Roślinność sięgająca powyżej pasa i to taka lubiąca podmokłe tereny, także licho wie, co pod stopami się ukrywa. Wyczuwam jedynie, że miękki grunt, zatem trzeba jednak pomału, zresztą inaczej się nie da, na szczęście całe butki powyżej kostki mam, a nie jak zamierzałam w ten upalny dzień sandalenta założyć.
Fakt, iż trochę wcześniej zaskoczyła mnie taka oto konstrukcja, jako że była zdecydowanie wyższa ode mnie i nie dało się zaglądnąć do niej.
Po odkryciu kanału nie mogłam sobie podarować spacerku wzdłuż niego.
W końcu udało mi się dotrzeć do miejsca, gdzie kończy swój naziemny bieg.
Pstrągi w każdym razie się nie przejmują, sama widziałam jak kilka sobie żwawo pływa, ba, powiem więcej, wszyscy widzieli.
Piękny obiekt, owce się nad nim pasą, konik biega, Alusia się przez chaszcze przedziera torując drogę globtroterom ukrywającym się za jej plecami, ze zwierzakami rozmawia, by się nie spłoszyły i w szaleńczej ucieczce do lodowatej wody nie wskoczyły.
