wtorek, 1 marca 2011

Znajdź nas :-)

Już z daleka czułam, że jesteśmy obserwowani.



No normalnie ściągnęła mnie swoim wzrokiem.



Druga też była ciekawska, ale najwyraźniej chowała się za matkę.



Miały przewagę wysokości nad nami



niemniej nieustannie sprawdzały każdy nasz ruch.



Ciekawe, czy one zdawały sobie sprawę z tego, że myśmy też je widzieli?



Chociaż prawdę mówiąc, gdyby się nie poruszyły, to pewnie nigdy bym ich nie zauważyła.



A może one tylko bawiły się z nami w chowanego? ;-)



Raz patrzyły na mego towarzysza wyprawy



a raz na mnie.



Naprawdę nie spodziewałam się, że spotka mnie taka miła niespodzianka.

piątek, 25 lutego 2011

Fufcia Chabówka - Zakopane ;-)

Pod górkę :-)



I pomyśleć, że kiedyś można było regulować zegarki według ich przejazdu, no cóż, punktualność oraz solidność jest wyrazem szacunku dla siebie samego i drugiego człowieka.

czwartek, 17 lutego 2011

Sanato

Ha, całkiem nieźle wygląda z dalekiej obserwacji,



bo z bliższej, jak widać trochę się już wali



ale prawdziwy problem, to mam z tą budowlą, no nie wiem, do czego toto służyło.



A co prasa mówi na temat tego jakże pięknego obektu?
w roku 2010

Aha, wszystkie fotki pstryknięte podczas lutowego spacerku.

wtorek, 15 lutego 2011

Hawrań i Murań

W Tatrach Bielskich pięć wierzchołków przekracza wysokość dwóch tysięcy metrów, najwyższe z nich to Hawrań 2152 m i Płaczliwa Skała 2142 m.
Całą tę uroczą kompanię widzimy ze strony polskiej, chociaż jak to zwykle bywa nie tylko pod każdym kątem patrzenia inny widok się przed naszymi oczyma otwiera, ale również każde źródło podaje inną wysokość wierzchołków, także raz nam rosną, a innym razem maleją.



Określenie tej czarującej grupy skałek, jako Hawrań i Murań jest zaczerpnięte z naszej dawniejszej literatury.

Nie jest jednoznacznie zinterpretowana nazwa Hawrań, bo to jedni twierdzą, że nie wiadomo skąd pochodzi, inni upierają się, iż według podań nazwa wywodzi się od zbójnika Havrana działającego w siedemnastym wieku, ale notowano również tę nazwę w rodzaju żeńskim, a dla Słowaków oznacza kruk, gawron.

Natomiast Murań nie należy do zbyt wysokich szczytów jest jednak znany z uwagi na dość oryginalną budowę, a co za tym idzie, prościej wyjaśnić jego nazwę, gdyż jego szczytowy, pochyły upłaz - zwany Jagnięcą Zagrodą - jest ze wszystkich stron podcięty urwistymi ścianami skalnymi, jakoby murami, stąd ta metaforyczna nazwa szczytu.
Skąd Jagnięca Zagroda? Ano upłaz ten służył do wypasu jagniąt, które wynoszono po drabinie by mogły się paść spokojnie przez całe lato, a u wlotu do jednej z licznych tutaj jaskiń pasterze wraz z owcami przeczekiwali letnie norymnice.

Aha
norymnica oznacza zarówno nawałnice jak i raptowną kobietę.

niedziela, 13 lutego 2011

Bachledzki Wierch

Dzięki temu kawałkowi kupki śniegu, która w lodowiec się z całą pewnością nie zamieni udało mi się ustalić źródło Bachledzkiego Potoku.
Jeszcze pozostało mi tylko dotrzeć na wierzchołek Bachledzkiego Wierchu, ale jeszcze nie teraz, bo to albo dzień jest zbyt krótki, albo ja się za bardzo guzdram.



O właśnie na ten przykład Rafaczówki już są w cieniu.



Cyrhla wysoko, to jeszcze chwilę będzie się w słoneczku wygrzewać.



A teraz dla przypomnienia Hawrań z Muraniem.



Pierwsza fotka z 10 pozostałe z 12 lutego, znaczy się 11 przypudrowało i przewiało.



Nosal widać?
widać,
przecinkę na wyciąg też,
a nad Nosalem Kopę Magura,
za Kopą Magura Świnica się nie da rady ukryć,
natomiast jak się dobrze przyjrzeć, to u stóp Nosala budynek KBK widać.



Teraz sobie panoramki zrobimy z moim cieniem w roli głównej ;-)



Ale duża jestem :-)

czwartek, 10 lutego 2011

Smyczek Sabały

Niesamowite, pierwszy raz zobaczyłam, że Sabała trzyma w ręku smyczek.
Dotychczas ilekroć tędy przechodziłam, smyczka nie było, zawsze ktoś zdążył podprowadzić.



Aha, zdecydowanie lepiej widać po powiększeniu foty.



Tak mnie uradował ten smyczek w dłoni Sabały, że jeszcze wczoraj poszłam sprawdzić, czy aby nadal jest we właściwych rękach.



