Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 lipca 2026
środa, 29 kwietnia 2026
Potrafią wywołać uśmiech na twarzy, ale także zjeżyć włosy na karku. Czują od człowieka zapach adrenaliny, ale nie potrafią zinterpretować czy to strach, czy gotowość do walki.
Pomimo, iż bardzo mi się podobają wolę gdy trzymają się ode mnie z daleka i bardzo nie lubię kiedy wycierają sobie o mnie nos.
Czyż nie jest słodka ta powsinoga?
pracujący - chroni owce przed drapieżnikami od strony lasu
kombinuje jak by tu stawiać łapy by nie zapadać się w śniegu
przyjaciele z podwórka
on był na polowaniu, a ja byłam zwierzyną łowną
wiejskie alarmy
na moje szczęście był za płotem, bo naprawdę bardzo ostro starał się zapracować na miskę
i szanujemy wolę właścicieli psów również w ten sposób, że nie spoufalamy się z cudzymi zwierzakami
niedziela, 13 stycznia 2019
Wierny jak pies
Pewnego wiosennego dnia, gdy rozkwitły narcyzy w ogródku na Złotym Brzegu, a wąwozy
Doliny Tęczy usiane były fiołkami, osobowy pociąg popołudniowy zatrzymał się na stacji w Glen. Rzadko kiedy przyjeżdżał ktoś do Glen tym pociągiem, toteż nikogo nie było na peronie oprócz zawiadowcy i małego psa, który od czterech i pół roku wychodził na każdy pociąg zatrzymujący się w Glen St. Mary. Tysiące pociągów widział już Wtorek. lecz nigdy nie ujrzał młodzieńca, którego oczekiwał. Mimo to Wtorek czekał cierpliwie, a w jego oczach wciąż płonęła nadzieja. Może serce chwilami ściskało mu się bólem. Był stary i zreumatyzowany. Gdy wracał za każdym razem do swej budy, wlókł się powoli z łbem spuszczonym ku dołowi i oczami przymkniętymi.
Jeden pasażer wysiadł z popołudniowego pociągu - wysoki młodzieniec w wypłowiałym mundurze porucznika. Szedł, lekko utykając. Miał opaloną twarz i kilka srebrnych włosów na skroniach. Nowy zawiadowca stacji spojrzał na pasażera z zaciekawieniem. Przyzwyczajony był, że jedni pasażerowie w wojskowych mundurach wysiadający z pociągu witani byli entuzjastycznie przez tłum oczekujących na stacji; inni, którzy nie zawiadomili o swym przybyciu, wysiadali spokojnie jak ten. Ale było coś w wyglądzie i postawie tego żołnierza, co zwróciło szczególną uwagę zawiadowcy.
Coś, jak wielka czarno-żółta piłka, przemknęło przez peron. Wtorek - stary? Wtorek - zreumatyzowany? Wtorek - ledwo się poruszał? To niemożliwe. Wtorek był młodym szczenięciem, skaczącym i szalejącym wesoło.
Rzucił się teraz na wysokiego żołnierza z głośnym szczekaniem i skoczył mu na piersi. Usiłował wspiąć się wyżej w szalonej radości, która zdawała się rozdzierać jego małe ciałko na strzępki. Lizał buty przybyłego porucznika, który z uśmiechem na ustach i łzami w oczach chwycił w ramiona Wtorka, przycisnął go mocno do piersi i ucałował.
Zawiadowca stacji znał historię psa Wtorka. Zrozumiał teraz, kim był ów powracający żołnierz. Długa udręka Wtorka skończyła się wreszcie. Jim Blythe wrócił do domu.
Lucy Maud Montgomery "Rilla ze Złotego Brzegu" tytuł oryginału "Rilla of Ingleside"
