Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 grudnia 2025

sobota, 14 czerwca 2014

Późnym popołudniem Dolina ku Dziurze

Ech, poszłabym chętnie w te wykroty, rozmarzyłam się.


Ale jeszcze nie teraz, zasmuciłam się nad swym losem.


Idę ścieżką, którą można nazwać chodnikiem. Obok płynie wartki potok, i to tak sprytnie, że u wylotu doliny woda szumi w korycie, by po chwili ukryć się cichutko pod ziemią.


Podobnie jak w Dolinie za Bramką wystarczy 25 minut spaceru by dojść do końca doliny, czyli do tej Dziury. Oczywiście, gdy się idzie ścieżką, a nie zbacza w wykroty.
Zatem szczęśliwie dotarłam do stóp wapiennej baszty wyrastającej z grzbietu Spaleńca, otoczonej starymi bukami.
Do Zbójeckiej Jamy nie wchodzimy, bo raz, że już kiedyś w niej byliśmy, a dwa, teraz podstępnie nikt nie wziął ze sobą latarki, tak jakoś głupio wyszło. No co? Każdemu może się przytrafić, więc skąd ten pomysł, że mnie się nie zdarzy? Zarumieniłam się ze wstydu.


Kwiatuszek dla wszystkich miłych gości :-)


Ptaszek dla uskrzydlonych :-)


A ten przybysz z kosmosu dla mnie, rzuciłam się na niego zachłannie :-)


ps
cytat na dzisiaj

Adam Mickiewicz

PODRÓŻNI
(W IMIONNIKU E. HOŁOWIŃSKIEJ)

Błądzącym wśród ciasnego dni naszych przestworza
Życie jest wąską ścieżką łączącą dwa morza:
Wszyscy z przepaści mglistej w przepaść lecim mroczną.
Jedni najprościej dążą i najrychlej spoczną,
Drugich ciągną na stronę łudzące widoki:
Plony, ogrojce wdzięków lub sławy opoki.
Szczęśliwi! jeśli goniąc mary wyobraźni,
Przed końcem drogi znajdą świątynię przyjaźni!

piątek, 13 czerwca 2014

W drodze do Doliny ku Dziurze

W zagrodzie naprzeciw wylotu dolinki, na polanie Grześkówce, mieszkał kiedyś rozbójnik i awanturnik Wojciech Mateja.


Lesista Dolina ku Dziurze wcina się w północne stoki Sarniej Skały. Zachodnie obramowanie tworzy grzbiet Grześkówek, a wschodnie Spaleniec.

ps

a dzisiaj w piątek trzynastego;

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Portret

Usta twoje: ocean różowy.
Spojrzenie: fala wzburzona.
A twoje szerokie ramiona:
Pas ratunkowy...

czwartek, 12 czerwca 2014

Dolina za Bramką wieczorem

Wracając jeszcze do Przygód Dobrego Wojaka Szwejka


można śmiało stwierdzić, że Szwejk również cierpi na manię włóczęgostwa. Z Putimia do Budziejowic wędruje tak, jak gdyby chciał obejść kulę ziemską dookoła. Powiada, że wszystkie drogi i tak prowadzą do Budziejowic, kierunek nie jest więc ważny, byle iść przed siebie.


Zatem,


zatem idziemy przed siebie.

środa, 11 czerwca 2014

W Dolinie za Bramką wieczorową porą

W cieniu ukrywają się skałki i ja też.


Dawno mnie tutaj nie było, to raz.
Trochę się przejaśniło i więcej widać po porządkach halnego, to dwa.
Potok na niektórych odcinkach zmienił bieg, to trzy.


Wniosek; skoro tak wiele zmieniło się w malutkiej dolince, to trzeba koniecznie zobaczyć jakie zmiany porobiły się w większych dolinach.


...


O! Mostek się odmłodził.


