Z Doliny Małej Łąki to jeszcze-jeszcze, bo pod górkę.
Uff, ten odcinek mam już za sobą, spociłam się, co niemiara, ale to dobrze, gdyż mój cellulit poczuł się zagrożony, jeszcze kilka takich podejść i zostawi mnie w spokoju, zauważyłam z nadzieją w głosie.
Prawdziwa gimnastyka zacznie się od miejsca, gdzie stoi ten magentowy ludź, jeden z dziesięciu obecnych w dniu dzisiejszym na szlaku.
Do Doliny Strążyskiej dotarłam w czasie trzykrotnie przekraczającym normalne tempo przejścia, o rany, ale mnie nadgarstki bolały.