tłumaczyła z języka angielskiego Janina Zawisza Krasucka
Doliny Tęczy usiane były fiołkami, osobowy pociąg popołudniowy zatrzymał się na stacji w Glen. Rzadko kiedy przyjeżdżał ktoś do Glen tym pociągiem, toteż nikogo nie było na peronie oprócz zawiadowcy i małego psa, który od czterech i pół roku wychodził na każdy pociąg zatrzymujący się w Glen St. Mary. Tysiące pociągów widział już Wtorek. lecz nigdy nie ujrzał młodzieńca, którego oczekiwał. Mimo to Wtorek czekał cierpliwie, a w jego oczach wciąż płonęła nadzieja. Może serce chwilami ściskało mu się bólem. Był stary i zreumatyzowany. Gdy wracał za każdym razem do swej budy, wlókł się powoli z łbem spuszczonym ku dołowi i oczami przymkniętymi.
Jeden pasażer wysiadł z popołudniowego pociągu - wysoki młodzieniec w wypłowiałym mundurze porucznika. Szedł, lekko utykając. Miał opaloną twarz i kilka srebrnych włosów na skroniach. Nowy zawiadowca stacji spojrzał na pasażera z zaciekawieniem. Przyzwyczajony był, że jedni pasażerowie w wojskowych mundurach wysiadający z pociągu witani byli entuzjastycznie przez tłum oczekujących na stacji; inni, którzy nie zawiadomili o swym przybyciu, wysiadali spokojnie jak ten. Ale było coś w wyglądzie i postawie tego żołnierza, co zwróciło szczególną uwagę zawiadowcy.
Coś, jak wielka czarno-żółta piłka, przemknęło przez peron. Wtorek - stary? Wtorek - zreumatyzowany? Wtorek - ledwo się poruszał? To niemożliwe. Wtorek był młodym szczenięciem, skaczącym i szalejącym wesoło.
Rzucił się teraz na wysokiego żołnierza z głośnym szczekaniem i skoczył mu na piersi. Usiłował wspiąć się wyżej w szalonej radości, która zdawała się rozdzierać jego małe ciałko na strzępki. Lizał buty przybyłego porucznika, który z uśmiechem na ustach i łzami w oczach chwycił w ramiona Wtorka, przycisnął go mocno do piersi i ucałował.
Zawiadowca stacji znał historię psa Wtorka. Zrozumiał teraz, kim był ów powracający żołnierz. Długa udręka Wtorka skończyła się wreszcie. Jim Blythe wrócił do domu.
Lucy Maud Montgomery "Rilla ze Złotego Brzegu" tytuł oryginału "Rilla of Ingleside"
tłumaczyła z języka angielskiego Janina Zawisza Krasucka
niedziela, 22 lutego 2015
pies dachowiec
Zdolność przyjmowania wiedzy to przywilej młodości, kto potrafi zachować radość uczenia się, nie starzeje się nigdy.
Nic nie jest tak męczące, jak nieustanne powracanie do nieukończonego zadania.
Ekspert, to człowiek, który popełnił wszystkie błędy, jakie można popełnić w pewnej wąskiej dziedzinie.
Nic nie jest tak męczące, jak nieustanne powracanie do nieukończonego zadania.
Ekspert, to człowiek, który popełnił wszystkie błędy, jakie można popełnić w pewnej wąskiej dziedzinie.
sobota, 13 grudnia 2014
sobota, 17 marca 2012
Pieszczoch jeden
Powsinoga urocza zabrała się z nami na spacer,
chwilami z zadowolenia mruczała jak kot,
a gdy przykucałam, by zrobić jej portret jak się patrzy,
to natychmiast podbiegała
i tymi cudnymi oczętami normalnie domagała się pieszczot,
także o portrecie już nie było mowy.

