sobota, 16 października 2010

Misiu, misiek, misiaczek, niedźwiedź

13 października niedźwiedź zajadał się jagódkami jakieś sto metrów od szlaku wiodącego z Przełęczy Kondrackiej na Kopę Kondracką.



Próbowałam podejść bliżej do niego, ale on ma cztery łapy i zdecydowanie zwinniej ode mnie się porusza, także szybciej się oddalał niż ja się do niego zbliżałam.



Nie stanowił zagrożenia, gdyż nie został zaskoczony, jako że sprzyjający mu wiatr wcześniej uprzedził go o obecność ludzi, a on najwyraźniej nie chciał nawiązać z nami żadnego kontaktu.



Upewnił się, iż nadchodzimy



i szybko ulotnił się.



Jeszcze tylko na moment się nam ukazał i definitywnie zniknął.



Tablice przed wejściem na teren TPN informują, iż istnieje ryzyko spotkania z niedźwiedziem i w takim przypadku należy się powoli oddalić od niego, ale zobaczenie go, to niezwykła rzadkość. Sporo chodzę po Tatrach i dopiero w pamiętną środę pierwszy raz go zobaczyłam, dotychczas widziałam tylko zostawione przez niego ślady łap oraz kupy
i jak tu nie wierzyć w szczęśliwą trzynastkę :-)