piątek, 21 sierpnia 2009

Sielankowy spacerek

Spacerkiem przez wieś idzie się w miarę przyjemnie, czasami tylko zatrzyma człowieka coś, co go zachwyci, a innym razem trzeba przystanąć by pogadać z wiejskimi psami, a z nimi to bywa różnie, na ogół są bardzo rozmowne, chociaż wkurzone też się spotyka, nawiasem mówiąc wcale im się nie dziwię, upał, a tu jakaś obca się szwenda i chociażby nie chciały muszą zareagować, przecież trzeba na miskę zarobić.

Krowy też się starają, na pastwiskach zajadają się, albo leżą i przeżuwają.



Ten kogucik czupurek biega od ogródka do ogródka i reguluje liczebność populacji owadów.



Floksy obsługują okoliczne pasieki.



Koniki aż rwały się by opuścić zagrodę i ruszyć w szeroki świat albo chociaż przywitać się z tym małym uwiązanym po drugiej stronie płotu.



Boćki na gnieździe były wyraźnie czymś poruszone.



Popatrzyłam za nimi w niebo i zobaczyłam latające bociany, wycelowałam sobie w nie i pstryknęłam, ale to chyba jednak nie był bociek.



No, bo bociek tak wygląda.



Ja wiem, że wielu rzeczy nie wypada,
palcem pokazywać też,
ale tam się trzeba dostać.



Vis-a-vis budynku straży pożarnej zmagazynowana woda w potoku.



No po prostu ładny, szczególnie rzadko spotykany kolor.



A kot? Kot jak to kot chodzi własnymi ścieżkami.



I właśnie między innymi za to umiłowanie wolności wszystkie koty kochamy.