Ach te pazurki :-)

Niezwykle towarzyska,
nie miała najmniejszej ochoty rozstać się z nami,
na szczęście zainteresowała się innym psem
i pozostała, mam nadzieję, w dzielnicy swego zamieszkania.

A tak w ogóle, to jestem pewna,
iż udało się jej wyleczyć mnie z marcowej niemocy,
gdyż tylko do momentu spotkania z nią szłam bez sił i ducha, tak tylko noga za nogą.
chwilami z zadowolenia mruczała jak kot,
a gdy przykucałam, by zrobić jej portret jak się patrzy,
to natychmiast podbiegała
i tymi cudnymi oczętami normalnie domagała się pieszczot,
także o portrecie już nie było mowy.
Ach te pazurki :-)
Niezwykle towarzyska,
nie miała najmniejszej ochoty rozstać się z nami,
na szczęście zainteresowała się innym psem
i pozostała, mam nadzieję, w dzielnicy swego zamieszkania.
A tak w ogóle, to jestem pewna,
iż udało się jej wyleczyć mnie z marcowej niemocy,
gdyż tylko do momentu spotkania z nią szłam bez sił i ducha, tak tylko noga za nogą.
czwartek, 23 lutego 2012
Biedne koty
A na sąsiedniej ulicy zachwycające dwa Yorkshire Terrier mają ukrytą tabliczkę, na której stawiają kreski Alusi, tak myślę, chociaż raczej jestem pewna, bo raz udało im się tak zająć moją uwagę, że sobie głowę rozbiłam na znaku drogowym obstalowanym w chodniku na wysokości mojej głowy.
Teraz już o tym wiem, i nie dam im się drugi raz nabrać na ten sam numer.
Nie będą mi więcej kresek stawiać, zaperzyłam się.
czwartek, 17 marca 2011
Pierwszy wiosenny deszcz
niedziela, 27 grudnia 2009
Dębno Podhalańskie
stare i nowe

bliżej i dalej

ach, jakie pyszności z takiej niewielkiej budowli wychodzą

to się może podobać lub nie, ale jest

z daleka już ją dostrzegłam

ale fajna, no nie? :-)
znaczy się ta borenka.

No, bo ja tam jeszcze w jesieni byłam.

Każda wieś ma swoje powsinogi, a ileż one mają do opowiadania,

oj, dzieje się dzieje dużo ciekawych rzeczy na świecie.
bliżej i dalej
ach, jakie pyszności z takiej niewielkiej budowli wychodzą
to się może podobać lub nie, ale jest
z daleka już ją dostrzegłam
ale fajna, no nie? :-)
znaczy się ta borenka.
No, bo ja tam jeszcze w jesieni byłam.
Każda wieś ma swoje powsinogi, a ileż one mają do opowiadania,
oj, dzieje się dzieje dużo ciekawych rzeczy na świecie.
wtorek, 7 lipca 2009
Stado
Można sobie pyskować,
a oni są tak sobą zajęci,
że nikt nie zwraca na mnie uwagi.
No, co!
Długo jeszcze tu będziemy tak bezsensownie stać?
Ech, co za ludzie!

Znowu się zapomniał i muszę go przywołać do porządku.
Trzeba być cały czas czujnym.
Chwila nieuwagi i po stanowisku.

Życie w stadzie jest ciężkie, ale jakże urokliwe.
A ja najchętniej zwinęłabym się w kłębuszek i przespała cały dzień.
a oni są tak sobą zajęci,
że nikt nie zwraca na mnie uwagi.
No, co!
Długo jeszcze tu będziemy tak bezsensownie stać?
Ech, co za ludzie!
Znowu się zapomniał i muszę go przywołać do porządku.
Trzeba być cały czas czujnym.
Chwila nieuwagi i po stanowisku.
Życie w stadzie jest ciężkie, ale jakże urokliwe.
A ja najchętniej zwinęłabym się w kłębuszek i przespała cały dzień.
środa, 1 lipca 2009
niedziela, 10 maja 2009
Zakład produkcyjny oscypków
Na hali znajduje się wszystko, co potrzeba.

W szałasie wędzi się najsmaczniejsze sery, jakie znam.
A już za prawdziwy rarytas uważam bunc.
Natomiast jak ktoś chce pobiegać trochę na stronę, to polecam żętycę.

