – 2503,
Ciężki Szczyt – 2500,
Wysoka – 2547,
Młynarz – 2170,
Ganek – 2465,
Rumanowy Szczyt – 2428,
Żłobisty Szczyt – 2433,
Kończysta – 2540,
że mały wybór?
Ależ proszę bardzo, teoretycznie można wziąć jeszcze inne pod uwagę;
Żabia Turnia Mięguszowiecka – 2336,
Wołowa Turnia – 2373,
Mięguszowiecki Szczyt Czarny – 2410,
Mięguszowiecki Szczyt Pośredni – 2393,
Mięguszowiecki Szczyt – 2438,
Cubryna – 2376,
Wystarczy?
Nie?
No to jeszcze dorzucę Miedziane – 2233, a co mi tam.

Ach, byłabym zapomniała, trzeba pamiętać jeszcze o tym, że anioł dość gęsto te skały tam poukładał.


Część wycieczki przypisuje metodą na chybił trafił nazwę do szczytu,
druga ekipa kontruje ustalenia pierwszej,
a reszta wycieczki idzie sobie dalej.


...


...


...


...


...


Teraz troszkę z górki,
troszkę pod górę,
ale już jest zdecydowanie lżej, bo asfaltówką,
i tak nieśpiesznie, bo widoki och i ach,
aż do Gliczarowa Górnego, z którego na zabicie się jedziemy z górki na pazurki, do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, gdzie zsiadamy z rowerów lekko obrażeni na nie,
za bolące plecy,
za sponiewierane nadgarstki
i w ogóle za to, że znowu pod górę aż do Głodówki.

Po drodze widzę, że stary znajomy znowu się z nas nabija,


a Wołoszyn i Koszysta trwają niezmiennie ramię w ramię.


Aaaaaaaaaaaa,
to ten kawałek drogi, na którym teraz stoję widziałam z Rusinowej Polany, się wyjaśniło.


Tak, ta góra już od dawna stanowi dla mnie wyzwanie;
czy ktoś może wie jak ją zwą?


I oto Polana Głodówka,
ta sama, na której krowy są wiecznie głodne,
bo się nie pasą, tylko widoki podziwiają.

 

Aaaaaaaa,
mam cię Stara Jaworzynko udająca z daleka stopę Hawrania.



Jak miło,
dostrzegłam swym bystrym wzrokiem, że przy drodze do Morskiego Oka,
czy jak kto woli na Łysą Polanę wybudowana została platforma widokowa.
Koniecznie muszę sprawdzić jakie widoki się z niej rozpościerają.


Zachęcam do zatrzymania się, na parkingu przy platformie widokowej,
jest niewielki, ale kilka samochodów na nim się zmieści, pod warunkiem, że nie będą to tzw. maluchy, bo wiadomo, że dwa maluchy zajmują tyle miejsca, ile wystarczy dla trzech dużych autobusów.

Sami powiedzcie; czyż nie warto?
Wszak poniższa fotka przedstawia tylko namiastkę tych cudowności, które tam można zobaczyć.