ale tylko do mementu położenia rąk na niej.
Wydaje się, że droga szeroka i można swobodnie pędzić przed siebie.
I nagle dostrzegam,
że ktoś lub coś ogranicza mnie.
Przestrzeń skurczyła się zawężając pole manewru.
Mogę się z tym pogodzić lub zaryzykować i wyrwać się z tego ciągu.
Jeden ryzykuje i mu się udaje,
drugi ponosi niewielkie szkody,
a trzeci może stracić wszystko.
Obok nieszczęśników przetacza się obojętnie cała masa tych, którzy nie byli uczestnikami wydarzeń.
Ale z naprzeciwka nadciąga kolejna fala, może ktoś z niej zaryzykuje wyrwanie się do przodu i będzie liderem, a jeżeli nie?
No cóż, jadę naprzeciw.
Dopiero droga bez przeszkód stanowi obietnicę dotarcia do celu, chociaż może to tylko złudzenie.
Pustka usypia, znieczula, a w oddali chwilowo niewidoczny, ale na pewno kryje się jeszcze niejeden ostry zakręt.