Na tablicy z lewej strony jest informacja, kim byli Tytus Chałubiński oraz Jan Krzeptowski Sabała.
Ich wspólny pomnik zaprojektował Stanisław Witkiewicz natomiast figury wyrzeźbił Jan Julian Nalborczyk.



Dziękując pięknie B za przesłane fotki dodaję je z radością i przyznaję ze skruchą, że nie przyglądałam się jakiż to sprzęt czuwa nad bezpieczeństwem smyczka Sabały.



...



...

wtorek, 8 lutego 2011

Tęsknym okiem z daleka

Ptak pomiędzy Waksmundzkim Wierchem a Żółtą Turnią.



Pyskująca sobie Twarda Kopa.



Udający dinozaura Hawrań z Muraniem.



A jak się tak przyglądam pod innym kątem Ptakowi, to dostrzegam raczej twarz demona.

piątek, 4 lutego 2011

Mnie się od zawsze podobały

te mniejsze



i te troszkę większe

środa, 2 lutego 2011

Widoki z Walowej Góry

Tradycyjnie zaczynam od zahaczenia wzroku na Hawraniu z Muraniem, a przy okazji widzę, że spalony DW „Baca” na Antałówce niezmiennie straszy od lat.
A z Dolnej Równi Krupowej nieustannie słyszę tymczasową ślizgawkę.



Kopieniec wraz z Nosalem na tle mojego ulubionego masywu Koszystej przypomina letnie i jesienne spacerki.



Skocznia Średnia Krokiew i Skocznia Wielka Krokiew jeszcze długo poczekają sobie na rozgrzewający dotyk promieni słonecznych.



Po powiększeniu powyższej fotki można zobaczyć również Pęksów Brzyzek, łatwo odnaleźć wiedząc, że „brzyzek” oznacza pagórek, stromiznę, brzeg.



...



Że zbyt krótki spacerek?
Fakt, ale i tak się spociłam idąc pod górę, chociaż prawdę mówiąc schodzenie było sto razy gorsze.



...



...



Piękna była ostatnia niedziela stycznia :-)

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Tojad mocny (Aconitum firmum)

Jest zapylany wyłącznie przez trzmiele długossawkowe,



natomiast trzmiele krótkossawkowe, bywa, że zabawiąją się w janosika i rabują słodycz tych chronionych, trujących, ale również leczniczych roślinek, przegryzając ich hełm nisko w miejscu, gdzie zbiera się nektar i wypijają go, oczywiście wymigując się sprytnie od zapylenia kwiatów. Do takich przegryzionych otworów zlatują się potem inne owady, aby wysysać już łatwo dostępny słodki napój.



Przypominam, że jutro rozpoczyna się już krótki luty,
a w marcu to ja się wiosny spodziewam.

sobota, 29 stycznia 2011

Kuklik zwisły (Geum rivale)

Kuklik jak kuklik,



ale ten plecak trzmiela ;-)

czwartek, 27 stycznia 2011

Fiołek dwukwiatowy (Viola biflora)

Kwiatki rosnące pomiędzy kamieniami na szlaku w miejscach gdzie wydawałoby się, że nie mają żadnych szans na przetrwanie, gdyż tak wiele butków tuż-tuż nad nimi śmiga zaskakują ilością i różnorodnością.



No cóż, szlak bywa twardy i niebezpieczny, przecierają go łowcy, zdobywcy oraz wędrowcy, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy wyruszę nań.

wtorek, 25 stycznia 2011

Bodziszek leśny (Geranium sylvaticum), Bodziszek żałobny (Geranium phaeum)

Barwnie nam się żyje,
radości i smutki,
fatum i fortuna.



Los, który ciążyć może,
ale również uśmiechnąć się potrafi.



Zadaję sobie pytanie;
czy jestem pieszczochem,
ulubieńcem losu,
a może ofiarą?
Ech, ten fatalizm.

niedziela, 23 stycznia 2011

Zerwa kulista (Phyteuma orbiculare)

Są kwiatki, nad którymi choćbyś człowieku klęczał cały dzień nie dadzą się przyzwoicie sportretować, jeszcze tylko tak na wszelki wypadek wspomnę, że mówię o sobie, bo wiem, że są tacy, którym na fotkach wychodzi to, co sobie zamierzyli. Wiem co mówię, gdyż widziałam w sieci dużo fajnych fotek.



Ale mnie się też potrafi zdarzyć miła niespodzianka, no chociażby taki owad, którego w momencie pstykania fotki oczywiście nie widziałam, a on dał się przyłapać na spijaniu nektaru.


piątek, 21 stycznia 2011

Gnidosz okółkowy (Pedicularis verticillata)

Czy ktoś by pomyślał, że gnidosz i to jeszcze z rodziny zarazowate, może być aż tak pięknym kwiatkiem?



Ja naprawdę nie wiem, dlaczego, ale ten konkretny kwiatek kojarzy mi się ze zbroją samuraja.

środa, 19 stycznia 2011

Jarzmianka większa (Astrantia major)

Jaka tam większa, przecież mniejsza ode mnie była.