No proszę, ławeczka to jednak przydatna rzecz.


ps
I w tym pięknym krajobrazie niespodzianie taki mi się oto cytat przypomniał;
Posłusznie melduję, panie lejtnant - odpowiedział Szwejk z poczciwym uśmiechem - że podczas gdy czekałem na pociąg, spotkała mnie ta przygoda, że siedziałem przy stole i piłem jeden kufel piwa za drugim.
"Takiego bałwana jeszcze nie widziałem - pomyślał podporucznik. - Przyznaje się do wszystkiego. Ilu ich tu miałem, takich jak on, każdy się wypierał, a ten jak najspokoniej powiada: << Przegapiłem wszystkie pociągi, bo piłem jeden kufel piwa za drugim. >>

sobota, 7 lipca 2012

Podniebna walka

Ależ to było widowisko,



ale po kolei,
najpierw mnie upał zmógł,
o zefirku gdzieżeś się podział gdzie,
szłam jak z dzisiaj na wczoraj,
o ludzie kochani już nie mam siły,
krople potu oczy mi zalewały,
o rany, taki upał w lipcu to był dwadzieścia lat temu,
migotki przed oczami miałam,
o nie, przecież trzeba dojść do celu i wypadałoby o własnych siłach także do domu
zatem jak usłyszałam, że coś się dzieje na niebie,
to w pierwszej chwili nie wiedziałam, o co chodzi,
ale to co zobaczyłam, całkowicie mi oddech zabrało,
pstryknęłam tę fotkę nie licząc specjalnie na jakikolwiek pozytywny efekt,
po czym już skupiłam się tylko na podniebnym widowisku,
jak nic, kruk przegonił orła.

niedziela, 6 maja 2012

Galicowa Grapa, Gliczarów-Stołowe i z oddali Hawrań

Idąc przez Poronin w kierunku Krakowa przechodzimy obok kościoła Św. Marii Magdaleny i jeżeli się już do świątyni nie wstępuje, to warto chociaż spojrzeć na umieszczoną na jej ścianie pięknie opisaną panoramę Tatr, którą będzie można podziwiać jeżeli się troszeczkę dalej skręci w prawo, by pójść czerwonym szlakiem na Galicową Grapę,
a swoją drogą ciekawe; dlaczego na niektórych mapach opisaną, jako Szostacka Grapa.

Łatwo trafić, bo drogowskaz informuje, że gdzieś tam po drodze zobaczymy Krzyż Grunwaldzki,
ale jeżeli chcemy go obejrzeć,
to po minięciu szkoły,
no tak,
tutaj można się zorientować co oznacza określenie; mieć pod górkę do szkoły,
zapomniemy o czerwonym szlaku
i skierujemy się za ostatnim budynkiem,
przy którym piesek przyjaźnie merda ogonkiem dodając włóczykijom otuchy,
w prawo za krzewy.
A jak pójdziemy za szlakiem tak jak Alusia,
to raz, że nie zobaczymy krzyża,
no i dwa, wielce prawdopodobne, że się w błocie unuramy.
Zatem idąc dalej polną drogą z pewnością przejdziemy przez Gliczarów-Stołowe, w którym rozpoczyna się asfaltówka i poprzez Gliczarów Górny dotrzemy do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, skąd, to już jak kto woli. Ja zażyczyłam sobie na Głodówkę i poprzez Wierch Poroniec na Toporową Cyrhlę.
Dobrze.
Tyle tyłułem wstępu wystarczy.
Ruszamy podziwiać piękne widoki
i jak tylko Pysny stit durnia z nas nie zrobi,
a Kołowy nie wykołuje,
to jeszcze może uda się zrobić małą powtórkę pt.; i co to za skały przed sobą widzimy?

Na moje szczęście dość wcześnie zaczynają się interesujące widoki,
nie ukrywam,
iż każdy pretekst do wypoczynku będę skrzętnie wykorzystywać,
gdyż ta niewinnie wyglądająca polna droga wycisnęła ze mnie wszystkie poty,
aha,
bo nie wspomniałam jeszcze, że rower pod górę pchałam,
a słoneczko uczciwie podgrzewało już i tak ciepłe powietrze przygnane wiatrami znad Sahary.


