sobota, 18 lipca 2009

Zmiana planu

Od paru dni występowały znaczne rozbieżności w obraniu kierunku marszruty, dlatego los nas pogodził i biorąc pod opiekę skierował w zupełnie inną stronę.



W samo południe podziwialiśmy to, co jeszcze zostało z obfitych opadów śniegu, chociaż niektórzy nawet nie chcieli wierzyć, iż patrzą na pozostałości po zimie.



Upał wszystkim doskwiera, mnie też, ale nie narzekam, no skąd, przecież kiedyś trzeba wygrzać stare kości.