środa, 3 marca 2010

Górą lub doliną

Bywa, że doliną,



dolinką,



zdarza się,



że górą,



najważniejsze jednak,



iż razem



słonecznym krokiem



przez cztery pory roku przemierzamy świat



oraz podziwiamy



to



i owo.





poniedziałek, 1 marca 2010

Chochołów (2)

Słońce kocha kościół w Chochołowie,
lutowe promienie przez zbyt krótką chwilę miłością go otaczają,



wrześniowe ciepło zachodzącego słońca oświetla mury wyłożone piaskowcem pozwalając nam napawać się jego promienną obecnością.



Budowany od 1853 do 1873 roku na wzór kościoła Mariackiego



poddawany działaniu wiatru, zimna i gorąca.



...



Powstanie Chochołowskie, to historia, a na końcu wsi stoi figura św. Jana Nepomucena tyłem obrócona do Czarnego Dunajca.



Część Zakopanego przynależna do parafii Chochołów odłączyła się od niej w 1848 roku.



Po obu stronach drogi wiodącej przez wieś zabudowa jest głównie drewniana,



a jadąc tą szosą w kierunku Czarnego Dunajca po jej prawej stronie



bystry obserwator ujrzy obróconego tyłem do Dunajczan rozgniewanego św. Jana.

Niebawem cdn. (1)

niedziela, 28 lutego 2010

piątek, 26 lutego 2010

W deszczowy wieczór

Lód pod stopami zbyt nierówny by na łyżwach po chodnikach i ulicach śmigać, no to siedzę sobie na strychu i robię porządek z fotkami.
Już nawet znalazłam motylka, o!

środa, 17 lutego 2010

Nieśpiesznie

Widziała, że stoję nieruchomo pod drzewem z wycelowanym obiektywem w gałęzie, to przyleciała mi pozować, ale niestety na dłuższą sesję zabrakło jej cierpliwości.



Kiedy sikorka już odleciała, to z berberysu nadleciały niesamowicie ruchliwe maleństwa.



Aaaała, takie chmury zwiastują zmianę pogody, to powiedziałam ja, meteopata.



Tak jest Drogi Melomanie, masz rację, panuje nam zima, dzień jeszcze zbyt krótki jest i bardzo szybko zapada zmierzch.



Ja wiem, że ta fota jest beznadziejna, ale chciałam uwiecznić duziejący księżyc, to ten biały punkt, który sosna pokazuje.



Dobranoc :-)

wtorek, 16 lutego 2010

Na smętną nutę

Puchowe zimno otula świat,
kurczy się przestrzeń,
narasta pustka,
uciekają emocje.
Czekając na wiosnę dajemy się wyciągnąć z jaskiń pierwszym muśnięciom promieni słonecznych.



By nie przeszkadzać przychodzę cichutko, zabawię króciutko, odchodzę na paluszkach.

piątek, 12 lutego 2010

A w Witowie kościół (z)jedli :-)

tak powiadają, ale czy on jest w całości z jodłowego drewna? Trudno powiedzieć. Starania o jego wybudowanie trwały u władz austriackich dziewięć lat, zezwolenie dał sam cesarz Franciszek Józef, wręczył akt erekcyjny mieszkańcowi Witowa, który pieszo dotarł do Wiednia w uroczystym stroju góralskim - czarnej cusze, cesarz również przesłał dość dużą ofiarę na ten cel.



Mijając kościół idę dalej pod górę w kierunku cmentarza, ładne widoki podziwiam,



a ten z cmentarza szczególnie mi się podoba.



Uroczystość poświęcenia odbyła się w święto Matki Bożej Szkaplerznej 16 lipca 1912 roku, Patronki kościoła.
  



A te serduszka, to mój prezent walentynkowy,



bo chyba pamiętacie, że Was kochamy.

sobota, 6 lutego 2010

W słońcu

Po długiej przerwie odważyłam się dzisiaj wyruszyć na słoneczną wycieczkę



przez las



i otwartą przestrzeń.



Jak widać śniegu jest niewiele,



jednak wystarczająco by nacieszyć nim oczy.



Jeszcze tylko rozpoznać znane miejsca,



i ocenić, czy budka ma wejście z właściwej strony.



Teraz już wiem, iż rany się zagoiły, a blizny jak zwykle pozostały, ale nic to, ważne, by były emocje, gdyż jak ich brak, to wtedy nic się człowiekowi nie chce, panuje kompletna pustka, wydaje się, iż nic się nie potrafi, nic się nie uda i że wszystko pozbawione jest jakiegokolwiek sensu, tak, przyziemność dogoniła mnie i nie pozostało mi nic innego jak zmierzyć się z tą bestią, co oczywiście bardzo odpowiada mojej wojowniczej naturze.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Zimowe Krzemionki

Historia i współczesność,
fakty i opowieści,
działania i zaniechania.



Piękno przyrody



i myśli galopujące wielotorowo.



Nie chcę się chować za zasłoną niewiedzy,



nie zadawalają mnie uproszczenia,



gdyż luki w historii burzą harmonię,



a filmowa scenografia i glicerynowe łzy są tylko namiastką prawdy.



Bo cóż ja wiem o drugim człowieku?



ponadto że jest wyjątkowy



i że kształtują go przeżycia.



Lgnę do ludzi i uciekam przed nimi,



boję się zmian i dążę do nich,



bo krok w przód może nieść za sobą zarówno ciekawy

inny widok jak i upadek w przepaść.