Ładny jest, prawda?
Stare chałupy, stodoły i stajnie pomału zamieniają się w kopy drewna, by z czasem spłonąć w kominkach.
W dachach ukrywają się dusze domów.
Okoliczne pagórki zachęcają do spacerów.
Intryguje mnie; co też tam może być za górką. Kiedy zapytać ludzi, każdy powie co innego, najlepiej wybrać się samemu i sprawdzić.
Dawno, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką, zdarzyło mi się przyjechać do tej wsi, a było to po miesięcznych opadach deszczu. Droga błotnista, nieprzejezdna, dorosły człowiek aż po kolana musiał brnąć w grząskim gruncie, ten nieprzyjazny dla dziecka odcinek pokonałam niesiona przez wujka. Do dzisiaj pamiętam to miejsce, chociaż zmieniło się niedopoznania, droga asfaltowa i chodnik z kosteczki ułożony. Dużą atrakcją była jazda na Mszę Świętą w niedzielę, bo to aż do Niedźwidzia furą zaprzężoną w jednego lub dwa konie, w zależności od zamożności gospodarza, mieszkańcy się wybierali. Teraz jak widać kościół na miejscu pobudowali.
Czasami udaje wyłowić się wzrokiem miejsca, które na chwilę przywracają wspomnienia.
Kolory wiśni,
bławatków,
lasu,
potoku
i drogi, która prowadzi w nieznane.
Na pożegnanie.
Kiedyś ludzie urodzeni na tej ziemi mogli otrzymać urzędowy dokument zwany: certyfikatem przynależności.
".... w tej gminie posiada prawo swojszczyzny. Za głową ojca."