Na powyższej fotce wszyscy widzą maszt na Gubałówce; prawda?
A na poniższej starego znajomego; czyż nie?


Jaka ładna panoramka.
No tak, byłaby, ale ją trochę obcięłam z boku, co dla mojego programu obsługującego tego typu zdjęcia, ta fotka już nie jest panoramą i nie mogę jej oglądać filmowym, czyli przyjaznym dla oka przewijaniem.


Jesteśmy trochę wyżej i prawdę mówiąc już prawie bez sił,
chociaż wszelkimi sposobami odsuwam od siebie tę zabójczą myśl.
Wyciągam z plecaka aparat i znowu widzę maszt na Gubałówce,
śnieg w Tatrach
i świeżutką soczystą zieleń na polanie pod stopami.
Powoli zapominam o zmęczeniu, a ponieważ zbliża się do nas Gaździna z Gliczarowa-Stołowe chętnie rozpoczynamy rozmowę.
Dowiadujemy się z przykrością, że Krzyż Grunwaldzki minęliśmy nie wiedzieć kiedy,
ale Pani podnosi nas na duchu, że już niedaleko mamy do Gliczarowa Górnego,
a przede wszystkim nie tak ostro pod górę.


Jeszcze tylko uradujemy sobie oczy widokiem Babiej Góry
i wyruszamy dalej ku pięknym widokom.


O rany, nie mogę uwierzyć, ale już jesteśmy we wsi Gliczarów–Stołowe.
Rozpościerające się z tej wsi widoki są rozkoszą dla oczu.
Szczerą prawdę powiadają ci, którzy twierdzą, iż właśnie stąd najpiękniej widać panoramę Tatr.


Joj, czegóż stąd nie widać :-)


...


...


...


...


...


Proszę?
Aha!
Dobrze.
Teraz każdy może się sam pobawić i nadać odpowiednie nazwy tym szczytom kukającym na nas zza masywu Wołoszyna, aż do Kaczego Szczytu.
Bierzemy mapę, linijkę i kombinujemy; co my tu widzimy.
Pamiętamy o kątach,
o wysokościach,
o naszym położeniu,
o przesuwaniu,  nakładaniu oraz chowaniu się
i o takich górach jak:
Żabi Koń – 2291,
Rysy – 2503,
Ciężki Szczyt – 2500,
Wysoka – 2547,
Młynarz – 2170,
Ganek – 2465,
Rumanowy Szczyt – 2428,
Żłobisty Szczyt – 2433,
Kończysta – 2540,
że mały wybór?
Ależ proszę bardzo, teoretycznie można wziąć jeszcze inne pod uwagę;
Żabia Turnia Mięguszowiecka – 2336,
Wołowa Turnia – 2373,
Mięguszowiecki Szczyt Czarny – 2410,
Mięguszowiecki Szczyt Pośredni – 2393,
Mięguszowiecki Szczyt – 2438,
Cubryna – 2376,
Wystarczy?
Nie?
No to jeszcze dorzucę Miedziane – 2233, a co mi tam.

Ach, byłabym zapomniała, trzeba pamiętać jeszcze o tym, że anioł dość gęsto te skały tam poukładał.


Część wycieczki przypisuje metodą na chybił trafił nazwę do szczytu,
druga ekipa kontruje ustalenia pierwszej,
a reszta wycieczki idzie sobie dalej.


...


...


...


...


...


Teraz troszkę z górki,
troszkę pod górę,
ale już jest zdecydowanie lżej, bo asfaltówką,
i tak nieśpiesznie, bo widoki och i ach,
aż do Gliczarowa Górnego, z którego na zabicie się jedziemy z górki na pazurki, do Bukowiny Tatrzańskiej na Klinie, gdzie zsiadamy z rowerów lekko obrażeni na nie,
za bolące plecy,
za sponiewierane nadgarstki
i w ogóle za to, że znowu pod górę aż do Głodówki.

Po drodze widzę, że stary znajomy znowu się z nas nabija,


a Wołoszyn i Koszysta trwają niezmiennie ramię w ramię.


