Im było łatwiej, bo powietrzna droga zawsze krótsza, no i przez dziurki w siatce płotów bez trudu przechodzą, a przede mną jak zwykle piętrzyły się przeszkody, które musiałam omijać.
Mój trud został wynagrodzony możliwością podziwiania żywiołowego pokazu przerzucania listków przez piękną przedstawicielkę swojego gatunku.
Ten na powyższym zdjęciu opadający listek trochę mi maskę przypomina :-)
Aha!
I pewnie w życiu bym ich nie dogoniła, gdyby nie poranna gimnastyka
