czwartek, 19 kwietnia 2012

Torfowisko i ...

Z literatury medycznej wynika, że mam depresję, znaczy się jak nic, ktoś na mnie urok rzucił.
Że co?
Że skończone głupoty mówię?
Być może, że tak, ale być może, że nie,
lecz skoro wrogów ci u mnie dostatek i ja o tym wiem, to oznacza, że trzeba się podnieść na duchu, wzmocnić i wrócić do żywych, gdyż ciężko się istnieje, kiedy rękom nie chce się ani dawać ani brać.
Zatem wyruszam pierwszy raz w życiu na torfowisko wysokie.



...



...



Fajnie ze wzgórza widać kawałek miasta,
aha,
jakby ktoś zapomniał, to przypominam, że mieszkańcy Podhala do dzisiaj mówiąc; miasto, mają na myśli Nowy Targ.
No tak, miasto miastem, ale mogliby podpisać jaka to rzeka przepływa pod tą spacerową kładką. W końcu Biały Dunajec, to ładna nazwa i nie ma się czego wstydzić.



Słowo daję, że gdyby chmury nie spowiły gór, to ze strony, od której płynie Biały Dunajec moglibyśmy z tego miejsca podziwiać piękną panoramę Tatr.




Tam gdzieś płynie Czarny Dunajec, który po połączeniu się z Białym Dunajcem będzie nazywać się już tylko Dunajcem. Ten prawy dopływ Wisły lubi przekomarzać się z człowiekiem.
Oooooooo właśnie sobie przypomniałam, że jeszcze nigdy w życiu nie spławiałam się słynnym Przełomem Dunajca.
Ach, może tego lata mi się uda przy pięknej pogodzie razem z flisakami przepłynąć obok miejsc, po których już kiedyś spacerowałam,
ależ się rozmarzyłam przez chwilę.



A może by tak w tył zwrot zrobić i na lotnisko się udać, by z lotu ptaka świat móc podziwiać?



Czyż nie wspaniały jest świat? I jak wiele możliwości daje, ucieszyłam się uśmiechając do swoich planów wycieczkowych na bliższą i dalszą przyszłość.



ps
Jeszcze tylko nieskromnie się pochwalę,
że mam kucyka,
znaczy się, tak się ta fryzura nazywa,
a jak mi jeszcze trochę włosy urosną,
to będę musiała się znowu ogolić do gołej głowy,
by mnie licho nie podkusiło na klopsa,
bo to już na pewno byłby obciach jak się należy.

czwartek, 5 kwietnia 2012

środa, 4 kwietnia 2012

Co to jest?

Tzn. chodzi mi o ten najwyższy obiekt wyglądający jak uwięzione UFO.

niedziela, 25 marca 2012

Wiosennie

Jeszcze można turystycznym butkiem przejść przez teren normalnie podmokły, że bez bacioków ani rusz, no bo przecież tylko jednorazowego wytrzepywania śniegu z butów liczyć nie będziemy, prawda?
Poruszając się ze wzrokiem wbitym w kępki traw staramy się nie wpaść do wody obejmującej swój teren we władanie i nie widzieć kiedy ominęliśmy brzozowy zagajnik zapominając do białej kory przytulić policzek.



Poruszanie się w kierunku południowym raduje oczy widokiem Tatr. Kapitalnie prezentuje się śnieżny język Nosala, skrzy się w promieniach słońca charakterystyczny dach KBK, Kasprowy Wierch wyróżnia się na tle nieba, a Giewont stary spryciarz chowa się za gałęziami drzew.
I co to za górki widzimy na zachód od Kasprowego Wierchu?



Oj, Alusia, Alusia, by wreszcie się ich nazw nauczyć, trzeba by było przynajmniej jeszcze raz przejść Granią nad Doliną Bystrej. No cóż, może kiedyś się uda.

sobota, 17 marca 2012

Pieszczoch jeden

Powsinoga urocza zabrała się z nami na spacer,
chwilami z zadowolenia mruczała jak kot,
a gdy przykucałam, by zrobić jej portret jak się patrzy,
to natychmiast podbiegała
i tymi cudnymi oczętami normalnie domagała się pieszczot,
także o portrecie już nie było mowy.



Ach te pazurki :-)



Niezwykle towarzyska,
nie miała najmniejszej ochoty rozstać się z nami,
na szczęście zainteresowała się innym psem
i pozostała, mam nadzieję, w dzielnicy swego zamieszkania.



A tak w ogóle, to jestem pewna,
iż udało się jej wyleczyć mnie z marcowej niemocy,
gdyż tylko do momentu spotkania z nią szłam bez sił i ducha, tak tylko noga za nogą.

środa, 7 marca 2012

Marzec już?

Słońce
i zmrożone powietrze,
lodowaty wiatr przenika do szpiku kości.



Nie ma rady,
trzeba sobie poszukać zacisznego miejsca.



Na ziemi pod łapkami lodowisko,
ale na dachu,
tak,właśnie dach jest miejscem w sam raz
do łapania słonecznego pyłu w futerko.



...



...



