Natomiast mojego Męża na dłuższą chwilę pochłonął ten tajemniczy trójkącik.
Ja tam nie weszłam. Trójkącik, to trójkącik, a zasady, to zasady, zamierzam się ich kurczowo trzymać i już.
Ooooo jaki On oblepiony zakurzonymi pajęczynami stamtąd wyszedł, ale za to fot fajnych napstrykał sporo.
...
...
...
...
...
Aha, coś czuję, że jeszcze kiedyś się tam pojawię, bo się wydało, że tym razem zapomniało się zabrać mocniejszą lampę błyskową ;-)
No, co! Przecież nie widziałam, że akurat tego dnia tam się wybiorę.
Koniec