Aaaaaaaaaaaa,
to ten kawałek drogi, na którym teraz stoję widziałam z Rusinowej Polany, się wyjaśniło.


Tak, ta góra już od dawna stanowi dla mnie wyzwanie;
czy ktoś może wie jak ją zwą?


I oto Polana Głodówka,
ta sama, na której krowy są wiecznie głodne,
bo się nie pasą, tylko widoki podziwiają.

 

Aaaaaaaa,
mam cię Stara Jaworzynko udająca z daleka stopę Hawrania.



Jak miło,
dostrzegłam swym bystrym wzrokiem, że przy drodze do Morskiego Oka,
czy jak kto woli na Łysą Polanę wybudowana została platforma widokowa.
Koniecznie muszę sprawdzić jakie widoki się z niej rozpościerają.


Zachęcam do zatrzymania się, na parkingu przy platformie widokowej,
jest niewielki, ale kilka samochodów na nim się zmieści, pod warunkiem, że nie będą to tzw. maluchy, bo wiadomo, że dwa maluchy zajmują tyle miejsca, ile wystarczy dla trzech dużych autobusów.

Sami powiedzcie; czyż nie warto?
Wszak poniższa fotka przedstawia tylko namiastkę tych cudowności, które tam można zobaczyć.

 

niedziela, 25 marca 2012

Wiosennie

Jeszcze można turystycznym butkiem przejść przez teren normalnie podmokły, że bez bacioków ani rusz, no bo przecież tylko jednorazowego wytrzepywania śniegu z butów liczyć nie będziemy, prawda?
Poruszając się ze wzrokiem wbitym w kępki traw staramy się nie wpaść do wody obejmującej swój teren we władanie i nie widzieć kiedy ominęliśmy brzozowy zagajnik zapominając do białej kory przytulić policzek.



Poruszanie się w kierunku południowym raduje oczy widokiem Tatr. Kapitalnie prezentuje się śnieżny język Nosala, skrzy się w promieniach słońca charakterystyczny dach KBK, Kasprowy Wierch wyróżnia się na tle nieba, a Giewont stary spryciarz chowa się za gałęziami drzew.
I co to za górki widzimy na zachód od Kasprowego Wierchu?



Oj, Alusia, Alusia, by wreszcie się ich nazw nauczyć, trzeba by było przynajmniej jeszcze raz przejść Granią nad Doliną Bystrej. No cóż, może kiedyś się uda.

sobota, 15 października 2011

Jastrzębia Turnia i Kogutki

No jak ja mogłam tę skałkę w tej notce na trzech ostatnich fotkach nazwać Jastrzębią Turnią, no jak?
Taki wstyd!



Dopiero gdy wyszłam na Jastrzębią Turnię i się dobrze rozejrzałam,
to zorientowałam się,, że ...
o jejku jaki wstyd!



Ależ mnie zaskoczył widok KBK z tego miejsca.



Ta skała o wielu twarzach, to oczywiście Kogutki,



a ta skała, to też Kogutki, ale właśnie z tych trzech fotek ze wspomnianej już notki i z pierwszej fotki w tej notce.
O rany, taki wstyd!



Ładne widoki z tych skałek się roztaczają,



a i same skałki urocze kształty przybierają.



Czas przestać się wstydzić i zacząć działać,
i przede wszystkim raz na zawsze zapamiętać,
że skały uwielbiają się bawić w chowanego.

Takie widoki rozpościerają się z tegoż Kogutka,
który bezlitośnie sobie ze mnie zakpił.

O jak kapitalnie widać wieżę ze średniej skoczni oraz nowo wyremontowane boisko piłkarskie w starym kamieniołomie, za którym usytuowany jest kawałek toru lodowego, po którym zimną śmigają panczeniści a i bywało, że Alusia.



Gdy tak sobie patrzę na Krokiew z Sarniej Skały, to widzę jak jeszcze duży teren pozostał mi do zwiedzenia, ależ się cieszę na te nieznane mi widoki, które być może uda mi się kiedyś zobaczyć.