Czas płynie leniwie nawet dla owczarka,
ale nie należy dać się zwieść misiowatemu wyglądowi psiaka, on naprawdę czuje się odpowiedzialny za całe stado,

a ponieważ najwyraźniej zmierza w moją stronę,
wiec szybciutko zmykam.
W szałasie wędzi się najsmaczniejsze sery, jakie znam.
A już za prawdziwy rarytas uważam bunc.
Natomiast jak ktoś chce pobiegać trochę na stronę, to polecam żętycę.
Czas płynie leniwie nawet dla owczarka,
ale nie należy dać się zwieść misiowatemu wyglądowi psiaka, on naprawdę czuje się odpowiedzialny za całe stado,
a ponieważ najwyraźniej zmierza w moją stronę,
wiec szybciutko zmykam.
czwartek, 7 maja 2009
Po siedemnastej
Jest słoneczna pogoda,
ale również zimny wiatr,
dlatego jeszcze przez chwilę
Nosal będzie z daleka pokazywał śnieżny język.

Lubię spoglądać na południe,
kiedy w górach śnieg,
a w dolinie świeżutka zieleń.

Patrząc na północ
jeszcze dostrzegam
na południowym stoku Gubałówki
resztki śniegu.
Ależ go sypnęło w tym roku.

Wysoko nad głową
huczały silniki
stalowego ptaka.

A pod nogami
stróż podwórka i przyległości
tłumaczył mi zajadle,
że może i przyłączyłby się do mnie na spacerek,
ale z nieznajomymi się nie zadaje.

O szyszkach już było?
Ee, naprawdę?
To bardzo proszę spojrzeć jeszcze na świerkowe.

Jeszcze raz rzut oka na północ.
Tutaj armatki śnieżne też na pełnych obrotach pracowały przedłużając sezon zimowy.
Jak budowano ten hotel, to się działo. W tym czasie sporo miejscowych panien do Jugosławii wyjechało.

Wiosną i jesienią można z daleka zorientować się
jak zróżnicowany jest drzewostan w reglach.

Górne zdjęcie zostało pstryknięte niecałe pół minuty wcześniej od dolnego.
Zachodni zimny wiatr przygnał chmury,
ale ja i tak lubię, gdy wieją wiatry,
powietrze jest wtedy w miarę czyste.

Coraz mniej gęsich szyjek,
którymi można było przejść.

Stare ploty się walą,
nowe powstają,
a moje spacery po bezdrożach pomału kończą się.

Ścieżek rowerowych też nie ma.
ale również zimny wiatr,
dlatego jeszcze przez chwilę
Nosal będzie z daleka pokazywał śnieżny język.
Lubię spoglądać na południe,
kiedy w górach śnieg,
a w dolinie świeżutka zieleń.
Patrząc na północ
jeszcze dostrzegam
na południowym stoku Gubałówki
resztki śniegu.
Ależ go sypnęło w tym roku.
Wysoko nad głową
huczały silniki
stalowego ptaka.
A pod nogami
stróż podwórka i przyległości
tłumaczył mi zajadle,
że może i przyłączyłby się do mnie na spacerek,
ale z nieznajomymi się nie zadaje.
O szyszkach już było?
Ee, naprawdę?
To bardzo proszę spojrzeć jeszcze na świerkowe.
Jeszcze raz rzut oka na północ.
Tutaj armatki śnieżne też na pełnych obrotach pracowały przedłużając sezon zimowy.
Jak budowano ten hotel, to się działo. W tym czasie sporo miejscowych panien do Jugosławii wyjechało.
Wiosną i jesienią można z daleka zorientować się
jak zróżnicowany jest drzewostan w reglach.
Górne zdjęcie zostało pstryknięte niecałe pół minuty wcześniej od dolnego.
Zachodni zimny wiatr przygnał chmury,
ale ja i tak lubię, gdy wieją wiatry,
powietrze jest wtedy w miarę czyste.
Coraz mniej gęsich szyjek,
którymi można było przejść.
Stare ploty się walą,
nowe powstają,
a moje spacery po bezdrożach pomału kończą się.
Ścieżek rowerowych też nie ma.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













