niedziela, 3 maja 2009

Ostatnia niedziela kwietnia

Na magnolie za późno, na bzy za wcześnie.



Trochę zieleni i oczu oderwać nie mogę.



Żółte kwiaty są jak drobiny słoneczka na ziemi.



Nie mogę się doliczyć.



Ogródek meteorologiczny,
a w nim wszystko takie niewinne.



Najwyraźniej one też są na randce.



Woda mogła zmienić kolor rybki,
w każdym razie wyszeptałam swoje trzy życzenia.



W jednej szklarni można wejść na platformę widokową,
(maksymalnie pięć osób,
ciekawe, jaką wagę na osobę przyjęto)
na wszelki wypadek postarałam się
by oprócz Męża i mnie,
nikogo w tym czasie tam nie było.
W drugiej jest dłuższa ścieżka spacerowa.
Klimat jak w dżungli, niektórzy źle go znoszą.



Ogniste kolory i kształty,
wyzwalają pstrykanie fotek
różnorodnym sprzętem.



Ten olbrzymi kwiatostan,
ukrył się wysoko,
jednak nieroztropnie ślady zostawił na ziemi.



Każda roślinka wywołuje różnorodne skojarzenia.



Czy ktoś tu nie lubi owadów?



Konkursu piękności
pomiędzy tymi dwoma ślicznotkami nie będzie.
Każda z nich wzrok przyciąga.



W mgnieniu oka
upłynęły nam trzy godziny spaceru.
Alejką niezapominajek,
by nie zapomnieć kiedyś tu wrócić,
do wyjścia.



Szczegóły dla miłośników spacerów
znajdują się tutaj.