...

czwartek, 23 lutego 2012

Biedne koty



A na sąsiedniej ulicy zachwycające dwa Yorkshire Terrier mają ukrytą tabliczkę, na której stawiają kreski Alusi, tak myślę, chociaż raczej jestem pewna, bo raz udało im się tak zająć moją uwagę, że sobie głowę rozbiłam na znaku drogowym obstalowanym w chodniku na wysokości mojej głowy.
Teraz już o tym wiem, i nie dam im się drugi raz nabrać na ten sam numer.

Nie będą mi więcej kresek stawiać, zaperzyłam się.

czwartek, 2 lutego 2012

Trochę zimno

Ja cię kręcę, ale mrozy chwyciły,
no naprawdę, bardzo niestosownie,
żeby tak w lutym?



Nie wiem.
Czekać?
Nie czekać?
Na to obiecane ocieplenie?



A tam, idę do domu.





poniedziałek, 30 stycznia 2012

Za firanką

Przyleciał jak tylko słoneczko oparło się o ścianę i zajął strategiczne miejsce do wygrzewania się o poranku w czasie tęgich mrozów.



Cichutko się skradałam, by mógł bezstresowo zmagazynować ciepło w piórkach.



Chwilę posiedział, porozglądał się i poleciał sobie na śniadanko jak tylko stołówkę otworzyli.

niedziela, 29 stycznia 2012

Mrozik, słońce i smog w dolinach

No tak, zawsze jest coś za coś.



I chociaż w górach już tylko II stopień zagrożenia lawinowego oraz im wyżej tym cieplej, to w moim zasięgu pozostają jedynie pagórki, a i one z dużym trudem i bólem.



Nie mogę wyjść z podziwu, że udało mi się trafić obiektywem w jakikolwiek obiekt. Uwaga-uwaga, teraz będę narzekać; aparat bez celownika podczas słonecznej pogody jest tylko lusterkiem, i na nic zapewnienia producentów, że sobie można ekran rozjaśnić, i że nowa generacja oraz najnowsze osiągnięcia techniki pozwalają na …. No, innymi słowy mogłam jedynie sprawdzić, jaka to ja jestem ładna na spacerku podczas mroziku.



Powyżej, jak już zapewne wszyscy poznają, błyszczące w słonecznych promieniach stycznia Jatki, a poniżej na drugim planie część Gubałówki administracyjnie przynależna do Kościeliska.



Tak-tak, wiem, ta fotka to knot, gniot i w ogóle, ale okienko na poddaszu, za firanką sopli i śniegu, czyż nie jest urocze?



Skrzyło się pięknie na śniegu,
tak tylko wspominam,
na wszelki wypadek, gdyby widać nie było.



Zagadka 1
I gdzie ten cień stoi?
Czy może leży?
Zapytałam podchwytliwie.



A tę fotkę powiększamy i próbujemy się pobawić w odszukanie Willi pod Jedlami, albo od razu bezbłędnie ją wskazujemy.



I jeszcze raz zachwyciły mnie sople.



Wkurza mnie ten smog, ot co, ale wiem, że sama nie dam rady nic z tym dziadostwem zrobić.



Zagadka 2
A teraz gdzie ten cień stoi?
Czy może leży?
Zapytałam z podchwytliwym uśmiechem na twarzy, który widziałam w lusterku LCD.



A oto zimowy badylek,



w nagrodę dla zwycięzców konkursu :-) :-*

środa, 25 stycznia 2012

Zagadka



I które ciasteczko było dla Alusi? ;-)

wtorek, 24 stycznia 2012

Nocą i dniem

Wypełniający sobą coraz większą przestrzeń pokoju,
budzi mnie miażdżący cień.
Wyczuwam obecność.
Kogoś?
Czegoś?
Na pewno wroga.
Powieki z wielkim trudem otwierają się,
lecz oczy nie dostrzegają żadnego zagrożenia,
chcę, ale nie mogę wstać,
wysyłam rozpaczliwe polecenie do dłoni;
zapal światło i przepędź to coś.
Ręka odmawia posłuszeństwa,
powieki się zamykają,
wzbiera we mnie przerażenie i bunt.
Nie! Nie poddam się!
Moja dusza krzyczy,
ciało jej nie słucha.
Cień odebrał siłę, ale nie wolę,
myśl z determinacją biegnie po ratunek;
Zdrowaś Maryjo…
Ojcze nasz …





I gdyby nie ciągle wyczuwalna obecność cienia,
rano myślałabym, że to był tylko zły sen.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Zygzakiem

Ślady za mną?



Aha,
nie prosta droga była.



O! Drabinka się przyozdobiła.



Szykuje się impreza, to i punkt przekazywania zaginionych dzieci będzie się cieszyć dużym wzięciem, że o punkcie przekazywania osób ujętych nie wspomnę.



Czy to praca?
Czy to relaks?



W każdym razie jeżeli praca jest pasją,
to się szczęściem zwie.



Ile twarzy widzisz w tej kompozycji drzewno-lodowo-śnieżnej?



Aaaaa i o mały włos nie zapomniałam;
w górach IV stopień zagrożenia lawinowego,
no tak, ale dla mnie to i tak bez znaczenia.

niedziela, 1 stycznia 2012

2012



...



:-*


Oj, sypało się z nieba, sypało,
a i huku było co niemiara.