Właśnie sobie uświadomiłam, że już od roku wypiekam chleb w domu.
Oj, niedobry jest mój chlebek, niedobry, zbyt smaczny i szybko znika.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Goryczuszka wczesna (Gentianella lutescens)

Ach te piękne goryczki.



Goryczka, gencjana, Gentiana,
rodzaj z rodziny goryczkowatych obejmuje około 500 gatunków roślin zielonych różnej wielkości. Zawierają glikozydy o smaku gorzkim, stąd preparaty z kłączy wielu gatunków goryczki znalazły zastosowanie w medycynie, jako środki pobudzające apetyt i poprawiające trawienie, a także, jako leki przeciw robakom, a wiadomo, że ludzie dzielą się na tych, co to wiedzą, że mają robaki i na tych, co nie wiedzą, że mają robaki, ja zaliczam się do tych pierwszych.
No i oczywiście nie zapominajmy, że wykorzystuje się je do wyrobu koniaków i wódek. Zatem nic dziwnego, że gatunek chroniony.

sobota, 15 stycznia 2011

Goryczka trojeściowa (Gentiana asclepiadea)

Chroniona, trująca, lecznicza i czarująca.



Odpowiadając na pytanie; czy znam gwarę górali Skalnego Podhala z przykrością muszę stwierdzić, iż niestety nie znam, ale nabyłam sobie „Słownik gwary górali Skalnego Podhala” autorstwa profesora Stanisława Andrzeja Hodorowicza i wreszcie się dowiedziałam co oznacza słowo „hej”
otóż;
tak twierdzące,
tak powątpiewające (hej wtoz ta viy?),
nieprawdaż (zrobis to, hej?)
wyrażenie końca wypowiedzi lub myśli, okrzyk rozpoczynający coś (hej! do roboty),
słowo rozpoczynające tekst piosenek (hej, ide w las ..)

czwartek, 13 stycznia 2011

Driakiew lśniąca (Scabiosa lucida)

O śliczności moje :-)



Ależ ostatnimi czasy nasłuchałam się telewizora na przemian z radiem, trochę na jawie więcej przez sen.

wtorek, 11 stycznia 2011

Dziewięciornik błotny (Parnassia palustris)

Bardzo polubiłam makrofotografię, gdyż dzięki niej mogę zachwycać się szczegółami drobnych cudownych kwiatków i to nawet w długie zimowe wieczory.



Noworocznych postanowień już zwyczajowo nie podjęłam, ale wydaje mi się, że jeszcze parę rzeczy powinnam doprowadzić do pomyślnego zakończenia.

niedziela, 9 stycznia 2011

Dzwonek drobny (Campanula cochleariifolia)

Piękne maleństwo, a jak ładnie się prezentuje w górach i ogrodowych skalniaczkach.



W sam Nowy Rok rozbudził mnie popsuty bojlerek, tzn. nie tyle bojlerek, gdyż nie było wybuchu, czy też przecieku, który zalałby cały dom, jedynie zgasła zielona neonówka i woda była zimna, wyjaśnię tylko, że u mnie zimna woda, to nie to samo, co zimna woda np. w Warszawie lub Krakowie gdzie mogłam stać pod prysznicem z którego lała się na mnie zimna woda i nie zmarzłam. U mnie panie, to jest niemalże płynny lód, który odmraża ręce i ból okrutny zadaje.
Na szczęście dzięki mojemu Małżonkowi, który uporał się z tym noworocznym nieszczęściem szybciutko powróciła ciepła woda w nasze progi.
Dziękuję Ci Kochany Mężu :-)

piątek, 7 stycznia 2011

Dziurawiec zwyczajny (Hypericum perforatum)

Prócz tego, iż ładny, to dodatkowo posiada właściwości zarówno lecznicze jak i trujące,
aha,
ale ja dzisiaj nie o tym chciałam.



I cóż z tego, iż od zawsze wiem, że kiedy wypowiada się jakieś życzenie trzeba podejść do tej czynności z roztropnością, gdyż skutki mogą nas samych zaskoczyć i to niekoniecznie pozytywną stroną naszych niewinnych zamiarów, wszak nierzadko w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że efekt niby się zgadza, ale jednak mimo wszystko nie o to nam chodziło. Mówiąc wprost, grudniowa pogoda i zbyt krótki dzień wywołały u mnie wielką chęć zapadnięcia w zimowy sen. Pomyślałam, że fajnie byłoby tak do wiosny w objęciach Morfeusza, ale żeby od razu rozchorować się? Nie, zdecydowanie nie o to mi chodziło, jednak nie zmienia to faktu, że przespałam Święta, Sylwestra, Nowy Rok, częściowe zaćmienie słońca i już sama nawet nie wiem co jeszcze, bo w takim stanie trwałam aż do Trzech Króli, przyznałam się z rumieńcem gorączki, a może już tylko wstydu, na policzkach.
Teraz zapewne minie jeszcze parę ładnych dni zanim się zmobilizuję do jakiegokolwiek działania, a tu narty czekają, łyżwy już dawno przygotowane, że o butkach rwących się na spacerek nie wspomnę.