poniedziałek, 7 września 2009

W Szalowej

Gdyby tak móc zobaczyć,
wszystko to,
czego niemym światkiem były długowieczne lipy.



Próbujemy objąć ich pień,
spojrzeć w ich korony,
bo one do nas mówią
szumem liści
i grą owadów,
są tacy, którzy rozumieją,
są tacy, którzy się chcą nauczyć,
są tacy, którzy pozostaną głusi
i są zawieszeni pomiędzy.



Ile mogą mieć lat?
Kto to wie?
Ludzie nie znają nawet dokładnej daty wybudowania tego pięknego kościoła.

Legendy, opowieści i historia,
ale na wszelki wypadek
Święty Michał Archanioł
pilnuje by diabeł
nie wrócił w te strony.



Czerń kościoła i biel okalającego go muru,
iskrzący w blasku promieni słonecznych dach
oraz wieże, po których z wolna przesuwa się cień.



Gra kontrastów
jak mroki naszej pamięci
i kuszący blask nadziei
w błękit nieba wycelowanej.



Surowość i skromność elewacji kościoła,
a co ukrywa się we wnętrzu?
Na szczęście drzwi otwarte,
ale próg przekroczę dopiero wtedy,
gdy przyjrzę mu się uważnie z zewnątrz,
a naprawdę warto.



Ach te okna, czyż nie są piękne?



Wnętrze oglądane tylko z przedsionka
przez krótką chwilkę,
bo kolega czas pogania.
Wiem, że tam jeszcze powrócę,
ale w dzień świąteczny.



Skąd ta pewność?
Stara lipa powiedziała?
A może mi się tylko tak zdawało?



Gdy będziesz przejeżdżać obok kościoła ukrytego wśród starych lip, zatrzymaj się na krótki czas, wstąp do niego, a nawet nie zauważysz chwili, w której zatopisz się w modlitwie, bo rozmów z Bogiem jest tyle, ilu ludzi na ziemi, a każda inna.
Zrozumiesz ją Ty i Bóg.